zdjęcie Mchała Kurca
Ulica Mikołaja Reja
Od ulicy Węgrowskiej, tuż za Urzędem Skarbowym wytyczono małą uliczkę do stadionu
Robotniczego Klubu Sportowego „Cukrownia”. Uliczce tej nadano imię twórcy polskiej
literatury Mikołaja Reja z Nagłowic; tego który pierwszy z naszych literatów napisał prorocze
słowa „Niechaj to narodowie świata wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi iż swój język
mają”. Na tym stadionie przy Reja, graliśmy niejednokrotnie z różnym szczęściem z drużyną
braci Tadeusza i Witolda Dominiuków, Ryśka Sumińskiego, Zygmunta Metra, Wieśka
Protaziuka, Jasia Pełczyńskiego, Janka Raźniaka. Świetlica obok stadionu, służąca za szatnię
w czasie meczów, pod kierownictwem pana Zbigniewa Trąmpczyńskiego promieniowała
kulturą na cały powiat. Wśród podobnych placówek kultury w branży cukrowników nie miała
sobie równych w Polsce. Chodziło się tu na zabawy, występy artystyczne, zajęcia sportowe i
filmy. Na zabawach, śpiewał pięknym, aksamitnym basem Bogdan Żurowicz, akompaniując
sobie na akordeonie. Tu rozgrywaliśmy turnieje o mistrzostwo powiatu w tenisie stołowym z
Jurkiem Podgórzakiem, Czesiem Macugą reprezentującymi drużynę „melaśników”, jak
złośliwie mówiono o niej po każdym przegranym meczu. W latach nie tak odległych, okazji
do rywalizacji między miastem a Przeździatką było co nie miara. Rywalizowano w sporcie, w
kulturze, w czynach społecznych i produkcyjnych a nawet w polityce kadrowej.
Rywalizowały ze sobą orkiestry strażackie, drużyny piłkarskie, teatry amatorskie. Jako
aktorzy teatru OSP pani Leokadii Tyburowej zazdrościliśmy Zespołowi Teatralnemu
Cukrowni wystawienia w bogatej i pomysłowej scenografii „Masława”; spektaklu w reżyserii
pana H. Iwańskiego opartego na historycznej powieści J. I. Kraszewskiego. Jako uczniowie
Liceum podziwialiśmy swoich kolegów, których do szkoły przy ulicy Kupientyńskiej
przywoził konny tramwaj zwany „Bonanzą”; efekt pomysłowości i troski o dzieci
pracowników cukrowni. Sokołowska Cukrownia – symbol industrializacji kraju, po
zniszczeniach wojennych była oczkiem w głowie ówczesnych władz miasta i powiatu.
Wszyscy jej dyrektorzy mieli zapewniony udział we władzach partyjnych i samorządowych,
miejsca za stołem prezydialnym licznych akademii i trybunach honorowych. Miasto i całe
powiatowe rolnictwo żyło z cukrowni i hołubiło starą fabrykę. Pisano o niej książki, kręcono
kroniki filmowe. Rozpoczęcie kampanii cukrowniczej, jesienią każdego roku stawiały cały
powiat w stan pełnej mobilizacji. Nawet Dom Kultury miał swoją rolę do odegrania. Do
dyspozycji kadrowca cukrowni oddawaliśmy kino ruchome wyposażone w aparaturę
nagłaśniającą z pomocą której pan Czesław Małkus zachęcał rolników z nadbużańskich wsi
do podejmowania pracy w fabryce na czas kampanii cukrowniczej. Do Sokołowa przyjeżdżali
fachowcy-cukrownicy z całej Polski by modernizować fabrykę cukru powstałą jeszcze w
czasach Królestwa Polskiego. To były zalążki elity intelektualnej miasta. Z dziećmi
inżynierów i techników, operatorów różnych maszyn i urządzeń chodziliśmy do szkoły,
graliśmy w piłkę nożną i siatkową, bawiliśmy się na zabawach – słynnych „Sobotynkach” i
występach artystycznych. Mieć za kolegę Podgórzaka, Buchalskiego, Pochylczuka czy
Montkiewicza to był powód do dumy dla chłopaków z „targowicy”, „getta” , czy „balbadery”.
