wtorek, 29 września 2026

 

Mieczysława Ćwiklińska

Z bardzo wielu imprez, jakie miałem przyjemność organizować razem z pracownikami domu kultury w latach, jak mówią teraz „słusznie minionych” w mojej pamięci pozostało ledwie kilkanaście spośród nich. Zastanawiam się, jak to się dzieje, że nie pamiętam np.koncertu Czesława Niemena, a dobrze pamiętam występy bułgarskich piosenkarek Krasymiry Minewy i Margaret Nikołowej. Niewiele pamiętam ze wspaniałego koncertu orkiestry jazzowej Gustawa Broma z solistami HelenąVondraczkovą i Karolem Gottem a dobrze pamiętam, że chór filharmoników z Nowosybirska wystąpił w Sokołowie w czarnych garniturach i jasnych, brązowych pantoflach hurtem zakupionych w Warszawie. Pamiętam również „Trubadurów”, bo w czasie występu tuż za ich plecami runęła spod stropu na scenę metalowa sztanga z maskującą kurtyną. Pamiętam, jak Jacek Fedorowicz po słowach „ja jestem gotów stanąć na głowie, by państwa rozbawić” zeskoczył ze sceny i przed panią Jadzią Maraskową stanął na rękach a następnie przedefilował w ten sposób przed pierwszym rzędem widzów. Pamiętam dyskusję pana Mirka Zalewskiego z Jerzym Ofierskim. Zalewskiemu, wówczas pracownikowi Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Morszkowie nie podobała się prześmiewcza krytyka sołtysa Kierdziołka pod adresem rolników, więc wszedł na scenę i obsobaczył popularnego w Polsce artystę. Dostał burzliwe brawa od widzów i podziękowania od władz powiatowych Doskonale pamiętam interwencję dyrektora Zbigniewa Koprowskiego śpieszącego z lekarską pomocą „omdlałej” na scenie Mieczysławie Ćwiklińskiej. Pani Miecia zbliżała się do setki, a w znakomitej sztuce hiszpańskiego dramaturga AlejandroCasony „Drzewa umierają stojąc” miała tańczyć ze swoim scenicznym partnerem upojne tango. W trosce o zdrowie znakomitej ale i wiekowej artystki uprosiłem dyrektora szpitala o przysłanie lekarza na wieczorne przestawienie. Dyrektor przyszedł osobiście, dając tym dowód troski i zaangażowania w sprawy kultury. Kiedy na scenie pani Miecia wyzwoliła się z objęć partnera i osunęła się teatralnie na fotel, cała widownia zamarła. Doktor Koprowski z podręczną apteczką wbiegł na scenę, by po chwili jednak stwierdzić, że to nie zawał a znakomita gra aktorska. Szarmancko podał sędziwej aktorce ramię, a ona wstając w fotela podziękowała lekarzowi i widzom swoim niezapomnianym uśmiechem. Brawom nie było końca.

Proszą mnie znajomi, bym utrwalił swoje wspomnienia zanim dopadnie mnie jakiś Alzheimer.Będę więc sam pisał i zachęcał ludzi z mojego pokolenia, by także oni pozostawili po sobie trwały i prawdziwy ślad naszej wspólnej historii. Niebawem uzbieram tych tekstów tyle, by stworzyć książkę i kiedy znajdę sponsorów wydam ją by, jak się teraz ładnie mówi:  dać świadectwo prawdzie.

 

    Wielka radość sprawiła mi wiadomość o odnalezieniu archiwum fotograficznego  Powiatowego Domu Kultury w Sokołowie. Archiwum to powstało  w 1964 roku  wraz z powstaniem  Powiatowego Domu Kultury i zawierało zdjęcia z imprez  oraz wszystkich ważniejszych wydarzeń jakie miały miejsce w naszym mieście i powiecie. Od budowy i otwarcia ważnych inwestycji – szpitala ,poczty, zakładów mięsnych, pawilonów handlowych, uroczystości odsłonięcia pomników Mauzoleum Walki i Męczeństwa w Treblince po dewizowy odłów zajęcy, pożary we wsiach   Ceranów  i Bielany, obchody świąt państwowych i religijnych. Są też utrwalone przez fotoreporterów domu kultury wizyty partyjnych i państwowych dostojników Edwarda Gierka w Sterdyni  i Wicepremiera Józefa Tejchmy w Powiatowym Ośrodku Kultury. Autorami zdjęć byli instruktorzy i członkowie klubu fotograficznego Powiatowego Domu Kultury a później  Powiatowego Ośrodka Kultury: Leszek Piećko, Wojtek Paczuski , Kuba Pietrzykowski , Henryk Rudaś ,Michał Kurc , Grzegorz Piaskowski i Henryk Rosochacki. Klub posiadał doskonałe jak na tamte czasy aparaty fotograficzne z bogatym wyposażeniem  w wymienne  obiektywy ,lampy błyskowe, światłomierze, statywy, powiększalniki, suszarki bębnowe itp. Instruktorzy dysponowali aparatami na format 6x6(Pentacon six i, Practisix i Kijew prod NRD i ZSRR oraz małoobrazkowymi lustrzankami  Exacta Varex i Laica i Minolta.Taki sprzęt oraz materiały niemieckiego  Kodaka i ,angielskiego Ilforda zdobywane od profesjonalnych fotoreporterów z CAF-u w połączeniu z umiejętnościami ciągłym doskonaleniem instruktorów przynosiły chlubę miastu i domowi  kultury. Warto przypomnieć  ,że w corocznych konkursach fotograficznych organizowanych w woj. Warszawskim zwykle zajmowaliśmy pierwsze miejsca. Po nas był Płock i Wołomin. Miło słyszeć,że nasz specjalista od  fotoreportaży z koncertów gwiazd -Kuba Pietrzykowski z sukcesami prowadzi w USA zakład  fotograficzny w którym zatrudnia kilku Japończyków robiących zdjęcia chicagowskim Vipom  Na stronach internetowych można podziwiać przepiękne  zdjęcia współczesnego Sokołowa wykonane przez Michała Kurca –członka Stowarzyszenia Fotografików Polskich.- laureata wielu konkursów i wystaw fotograficznych a przede wszystkim bacznego obserwatora zmieniającego się obok nas i z nami – świata.

   Pani dyrektor Sokołowskiego Ośrodka Kultury Maria Koc  doceniając historyczną wartość odnalezionych zdjęć zleciła  specjalistom ich cyfrowe utrwalenie .Mamy więc na trwałych nośnikach elektronicznych zapisaną historię Sokołowa , powiatu sokołowskiego i jego mieszkańców z czasów PRL-u. Ufając mojej pamięci poprosiła mnie o opisanie tych zdjęć .Podjąłem  się tej benedyktyńskiej pracy z wielką przyjemnością i jak zawsze bezinteresownie gdy chodzi o sprawy społeczne Następnie Sokołowski Ośrodek Kultury przygotuję wielką wystawę fotograficzną, która będzie wydarzeniem roku. Nasza redakcja już od dzisiaj , co tydzień będzie publikowała zdjęcia z archiwum domu kultury prosząc czytelników wzbogacenie informacji o rozpoznanych postaciach, obiektach, czasie i ewentualnie autorze  fotografii. Archiwum zawiera bowiem reprodukcje starych zdjęć  pozyskanych od mieszkańców i  Centralne Archiwum Fotograficzne na różne wystawy dokumentalne. Na początek dwa z nich. Pierwsze ukazuję władze Państwa podczas składania wieńca na uroczystościach otwarcia Mauzoleum Walki I Męczeństwa w Treblince 10 maja 1964 roku. Przedstawiciele władz są powszechnie znani ,nas interesują dwie harcerki dźwigające okazały wieniec .Może ktoś je rozpozna? Drugie zdjęcie przedstawia członków chóru parafialnego na wycieczce do lasu po jagody Na tym zdjęciu odnalazłem swoją szkolną sympatię – Lilkę Banaszczukówną. Zatem zdjęcie pochodzi z lat pięćdziesiątych lub pierwszych lat sześćdziesiątych. Autorem zdjęcia mógł być pan Michał Matysiak późniejszy kierownik Wydziału Finansowego Prezydium  Powiatowej Rady Narodowej w Sokołowie. Uzasadnia ten wybór jego zamiłowanie do fotografii i śpiewu .Był obok Michała Wożniaka, Tadeusza Jastrzębskiego, Aleksandra Zadrożnego członkiem popularnego zespołu śpiewaczego Czwórki Rewelersów Dobrze byłoby poznać historie tego chóru w którym śpiewali zacni mieszkańcy  Sokołowa.

 

basiasklodowska30 basiasklodowska30@wp.pl

pon., 21 wrz, 19:03 (8 dni temu)


do mnie
Witam. Panie Waclawie,  z ogromnym zainteresowaniem, ciekawością czytam czasami Pana felietony, posty. Bardzo Pana cenię i w żaden sposób nie umniejszam Pana zaslug dla SOK. 
Jestem przyjaciółka Pana córki, koleżanka Andrzeja Markusza wielbicielka Romy. Jednak fragment o zniszczonych taśmach przez śp Zasmazke( notabene mojego meza) Fula i Mikiego jest nieprawdą.  Wprawdzie moze rozbawić fakt, ze nagrywali muzykę disco, gdyby nie to, ze oni jej zwyczajnie nie lubili. Ponadto, nigdy nie byli pracownikami SOK, wiec skąd mieliby dostęp do tychże. Jeśli byłby to Kali, który prowadził pamietne dyskoteki w SOK, Nowosielski czy ŚP Niusia moi przyjaciele- pracownicy SOK czy tez ŚP Henio R- to moze byłabym skłonna w to uwierzyć, gdyby nie to, ze wlasnie ta grupa ludzi z ks. Falkowskim na czele oddawała wówczas hold żołnierzom AK, ks Brzosce, za co byli represjonowani. Chciałabym jeszcze wspomnieć o początkach zaduszek jazzowych, które wlasnie ci ludzie organizowali w klubie seniora w SOK, ale teraz nik juz o tym nie pamieta a zaduszki jazzowy staly sie wydarzeniem, impreza prestiżowa w naszym miescie. To wlasnie Miki wyświetlał na pierwszych zaduszkach ( na których byłam jako nastolatka) zdjecia Niemena i opowiadal nam anegdoty związane z jego życiem i twórczością. Byliśmy zasluchani, ciekawi świata. SOK, byl naszym miejscem, gdzie przesiadywalismy, bawiliśmy się i korzystaliśmy także z tego, co Pan pozyskał za co jestem wdzięczna bardzo. Moja mlodosc to SOK, Gródek i nikt mi tych wspomnien nie odbierze. Pozdrawiam serdecznie, zycze zdrowia. Barbara Sklodowska.
 


Wysłano z mojego smartfonu w PLAY







poniedziałek, 21 września 2026

 

Tak było!     Poprosił mnie pan Stanisław Oleksiak - brat legendarnego „Wichury”, bym pojechał na spotkanie kombatantów AK do Sterdyni. Spotkanie, któremu przewodniczył i gościny udzielił wójt Gminy Sterdyń pan Marian Zalewski, poświęcone było formie i miejscu upamiętnienia akcji „Burza” - zbrojnemu wystąpieniu AK przeciwko okupantowi. Z książki Jana Gozdawy-Gołębiowskiego: Obszar warszawski Armii Krajowej: „Na terenie powiatu sokołowskiego koncentracja oddziałów AK obwodu „Proso” rozpoczęła się 24 lipca 1944 roku w trzech rejonach:

I. W lasach sterdyńskich koło leśniczówki smolarnia dla ośrodków Sterdyń, Kosów Lacki, Olszew, Chruszczewka i część Sabni.

II. W lasach repkowskich koło bażantarni dla ośrodków Repki, Wyrozęby, Korczew, Jabłonna i druga część Sabni.

III. W lasach rucheńskich dla reszty obwodu.

Komendantami poszczególnych rejonów koncentracji byli: w Smolarni major Czesław Majewski ps. „Moro”, „Mieszko”. Zastępcą był porucznik Lucjan Gawryś ps. „Ryś”.

W Bażantarni komendantem był rotmistrz Jan Buraczewski ps. „Zych”. Zastępcą porucznik Wacław Piekarski ps. „Jastrzębiec”.

Na Smolarnię przybyły oddziały leśne podporucznika Tadeusza Ruszczyńskiego ps. „Sokół” - 70 ludzi, plutonowego Jana Jenscha ps. „Stojan” - 80 ludzi, oddział porucznika Lucjana Gawrysia ps. „Ryś”  - 50 ludzi, obwodowy odział dywersyjny podporucznika Aleksandra Tomaszewicza ps. „Jagoda” - 35 ludzi, 19 osobowy pluton łączności z radiostacją pod dowództwem podporucznika rezerwy Antoniego Popowskiego ps.”Zenon”, oraz zwiad konny w sile 17 kawalerzystów z podporucznikiem rezerwy inż. Jerzym Łozińskim ps. „Podkowa”. Na koncentrację przybył również Delegat Rządu na powiat sokołowski - sędzia Franciszek Krysiak.

Wszystkie oddziały były uzbrojone i umundurowane. Ponadto dotarły tu cztery patrole sanitarne (po trzy sanitariuszki) wystawione przez Wojskową Służbę Kobiet pod dowództwem Kazimierza De Larsac. Szpital polowy w pałacu hrabiów Krasińskich w Sterdyni zorganizował docent Jan Krysiak ps.”Wenet” Poza wymienionymi oddziałami na Smolarnię przybyło około tysiąc nieuzbrojonych żołnierzy AK i ochotników.

27 lipca 1944 roku o godz. 700  na Smolarnię przybył major J. Sasin. Na zwołanej naradzie oficerskiej przedstawił aktualną sytuację Armii Krajowej w obwodzie. Silny nalot samolotów radzieckich na Sokołów wieczorem i w nocy 26 lipca 1944 roku, uniemożliwił koncentrację oddziałów w lasach rucheńskich, bowiem duża część żołnierzy, która miała się tam zebrać, pochodziła z Sokołowa. W wyniku nalotu, centrum miasta zostało całkowicie zniszczone, zginęło 450 osób, rannych było ok. 1000. W tym czasie pozostawały w mieście konspiracyjne władze polskie. Między innymi profesor Nikodem Księżopolski ps. „Kiejstut” - jako komendant miasta, podporucznik rezerwy Henryk Giergielewicz ps. „Łącki”, Edward Kupski ps. „Andrzej”, Janina Księżopolska ps. „Nina”, dr Antoni Perłowski ps. „Korybut” oraz kilka sanitariuszek. Komendant miasta posiadał do swojej dyspozycji radiostację odbiorczą, ulokowaną w domu przy ul. Kościuszki 12, za pomocą której otrzymywał dyspozycję z komendy podokręgu wschodniego, przekazywane następnie przez łączniczki do miejsca postoju majora J. Sasina.

Wykonując dyspozycję komendy podokręgu wschodniego i Londynu, major J. Sasin wyznaczył dwie grupy do nawiązania kontaktu z Armią Czerwoną. Jedna miała przeprawić się przez Bug. Zadanie to zlecono podporucznikowi Piotrowi Wodzińskiemu ps. „Wicher” i docentowi Kazimierzowi Roszkowskiemu ps. „Judym”. Nocą z 4 na 5 sierpnia 1944 roku żołnierz AK Stefan Kazik, mieszkający we Frankopolu, przeprawił delegatów, których we wsi Tonkiele przyjął radziecki generał Władymirow. Generał odrzucił postulat dalszej walki batalionu AK u boku Armii Czerwonej i zażądał, by wszystkie oddziały zebrały się w „Bażantarni” i tam oczekiwały nadejścia Armii Czerwonej. Zaznaczył ponadto, by osobno zgrupować oficerów i osobno szeregowców.

Druga grupa z sędzią Krysiakiem dotarła do Grochowa, gdzie nawiązała łączność z oddziałem podporucznika Mariana Solnickiego ps. „Dzik”. Pluton podporucznika Solnickiego, idąc przez Patrykozy oraz wsie Czajki i Ginia, natknął się na wojska węgierskie, które bez żadnych przeszkód przepuściły Polaków przez linię frontu, gdzie spotkali się z grupą radzieckich oficerów. Podczas przyjęcia radzieccy oficerowie radzili, by żołnierze AK nie przyłączali się do Armii Czerwonej. Otwarcie oświadczyli, że oddziały AK zostaną rozbrojone, a żołnierze wywiezieni w głąb Rosji.

Podporucznik „Dzik” natychmiast przekazał te informacje sędziemu Krysiakowi. 6 sierpnia na naradzie w majątku Grodzisk, major J. Sasin. z  uwagi na jednoznaczne stanowisko władz radzieckich zmierzające do rozbrojenia i internowania żołnierzy AK, według wzorców zastosowanych w Wilnie, rozkazał rozwiązać wszystkie odziały w obwodzie, broń ukryć, łączność zaś utrzymać na istniejącej sieci.

Z chwilą wkroczenia Armii Czerwonej do Sokołowa major J. Sasin wraz ze swoim sztabem ujawnił się przed władzami radzieckimi. Wszyscy zostali aresztowani.”

W czasie akcji „Burza” doszło do kilku potyczek z Niemcami i Własowcami, a nawet otwartej bitwy pod wsią Jagodnik, stoczonej w obronie uwięzionych rolników ze wsi Rytele. W bitwie tej poległo dwudziestu niemieckich żołnierzy. Po stronie polskiej było dwóch rannych, w tym podchorąży „Halban”. Zakładników uwolniono. Represji nie było. Dodatkowym efektem bitew było przerwanie przez Niemców prac fortyfikacyjnych w tym rejonie.

Dziś w miejscu tej udanej akcji stoi pomnik zbudowany staraniem żyjących jeszcze żołnierzy obwodu „Proso” .

Dwóch z nich przybyło na spotkanie do Sterdyni, by w imieniu towarzyszy broni upamiętnić wydarzenia, jakie miały miejsce w pobliskich lasach sterdyńskich i ceranowskich 60 lat temu. By przypomnieć i utrwalić w pamięci na spiżowych tablicach i polnych kamieniach historię Polski Walczącej, by przekazać następnym pokoleniom fenomen Polskiego Państwa Podziemnego, jedynego państwa w okupowanej wówczas Europie, mającego swoje konstytucyjne władze cywilne i wojskowe. Trzeba to przypominać i pielęgnować w nowej zjednoczonej Europie, by nie stracić niczego, co z takim trudem wywalczyli nasi ojcowie. Właśnie w tym roku 17 pażdziernika obchodzić będziemy 60 rocznicę powstania Polskiego Państwa Podziemnego.Niestrudzony strażnik pamięci akowskiej pan Stanisław Oleksiak- nasz rodak piastujący zaszczytną funkcję przewodniczącego Zarządu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej zamierza w dniu 3 października upamiętnić tablicą udaną akcję spalenia dokumentów niemieckiego urzędu pracy mieszczącego się w dzisiejszej siedzibie Ariol banku przy ulicy Wolności .Dzięki tej akcji  wykonanej w bezpośrednim sąsiedztwie żandarmerii/budynek d.Podlasianki/ tysiące młodych Polaków uratowano przed wywózkami na roboty do Niemiec

Wacław Kruszewski

 

niedziela, 20 września 2026

  Tak było i warto o tym pamiętać !

W zacnym gronie dwóch dyrektorów szkól zostałem  nagrodzony Sokołem przez Radę Miasta. Na uroczystej gali w wigilię nocy świętojańskiej w domu kultury. Ze wzruszenia nie podziękowałem za to wyróżnienie za dawne zasługi dla miasta w czasach mojej aktywności zawodowej i społecznej, czyli  w czasach , jak jeszcze mówią – słusznie minionych. Nie podziękowałem też dlatego ze  żona zabroniła mi publicznie występować a ja  rady mądrych kobiet szanuję. Przyznaję, chciałem  bowiem powiedzieć ,że jeśli takim ludziom jak ja ,pisowskie  władze miasta  z Bogdanem  Karakulą na czele ,dają nagrody to albo zmądrzeli albo „ cienko przędą” Dobre jedno i drugie. Ale takie ,szczere do bólu ,podziękowanie  mogło by być źle odebrane i dlatego cieszę się,że mam mądrą kobietę. Dziękuję wiec szanownej radzie i zapewniam ,że nadal ,na ile sił starczy, będę pracował  dla miasta i jego mieszkańców. Pomysłów mi nie brakuje. Na razie brakuje partnerów do ich realizacji. Dziękuję też Tygodnikowi Siedleckiemu ,że odnotował mój sukces  .Tak trzymać i nie popuszczać jak mawiał JPII.

                                                                      Wacław Kruszewski

 Takie były początki! MAGAZYN „TS” 60 lat Sokołowskiego Ośrodka Kultury Ponad pół wieku Sokołowski Ośrodek Kultu ry pracuje nad twórczością i upowszechnianiem kultury wśród mieszkańców miasta i powiatu. To piękny jubileusz, godny zapisania na kartach naszej najnowszej historii. Mam swój skromny udział w dorobku tej instytucji, skoro pani Maria Koc, moja następczyni na stanowisku dyrektora a następnie poseł RP poprosiła mnie bym, opisał narodziny domu kultury w Sokołowie Czynię to z przyjemnością i obawą. Z przy jemnością, bo miło powspominać młode lata, ale i z obawą, czy będę dobrze zrozumiany. Byłem przecież nomenklaturowym dyrektorem insty tucji, realizującej zadania w zakresie twórczości i upowszechniania kultury socjalistycznej. A czasy, na które przypadła „pierwsza pięćdziesiąt ka” – mam nadzieję, że będą następne – nie są wolne od zniekształceń i braku obiektywizmu. By sprostać niełatwemu zadaniu, przejrzałem sterty osobistych dokumentów, wycinków pra sowych. Przeczytałem prace magisterskie pisane przez studentów Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Podlaskiej w Siedlcach. Niestety, ni gdzie nie znalazłem dokumentów które dałyby mnie i czytelnikom odpowiedź- jak to się stało, że w biednym, małym miasteczku, pozbawionym przemysłu i związanej z nim klasy robotniczej, postanowiono zbudować okazały dom kultury. Jedną z dwóch inwestycji tego typu w całej Pol sce. Druga identyczna pod względem architektury powstała w Mrągowie. Na początku lat pięćdzie siątych trwała jeszcze „zimna wojna”, pomiędzy krajami obozu socjalizmu i kapitalizmu i „gorąca” w Korei. Cały wysiłek narodu nakierowany był na wzmocnienie obronności kraju, rzekomo zagrożo nego przez zachodnich imperialistów. W nadbu żańskich lasach, kryli się jeszcze ostatni żołnierze Łupaszki, Huzara, Młota, Sokolika i Marynarza czekających na wybuch III wojny światowej. W ocenie warszawskich decydentów, powiat soko łowski miał opinię powiatu, gdzie władza ludowa nie miała poparcia wśród społeczeństwa. Nie po magały reforma rolna i nacjonalizacja przemysłu. Do serc i rozumów Podlasiaków postanowiono trafić przez kulturę. Zadania organizowania i prowadzenia działalności kulturalnej na wsi po wierzono Gminnym Spółdzielniom: „Samopomoc Chłopska”. W Kosowie Lackim wiejską świetlicą kierowała pani Wanda Lenczewska, w Sterdyni – pani Halina Stefaniak. Jak grzyby po deszczu powstawały remizo-świetlice ochotniczych straży pożarnych a przy nich amatorskie zespoły teatral ne. Na szczeblu powiatu nie było instytucji, która mogłaby koordynować i nadzorować działalność kulturalną na wsi. Takie funkcje spełniał Referat Kultury Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, ale ograniczały się one do wydawania zezwoleń ma publiczne imprezy, wypożyczanie kostiu mów, zapewnienie repertuaru dla zespołów te atralnych. W zderzeniu z niebywałą aktywnością mieszkańców wsi, była to namiastka pomocy jakiej można było udzielać. Dlatego władze powiatowe wszystkich partii, chociaż z różną argumentacją, rozpoczęły starania o pozyskanie dla Sokołowa domu kultury. Józef Kuźma – lider Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, uzasad niał potrzebę budowy domu kultury, wyrówna niem krzywd jakie chłopstwo doznało za sanacji i okupacji, pozbawione dostępu do oświaty i kultury oraz konieczności zachowania bogatej tradycji kultury ludowej. Wacław Śliwiński I se kretarz KP PZPR, w domu kultury widział oręż do walki z ciemnotą i klerykalizmem mieszkańców powiatu, kultywującym ludowo-endeckie trady cje ziemiańskie. Tylko Józef Borecki reprezentant Stronnictwa Demokratycznego, nie szukał argu mentów ideologicznych, skupiając się na potrze bie obcowania z polską kulturą, którą zapamiętał z czasów dzieciństwa i młodości spędzonych w Buczaczu. W tym gronie p. Józef był najbardziej biegłym w mowie i piśmie. Na Ukrainie skończył tzw. małą maturę. Jemu przypadało więc opra cowanie wniosków i ich obronę w czasie różnych narad i konsultacji. Był skuteczny na początku bojów o dom kultury, jak i później, gdy trzeba było bronić przed jego przekształceniem w naj większy na Mazowszu – Dom Towarowy. Wnio ski opracowane przez Józefa Boreckiego, tra ły do Dyrektora Departamentu Domów Kultury i Bibliotek Ministerstwa Kultury i Sztuki. Był nim pan Grzegorz Radomski, jeden z pierwszych po wojnie, starostów sokołowskich. Pan Grzegorz wyniósł z Sokołowa miłe wspomnienia i jak opowiadał – życie. Zawdzięczał je zwyczajowi nie brania ze sobą obstawy ubeckiej, gdy jechał na wiejskie zebrania przekonywać chłopów do poparcia demokratycznej robotniczo-chłopskiej władzy. Tym gestem zyskiwał uznanie leśnych i mieszkańców wsi, którzy im pomagali. Decyzja o budowie okazałego domu kultury zapadła w 1953 roku. Wykonawcą było Powiatowe Przedsię biorstwo Budowlane w Sokołowie a inwestorem Wydział Kultury i Sztuki Wojewódzkiej Rady Na rodowej w Warszawie. Koparki i spychacze weszły na plac budowy wiosną 1955 roku rujnując pielę gnowane ogródki pracowników Powiatowej Rady Narodowej. Pierwszym kierownikiem budowy był p. Jan Janista a ostatnim p Eugeniusz Lewkowicz. Już na początku pojawiły się kłopoty nansowe, materiałowe i wykonawcze. Ślimacząca się bu dowa domu kultury, nagle pozbawiona została nansowania ze środków Funduszu Odbudowy Stolicy i Kraju. W zbiórce społecznych pieniędzy na ten fundusz, powiat sokołowski osiągał bardzo dobre wyniki, chcąc zapewnić sobie stałe nan sowanie rozpoczętej inwestycji. Z jakim zaanga żowaniem zbierano pieniądze, niech świadczy taka urzędnicza historyjka, która zapamiętałem z roku 1964. Do Wydziału Kultury i Sztuki, przy szedł pan Bartel ze wsi Grzymki gm. Ceranów, po decyzję o przydzieleniu dotacji na budowany przez mieszkańców wsi Domu Ludowego. Po jego wyjściu zauważyłem worek oparty o piec ka o wy. Wybiegłem z pokoju, ale interesanta już nie było. Zajrzałem do worka a w nim jakieś mięso. Natychmiast udałem się do mojego szefa p. Józe fa Boreckiego Wiceprzewodniczącego Prezydium Powiatowej Rady Narodowej i zameldowałem o znalezisku i wizycie w Wydziale inicjatora budowy domu ludowego. Pan Józef, jak zawsze, spokojnie i bez emocji wydał mi polecenie. Miałem zobaczyć jakie to mięso, ustalić jego cenę na wolnym ryn ku, u pani Zo i Jazurkowej kierowniczki Wydziału Handlu, następnie u dozorcy p. Jana Małychy zważyć zawartość, podzielić na trzy części, obli czyć i zebrać należność od trzech bene cjentów i najdalej następnego dnia przedstawić przewod niczącemu dowód wpłaty na konto Funduszu Odbudowy Stolicy i Kraju. I jeszcze jedno- powia domi pan komitet budowy, że na otwarcie domu ludowego przyjadę osobiście pod warunkiem, że na poczęstunek przyrządzą ryby z Bugu, a nie zakazaną cielęcinę. A ponieważ zapowiadają się goście z województwa, niech nie serwują swoich wyrobów alkoholowych w których, nie wiem dla czego, warszawiacy nie gustują . Tylko pani Jazur kowa odmówiła udziału w tej transakcji uznając, że konsumpcja zakazanej przez władze cielęciny, jest wysoce naganna i grozi nieokreślonymi bliżej konsekwencjami. Obowiązuje bowiem zakaz ubo ju cieląt, zatem obrót cielęciną jest karalny. Pani Zo a radziła, by zgłosić to zdarzenie na MO, bo może się to źle dla mnie skończyć. Pełen obaw, wykonałem jednak polecenie mojego zwierzchni ka i sokołowski Fundusz Odbudowy Stolicy i Kraju wzbogacił się o 85 zł. uzyskanych od przewodni czącego, dozorcy i kierownika. Po wstrzymaniu finansowania budowy ze środków Społecznego Funduszu Odbudowy Stolicy i Kraju, władze powiatowe pilnie szukały pieniędzy na dokończenie rozgrzebanej inwesty cji. Na jednej z narad p. Józef Nasiłowski-dyrektor MHD oznajmił, że w MHD są pieniądze i jeśli do stanie dom kultury, za rok zrobi z niego najwięk szy w województwie warszawskim Wielki Dom Towarowy, dający prestiż miastu i zatrudnienie jego mieszkańcom. Władze powiatu przyjęły propozycje dyrektora Nasiłowskiego z zadowole niem, bo pozbywają się kłopotów a jednocześnie zyskują uznanie ministra Hilarego Minca, likwidu jącego w Polsce relikty prywatnego handlu. Przez p. Boreckiego poprosiłem o danie mi tygodnia na znalezienie dotacji umożliwiającej kontynuowanie robót i pozostawienie obiektu kulturze. Poprosiłem jednocześnie o przeniesie nie mnie z kierownika Wydziału Kultury i Sztuki PPRN, na kierownika domu kultury w budowie mając nadzieję, że takim zabiegiem uratuję dom kultury. I zaczęło się. W strukturze Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Sokołowie nie było wśród jednostek i zakładów budżetowych – domu kultury, nie było więc budżetu, etatu i fun duszu osobowego umożliwiającego zatrudnienie kierownika. Takie decyzje w ustalonych i plano wanych terminach podejmowano w Warszawie. Dotąd Sokołów nie występował z wnioskami o etaty i dotacje na dom kultury, bo nie miał od powiednich lokali na organizację takiej instytucji. Koło się zamknęło. Zagrożony utratą pracy, którą polubiłem i zaufaniem swojego szefa, którego przekonałem do wstrzymania oddania budynku handlowcom, zacząłem działać. Przez Andrzeja Sałajczyka – kadrowca w Wojewódzkim Zarzą dzie Kin dotarłem do dyrektora WZK – Henryka Sobolaka i przekonałem go o potrzebie otwarcia w Sokołowie nowoczesnego kina panoramiczne go. Kino „Zdobycz” przy ulicy Lipowej nie nadaje się do tego ze względów technicznych, a ponadto trzeba płacić wysoki czynsz za wynajem pomiesz czeń od OSP. Moja propozycja jest taka- przekaże my Wojewódzkiemu Zarządowi Kin okazały budy nek domu kultury, w którym Wojewódzki Zarząd Kin za niewielkie pieniądze uruchomi wspaniałe, liczące 420 miejsc – kino panoramiczne. Dyrekto rowi Sobolakowi propozycja podobała się i prosił tylko o pomoc, w przekonaniu do tego planu Na czelniczki Wydziału Kultury i Sztuki Wojewódzkiej Rady Narodowej w Warszawie pani Aleksandry Forbert-Koftowej. Cieszyłem się uznaniem pani naczelniczki, za skuteczny nadzór i zawsze wiary godne meldunki z budowy upamiętnienia byłego obozu pracy i zagłady w Treblince. Miałem też przywilej bezpośrednich kontaktów z jej zastępcą, Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków – Wa cławem Kochanowskim, którego staraniom za wdzięczamy odnalezienie na plebanii w Kosowie obrazu El Greco – Ekstaza św. Franciszka. Gdzie i z kim się dało, drążyłem temat dokończenia budowy, jeśli nie całego domu kultury, to przy najmniej jego sali widowiskowej, sceny i kabiny projekcyjnej. Udało się! 10 października 1964 roku polską premierą lmu Ewy i Czesława Petelskich pt. Naganiacz z udziałem aktorów, reżyserów i grających w lmie mieszkańców miasta i powia tu otwarto w Sokołowie bajeczne, nowoczesne kino panoramiczne z pierwszym w mieście kolo rowym neonem „Kino Sokół”. W kinie, wygodne tapicerowane fotele usytuowane am teatralnie, doskonała jakość dźwięku i obrazu. Na su cie 2400 szt. kolorowych płynnie wygaszanych re ektorków. W tamtych siermiężnych czasach sala kinowo-teatralna Powiatowego Domu Kultury robiła niesamowite wrażenie na widzach. Dalszy ciąg nastąpi i będzie też ciekawy! 29 października - 4 listopada 2025 r. JK

czwartek, 17 września 2026

 

Jak widać moje teksty nie pasują pani do portalu Życia Sokołowa . Naiwnie sądziłem, że od zdolnej i wykształconej na katolickiej uczelni można i należy oczekiwać więcej jak pospolitej bijatyki politycznej wspieranej kłamstwem i odwracaniem znaczenia słów byle dokopać przeciwnikowi. Jak pani wiadomo jestem od urodzenia Sokołowianinem. Od dziecka zainteresowanym historią mojego miasta i jego zacnych mieszkańców. Szczególnie tych, którzy zostawili trwały ślad w 6 wiekowym rozwoju naszej małej ojczyzny. Dlaczego nie sprzyja pani takim pożytecznym inicjatywom. a wybrała sposób na niszczenie liderów nie swojej  grupy politycznej ? Takie działania żulików uważających się za żurnalistów mogą doprowadzić  do tego  ,że na stanowiska dyrektorów i burmistrzów w Sokołowie będą organizowane łapanki. Jak mało kto znam się na organizacji, finansowaniu i upowszechnianiu kultury co potwierdzają lata doświadczeń zawodowych i kierunkowe studia uniwersyteckie. W czasach słusznie minionych obroniłem dom kultury  w Sokołowie przed jego zawłaszczeniem na  największy w woj. warszawskim  Dom Towarowy. Zorganizowałem i wyposażyłem go w najlepsze środki techniczne służące twórczości i upowszechnieniu kultury. Te narzędzia pracy od  autokaru, bibliobusu, kin ruchomych, instrumentów muzycznych, maszyn poligraficznych kamer filmowych i aparatów fotograficznych i filmowych, studia nagrań, stolarni i pracowni usług plastycznych pozwalały  znacząco wzbogacać skromny budżet domu kultury.  Moi następcy wyzbyli się tych narzędzi a ponadto zniszczyli wszelkie archiwa i dokumenty. Ostatnio  zginęła taśma filmowa  Polskiej Kroniki Filmowej z lat siedemdziesiątych o Sokołowskim Domu Kultury którą wyprosiłem u kolegi z wojewódzkiego zarządu kin by pozwolił nam j zachować i nie odsyłać z filmem fabularnym do którego był przypisany. Wcześniej ze studia nagrań bezpowrotnie zniszczono nagrania wywiadów żyjących wówczas żołnierzy AK Stanisława Trebnio, Jana Adamczyka , Mariana Jakubika i brata "Wichury" Henryka Oleksiaka, Stanisława Oleksiaka. Taśmy z tymi wywiadami były opisane i zachowane w studiu nagrań mieszczącym się tam gdzie teraz jest studio KRP. Walczącym z komuną patriotom o wdzięcznych pseudonimach Zasmażka, Fulo, Miki taśmy te były bardziej przydatne do nagrań muzyki dyskotekowej. I głos naszych bohaterów został bezpowrotnie utracony Mam w swoich zbiorach broszurę z wykazem wyposażenia domu kultury z roku 1976, z ostatniej inwentaryzacji po pamiętnym pożarze sali kinowej. Później już takich wykazów nie robiono by ułatwić bezczelną grabież majątku. Do dziś jestem pytany co się stało z autokarem ,który u premiera i ministra kultury Józefa Tejchmy załatwił Jasio Godlewski podczas pamiętnego obiadu premiera w domu kultury, co z maszynami zakładu poligraficznego, co z wyposażeniem kawiarni Niespodzianka z ladami chłodniczymi i ekspresem do kawy oraz automatyczną szafą grającą, co z maszynami stolarskimi na których pracował Tadeusz Kowalczyk w pracowni
usług plastycznych, co z profesjonalnym wyposażeniem studia nagrań w stacjonarne i reporterskie magnetofony, kamery video magnetowidy  i miksery do montażu filmów oraz z setkami płyt winylowych  i taśm magnetofonowych spektakli teatralnych i występów  w Sokołowie gwiazd estrady., co z wyposażeniem pracowni filmowej i fotograficznej w nowoczesne aparaty  fotograficzne i kamery filmowe z których Pentaflex 16 m/m kosztowała tyle co samochód m-ki Warszawa. Takich pytań bez odpowiedzi, mógłbym jeszcze zadać więcej ale kogo to interesuje ? Mnie na pewno bo gromadziłem to wyposażenie latami wykorzystując głupie przepisy o utracie zaplanowanych wydatków z końcem roku budżetowego. Bywało ,że 23 grudnia księgowa Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie dzwoniła do mnie  z pytaniem czy jestem zainteresowany wydaniem kilku milionów z jej budżetu na zakupy do końca roku. Byłem zainteresowany chociaż towarów nie było. Natychmiast  z Jankiem Godlewskim luksusowym samochodem m-ki Humber, podarowanym przez ministra Krasińskiego, /tego od chrupiących bułeczek/ jechało się do Warszawy na ulice Filtrową  gdzie w parterze budynku obecnego NIK-u czekały już na mnie czeki na okaziciela z nie ograniczoną kwotą na zakupy. Następnie rajd po centralach  Handlu Zagranicznego Foto -Kino-Film na ulicy Foksal i Komisach na Nowym świecie i Starym Mieście. Obładowani zakupami ,szczęśliwi ,że się udało wracaliśmy do Sokołowa. Nowy Rok zaczynaliśmy rozdzielaniem zakupów na poszczególne pracownie i kluby domu kultury z wpisami do ich wyposażenia. nie było jeszcze komputerów ale  zatrudniona na 1/4 etatu księgowa pani Zofia Kosieradzka  radziła sobie doskonale z ewidencjonowaniem dochodów własnych, wydatków i inwentaryzacją coraz bogatszego wyposażenia. Dziś, mój kolejny następca, obejmuje stanowisko dyrektora prestiżowej instytucji upowszechnienia kultury ogołoconej z narzędzi pracy ,z niekompetentną i skłóconą kadrą, zadłużonej na  lata decyzjami byłych władz i co gorsze bez perspektywy pomocy finansowej z dziurawego budżetu miasta. Nie ma czego zazdrościć ale życzyć  powodzenia i gratulować odwagi wypada.  ,Pamiętam czasy „zesłania” mnie do Siedlec na stanowisko dyrektora Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego 1976-1990 jak byłem atakowany przez  dziennikarzy Tygodnika Siedleckiego bo nie należałem do ich sitwy. Bo odmawiałem finansowania politycznych imprez  Solidarności i  partii, bo 60% budżetu przeznaczałem na tworzenie materialnej bazy kultury, którą pozostawiłem następcom. Pocieszające   dla mnie są czasy ,że coraz częściej docenia się naszą pracę. Moją w kulturze i ludzi mojego pokolenia w każdej dziedzinie życia. Tak trzymać  i nie popuszczać jak mówił papież. Na koniec uprzejmie proszę panią redaktor by nie dawała narzędzi do uprawiania hejtu różnym frustratom na swoim portalu. Jeśli ludzie mają potrzebę wyrażania swojej opinii niech robią to pod nazwiskiem. Ja staram się to robić na swoim blogu   i na stronie naszej biblioteki.


Wacław Kruszewski
tel: 516 134 365

Mail Delivery Subsystem

28 sie 2026, 11:56


do mnie
Ikona błędu

Nie znaleziono adresu

Wiadomość nie została dostarczona do odbiorcy zmonti28@gmail.comj, ponieważ nie znaleziono domeny gmail.comj. Sprawdź,

  Mieczysława Ćwiklińska Z bardzo wielu imprez , jakie miałem przyjemność organizować razem z pracownikami domu kultury w latach , jak mówi...