Bywało, że chłopaki z miasta upodobali sobie ładne panienki z cukrowni, ale tylko nieliczni
mieli odwagę odprowadzić swoją partnerkę pod jej dom. Ryzyko utraty zębów było
skutecznym środkiem zakończenia spaceru tuż za torami. Dalej był teren pod kontrolą
„melaśników” o twardych pięściach i nieskorych do ugody. Ale nawiązane kiedyś przyjaźnie
trwają do dziś, chociaż coraz nas mniej w drużynie. Pamiętam jak Janusz Buchalski, kolega z
Przeździatki uratował mi skórę, gdy w lutym 1978 roku dał zgodę jako urzędujący w
Warszawie szef cenzury na wystawienie sztuki „Rozmowy z katem” Kazimierza
Moczarskiego przez Siedlecki Teatr Kameralny. Kim był autor sztuki, starszym czytelnikom
nie muszę tłumaczyć. Młodszym powiem, że Kazimierz Moczarski, oficer Biura Informacji i
Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej został po wojnie skazany na dożywocie za…
zdradę narodu. Z jedenastu lat więzienia, dziewięć miesięcy spędził w jednej celi z katem
warszawskiego getta generałem SS Jurgenem Stroppem. Sztuka Moczarskiego ciesząca się
wielkim zainteresowaniem widowni została zdjęta ze sceny na polecenie sekretarza PZPR w
Siedlcach, którego nazwisko po chrześcijańsku zapomniałem. Ale w Warszawie w samej
jaskini głównego cenzora przy ulicy Mysiej 3, udało się uzyskać pozwolenie na wystawienie
sztuki i druk folderu. Uczeń sokołowskiego liceum magister Janusz Buchalski okazał się
dojrzalszym politykiem niż funkcjonariusz propagandy z Siedlec. Niewątpliwie był to akt
wielkiej odwagi z jego strony. Podobnie jak aktem wielkiej odwagi był krytyczny opis
stosunków panujących na polskiej wsi w XVI wieku przez Mikołaja Reja. Piętnował on
chciwość i nadużycia, których ofiarą padał biedny chłop. Poruszał najbardziej aktualne
problemy polityczne, obyczajowe i religijne takie jak ubieganie się za wszelkimi urzędami,
przekupne sadownictwo, nadużycia ze strony duchownych, brak dobrego systemu obronnego
państwa polskiego, zbyt wysokie czynsze i dziesięciny nałożone na chłopstwo, czy wreszcie
złe zachowanie szlachty, pijaństwo, zbyt wyszukany ubiór i hazard. „Wierę snadź z sejmu
naszego Nie słuchamy nic dobrego Już to kilka Niedziel bają A ni w czym się zgadzają
Podobno jako i łoni Każdy na swe skrzydło goni; Pewnie pospolitej rzeczy Żadny tam nie ma
na pieczy” Tak pisał Mikołaj Rej, zwolennik reformacji i patron małej uliczki na sokołowskiej
Przeździatce, w wydanej w 1543 roku, „Krótkiej rozprawie między panem wójtem a
plebanem”. Minęły wieki a przesłanie ojca literatury polskiej, pana z Nagłowic nie straciło
swej aktualności i chyba jeszcze długo nie straci. Kiedy po latach odwiedziłem stadion przy
ulicy Reja, spotkałem koleżankę ze szkolnej ławy Krysię Protaziuk z bratem Marianem
Podgórzakiem i panią Sulej, z której ojcem grałem w piłkę. Nasłuchałem się wieści o
wzlotach i upadku cukrowni i o bieżących problemach mieszkańców tej ulicy. Najważniejszy
z nich to bezpieczna droga do szkoły dla dzieci i parking dla samochodów petentów Urzędu
Skarbowego. Sprawa ciągnie się od 2009 roku i poza wymianą pism burmistrza z Izbą
Skarbową nic się nie dzieje, aż nie daj Boże stanie się nieszczęście, bo jak wiadomo „Polak
mądry po szkodzie” i to przysłowie towarzyszy nam od czasów patrona tej ulicy.
Pani Magda Stasiuk dopatrzyła się ,że w naszej książce " Patroni naszych ulic " brakuje kilku a mianowicie - Reja , Baczyńskiego,Skłodowskiej ,Mniszkówny. Ponieważ szykuję się do druku kolejnego wydania obiecuję czytelnikom i ewentualnym nabywcom książki jej wzbogacenie o te ulice Pierwsza z nich już jest.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
zdjęcie Mchała Kurca Ulica Mikołaja Reja Od ulicy Węgrowskiej, tuż za Urzędem Skarbowym wytyczono małą uliczkę do stadionu Robotniczego Klub...
-
Przejrzałem ostatnio sterty pieczołowicie zachowanych plansz dokumentujących działalność domu kultury z lat mojej aktywności w sokołowsk...
-
Jak widać moje teksty nie pasują pani do portalu Życia Sokołowa . Naiwnie sądziłem, że od zdolnej i wykształconej na katolickiej uczelni...
-
Dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Sterdyni zaprosiła mnie na promocje mojej nowej książki "Patroni naszych ulic"26 czerwca 20...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz