wtorek, 7 lipca 2026

 Kupalnocka w Gródku na zdjęciu Michała Kurca

 

 2025

Pod takim tytułem będę opisywał życie i kariery zawodowe naszych rodaków, tych powszechnie znanych, którzy zasłużenie patronują naszym ulicom, szkołom i instytucjom publicznym, jak i tych mniej znanych, żyjących tu i teraz, których dokonania w pracy zawodowej, sukcesy w polityce, w kulturze i sporcie warte są upowszechnienia, szczególnie wśród młodego pokolenia. Dla niego stanowić bowiem mogą wzorce i inspiracje do nauki i pracy niezbędnej dla osiągnięcia sukcesu.

Bohaterami moich artykułów będą Ci Sokołowianie, którzy pozostawili trwały ślad na sokołowskiej ziemi, w Polsce, a być może i w Europie. Takich postaci trzeba będzie szukać w odległej historii. To poszukajmy razem.

Moim kandydatem jest np. Ludwik Górski, właściciel Ceranowa i Sterdyni. Najlepszą rekomendację dla Niego dał Henryk Sienkiewicz, który z okazji jubileuszu 60-lecia pracy obywatelskiej Ludwika Górskiego zamieścił w swojej redakcji taki tekst:

„Na wszystkich polach społecznej roboty byłeś zawsze obecny. A także Życie Twoje było, jak łza czyste. Że świecisz przykładem żywej wiary, poczucia obowiązku, wytrwania woli, siły charakteru i cnoty, przeto wręczamy Ci ten wieniec obywatelski ze czci, miłości i wdzięczności narodu uwity. Dożyłeś sędziwych lat życia w nieprzerwanej i owocnej pracy dla Ojczyzny i społecznego dobra. Gdy zwątpienie wdzierało się w dusze ludzkie, nie przestawałeś nigdy głosić, że naród jest odrębną i nieśmiertelną myślą Bożą…

Wierzyłeś niezłomnie, że chyba taki naród zginąć może, który sam dobrowolnie uchyli się od włożonego nań posłannictwa. Umiłowałeś dzieje przeszłe nasze i wielkość ich przepełnia cię poczuciem dumy i narodowej godności, o której nie zapomniałeś nigdy. Umiłowałeś wreszcie młode pokolenia…

Albowiem wiara i miłość zrodziły w Tobie niemniej silną i niemniej niezłomną nadzieję, że komu nie zabraknie pod stopami ziemi, ten przy pracy i woli zdoła zawsze odbudować dom zrujnowany.”

Uroczysty jubileusz odbył się w 1902 roku w Katedrze św. Jana w Warszawie. Prorocze to słowa naszego Noblisty.

Więcej o życiu i działalności Ludwika Górskiego można dowiedzieć się z pracy magisterskiej pani Jadwigi Ostromeckiej, którą można wypożyczyć z Biblioteki Pedagogicznej w Sokołowie lub w siedzibie Towarzystwa Miłośników Ziemi Sterdyńskiej – organizatorze sesji popularno–naukowej w 2003 roku.

Do panteonu zasłużonych Sokołowian, obok Ludwika Górskiego, trzeba zaliczyć i właściciela Grochowa – Władysława Rawicza, z którym los zetknął go w jednej celi siedleckiego więzienia.

Stało się to po zamachu na carskiego generała policji barona Budberga. Konspiratorzy rzucili pod pojazd „oberpolicmajstra” bombę z okna pałacu Zamojskiego, w którym przebywał w tym czasie Ludwik Górski. Pod zarzutem udziału w spisku został wraz z innymi aresztowany i uwięziony w Siedlcach, gdzie czekał na egzekucję Władysław Rawicz – naczelnik cywilny województwa podlaskiego w powstaniu styczniowym 1863 roku.

Postać Władysława Rawicza jest powszechnie znana. Dodam więc tylko małą, ale pouczającą informację, że o Jego ratowanie przed stryczkiem słała listy do cara księżna Golicyna ze Starej Wsi k. Węgrowa. Car zamienił wcześniej wydany wyrok śmierci na katorgę, ale zanim carski ukaz dotarł do naczelnika siedleckiego więzienia, naszego rodaka 21 listopada 1863 roku publicznie powieszono. Zawiodła technika komunikacji pomiędzy Petersburgiem a Warszawą. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz.

Z wdową po baronie Budbergu ożenił się w dalekiej Odessie nasz rodak, bodaj najbogatszy w historii Sokołowianin – Adolf Lorsch.

Barwne losy tego utracjusza, rządcy majątków w Grodzisku i Kupientynie, opisała Helena Mniszek w powieści „Panicz”. Pisaliśmy o Nim w numerze 22 Życia Siedleckiego z dnia 28 listopada 2014. Nasz artykuł zamieścił dla Polaków zamieszkałych na Ukrainie Kurier Galicyjski.

Wdowa po baronie wniosła w wianie miasto Groźny i pola naftowe w Czeczenii. Za dzierżawę Amerykanom tych pól naftowych, wynoszącą 110 000 dolarów rocznie, Lorsch jako prezes Towarzystwa Kaukaskiego zbudował kurort w Kisłowodzku oraz dla swojej siostry okazały hotel w Warszawie.

Aresztowany przez Gestapo pod zarzutem pracy dla angielskiego wywiadu, zginął w publicznej egzekucji polskich patriotów w Palmirach 21 czerwca 1940 roku wraz z Maciejem Ratajem – Marszałkiem Sejmu i olimpijczykiem Januszem Kusocińskim.

Czytelników zainteresowanych barwnymi losami „Panicza” odsyłamy do książki Heleny Mniszek – panienki z sabniowskiego dworu, której talent pisarski odkrył mistrz prozy i reportażu Bolesław Prus – absolwent siedleckiego gimnazjum, oraz do artykułu w Kurierze Galicyjskim, ukazującym się dla Polaków zamieszkałych na Ukrainie.

 

Michał Kurc

11:30 (1 godzinę temu)


do mnie

Drogi Wacławie,

Dziękuje za zdjęcia. Czy Twoja praca Wacławie nad opisami nie poszła na marne? Jeszcze za Celińskiego prosiłem go o umożliwienie mi przejrzenia zbiorów zdjęć ale nie wyraził zgody (?).  Udostępnienie ich - aż się prosi, społeczeństwu spowodowałoby duże zaciekawienie historią Sokołowa zapisaną na srebrze w tamtych latach przez Ciebie Szanowny Wacławie, ale Ty swoje zrobiłeś i zapewne jesteś z tego zadowolony i nie tylko Ty. Jeszcze raz GRATULUJĘ ożywienie historii Sokołowa Podlaskiego nieprzypomnienia nam jak to dawniej bywało. Pozwoliłem na mojej stronie w autorze - w autobiografii napisać kilka słów o Tobie a jak to spostrzega AI (sztuczna inteligencja). 

Pierwsze słowa: Relacja między Michałem Kurcem (wybitnym fotografikiem) a Wacławem Kruszewskim (działaczem kultury i regionalistą) to ważny wątek w dokumentowaniu historii Sokołowa Podlaskiego i okolic.

 

poniedziałek, 6 lipca 2026

 


Posługując się słowami Onufrego Zagłoby

nie chwaląc się ,jam to uczynił” że Chodowiacy otwarli drogę do Rzymu. Tak było i warto to przypomnieć na Jubileusz tego zespołu,który z Alicją Siwkiewicz i Zbyszkiem Myrchą współorganizowałem w pod siedleckim Chodowie

Pewnego dnia 1982 r. do Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Siedlcach przyszła pani Alicja Siwkiewicz _ twórca i kierownik artystyczny Zespołu Pieśni i Tañca „Chodowiacy_.

Z dumą i nieukrywaną satysfakcją okazała zaproszenie dla zespołu do złożenia wizyty w ... Rzymie.

Kto pamięta czasy stanu wojennego wie, że nawet podróże z miasta do miasta i ze wsi do wsi odbywały się wówczas za specjalnymi i nie każdemu wydawanymi przepustkami. Wyjazd 45 osobowej grupy z Siedlec do Watykanu mógł w tym czasie przyprawić o bóle głowy każdego decydenta. Ale pani Alicja udając, że nie zna się na procedurach i nie wie nic o ograniczeniach, drążyła z przekonaniem sprawę wyjazdu.

„Przecież się to należy zespołowi, który jest na każde pana zawołanie. Czy powitać bułgarską pieśnią i kwiatami towarzysza Todora Żiwkowa, czy wypełnić program artystyczny wojewódzkich dożynek. Dla mojego zespołu to sprawa prestiżowa i mam nadzieję, że ją pan załatwi. Trzeba tylko rozwiązać kilka drobnych problemów takich jak paszporty, dewizy na opłaty tranzytowe, autokar dla ludzi i dostawczy samochód na stroje i instrumenty. Dobrze by było każdemu członkowi zespołu dać skromne „kieszonkowe"_. Pan to załatwi, a ja dopilnuję, żeby zespół jak najlepiej reprezentował Siedlce i podlaską kulturę na koncertach w Rzymie._

Podział zadań dokonany przez panią Alicję był logiczny i zgodny z naszymi kompetencjami. Rzecz w tym, że w Polsce obowiązywały przepisy stanu wojennego, a i stosunek władz do papieża nie był skrystalizowany. Z drugiej strony trudno było odmówić racji kierownikowi zespołu, z którego dumne były społeczeństwo i władze województwa siedleckiego.

Wziąłem się do pracy, chociaż przyznaję, że nie wierzyłem w powodzenie naszych wspólnych działań.

Konsultacje z panem Wacławem Janasem _ sekretarzem stanu w Ministerstwie Kultury i Sztuki dawały nadzieję. Dyrektor „Pagartu" pan Włodzimierz Sandecki znalazł rozwiązanie: wyjazd jest możliwy na zbiorowy paszport, pod warunkiem uzyskania pozytywnej opinii o poziomie artystycznym zespołu, zgodności etnograficznej strojów, repertuaru itp. Wszystkie wymogi zostały spełnione, pozostał problem najważniejszy: Jak przekonać do wyjazdu do papieża _ decydujących o wszystkim komisarzy wojskowych i kierownictwo polityczne województwa?

Zanim wykonałem jakiś ruch w tym kierunku, już otrzymałem
polecenie:

„Stroje i instrumenty muzyczne są własnością państwa, proszę je zabezpieczyć i nie wydawać zespołowi, wtedy bez nich zespół nie wyjedzie._

Dla pani Alicji Siwkiewicz nie było to żadną przeszkodą. Oświadczyła, że

„Instrumenty i stroje otrzymamy w Rzymie z Domu Pielgrzyma Polskiego, zaś takie utrudnianie nam wyjazdu kompromituje władzę i doprowadzi do rozwiązania zespołu_.

Dziś, po lekturze wywiadu Moniki Olejnik z ministrem Kuberskim _ ówczesnym ambasadorem Polski przy Stolicy Apostolskiej wiem na jakie kłopoty mogła nas narazić, dziś oczywista propozycja pani Alicji Siwkiewicz. Szczęśliwie zwyciężył zdrowy rozsądek politycznych i wojskowych decydentów. Zespół pojechał do Rzymu, gdzie godnie reprezentował województwo siedleckie i bogactwo podlaskiego folkloru.

Papież wyraźnie wzruszony zaprosił „Chodowiaków_ do Castel Gandolfo", a tam razem z nimi śpiewał ... podlaskie piosenki.

Władze wojewódzkie otrzymały gratulacje od swoich zwierzchników a ja podziękowania od zespołu ze zdjęciem i dedykacją. Można dziś spekulować, czy pobyt i podlaskie pieśni i tańce nie przyczyniły się do obrania właściwego kursu, określającego stosunek władz polskich do papieża Polaka, nad czym tak usilnie i w końcu z sukcesem pracował m.in. ambasador Kuberski.

Wacław Kruszewski



 

Skwer im. Franciszka Ząbeckiego




Inspiracją do napisania tych wspomnień był wiersz pana Zygmunta Kusiaka Pociąg do Treblinki, zasłyszany w jego sklepiku na rogu ulic Marii Skłodowskiej-Curie i Krzysztofa Baczyńskiego. Wstąpiłem tam, by podziękować mu za inny wiersz napisany dla mnie.





kiedy rozmawialiśmy o problemach z wydaniem tomiku poezji „Z nadbużańskiej
ziemi”,poprosiłem au

Skwer im. Franciszka Ząbeckiego




Inspiracją do napisania tych wspomnień był wiersz pana Zygmunta Kusiaka Pociąg do Treblinki, zasłyszany w jego sklepiku na rogu ulic Marii Skłodowskiej-Curie i Krzysztofa Baczyńskiego. Wstąpiłem tam, by podziękować mu za inny wiersz napisany dla mnie.

K




iedy rozmawialiśmy o problemach z wydaniem tomiku poezji „Z nadbużańskiej
ziemi”,poprosiłem autora o kilka wybranych utworów, by poznać bliżej jego twórczość i wówczas usłyszałem ten utwór, który wywarł na mnie wielkie wrażenie. Jestem przekonany, że i moim Czytelnikom nie będzie on obojętny. W prostych, przejmujących słowach zawarł Kusiak całą perfidię hitlerowskiej polityki wobec narodu żydowskiego w czasach okupacji. „Jedziemy tam, gdzie lepiej będzie…” – tak tłumaczy swojemu synkowi matka, przechowująca zapewne adres i zdjęcie domu, gdzie miała zamieszkać z rodziną, wierząc niemieckiej propagandzie. Zanim przejdę do wspomnień, zacytuję tutaj ten poruszający wiersz.


Pamięci pomordowanym Żydom, naszym starszym braciom w wierze:


Zygmunt Kusiak

Pociąg do Treblinki


Śródleśną ciszę przerywa gwizd…

Pociąg bydlęce wagony toczy…

Mame, no nie płacz! Powiedz mi,

gdzie jedziemy?! Otrzyj oczy!


Mosze! Mój synku, powiem Ci:

Jedziemy tam, gdzie lepiej będzie…

Spójrz! Jak pięknie słońce w szparze lśni,

jaka na dworze zieleń wszędzie!


Twój tate będzie miał tam duży sklep,

nie będzie chodził już z walizką.

A w nim koszerne mięso, chleb…

Teraz stać będzie nas na wszystko.


Pociąg zakończył już swój bieg…

Otwarto wrota przeznaczenia…

Twarzyczka Mosze jak ten śnieg…

Słychać rozkazy zniewolenia….


Mame! A co te Niemce od nas chcą!?

Czemu tak na nas psy szczekają!?

Dlaczego wszystkich „Schneller” zwą!?

Czemu nas rozdzielają!?


Tate już poszedł sklep zobaczyć.

A my… musimy zdjąć ubranie!

Kapo Treblinki nam zaznaczył,

że mamy umyć się przed spaniem!


Synku! Bóg Jahwe jest tu z nami.

Na pewno wszystko dobrze będzie.

Jest babcia, nie jesteśmy sami.

O popatrz!… Tu naszych pełno wszędzie.


Zamknięto wkrótce łaźni drzwi!

Słychać w natryskach wody szum?!

Lecz to nie woda, gaz w nich tkwi

i spada na bezbronny tłum!…


Dzień po dniu, na stację kolejową w obozie zagłady Żydów w Treblince przyjeżdżały pociągi z tysiącami ludzi. Ocenia się, że od pierwszego transportu Żydów z warszawskiego getta z 22 lipca 1942 roku do pamiętnego buntu więźniów i spalenia obozu 2 sierpnia 1943 roku, w Treblince zamordowano około 920 tysięcy Żydów z Austrii, Belgii, Bułgarii, Czechosłowacji, Francji, Grecji, Jugosławii, Niemiec, Polski i ZSRR. Wśród nich znajdował się także Janusz Korczak, jego współpracownicy i podopieczni. W trzynastu komorach gazowych uśmiercano dziennie około siedemnastu tysięcy osób: tyle, ilu mieszkańców jeszcze do niedawna liczył sobie Sokołów.

Te szacunki przyjęli badacze zbrodni hitlerowskich na podstawie ukrytych i ujawnionych po wojnie kolejowych dokumentów przewozowych. Zostały one ocalone dla przyszłości z narażeniem życia przez por. Franciszka Ząbeckiego ps. „Dawny” zakonspirowanemu na stacji kolejowej Treblinka, żołnierzowi VIII kompanii kolejowej AK, działającej na odcinku od Siedlec do Małkini.

Film o Ząbeckim nakręciła Wytwórnia Filmowa Wojska Polskiego „Czołówka” i pewnie leży on nadal w magazynach na Chełmskiej w Warszawie. Pamiętam kadry z tego filmu, przedstawiające proces przed sądami RFN przeciwko komendantowi Treblinki Franzowi Stanglowi i presję jaką wywierały jego „papugi” na świadku oskarżenia, kolejarzu z Treblinki Franciszku Ząbeckim, z obietnicami dostatniego życia na Zachodzie włącznie. Na nic jednak zdały się sztuczki niemieckich adwokatów, komendant obozu kierujący zagładą Żydów zwany „Białą Śmiercią” poniósł zasłużoną karę.

Z filmem tym i jego bohaterem wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia. Kierownik szkoły w Kosowie Lackim pan Zdzisław Nowak podpadł władzom partyjnym powiatu za gloryfikowanie działalności AK-owskiej, polegającą m.in. na organizowaniu spotkań z byłymi żołnierzami AK: Franciszkiem Ząbeckim i Marianem Jakubikiem ps. „Jaśmin”, zakonspirowanym na posterunku żandarmerii niemieckiej w Kosowie Lackim.

Spotkania te odbywały się w szkolnej Izbie Pamięci. Im większym cieszyły się uznaniem mieszkańców miasteczka, tym większą frustrację powodowały w Komitecie Powiatowym PZPR. Kiedy sprawa zaczynała być dla losów kierownika groźna, razem z Gieniem Łukasiukiem, nowym sekretarzem ds. propagandy postanowiliśmy zgłosić Izbę Pamięci w Kosowie do nagrody w wojewódzkim konkursie szkolnych izb pamięci. W ślad za tym poszły prace nad nową aranżacją plastyczną izby, bogatszą dokumentacją uwzględniającą pobliską Treblinkę i starania o zwiększenie ilości eksponatów. Zabiegi te i kilka pozytywnych informacji zamieszczonych w „Trybunie Mazowieckiej” spowodowały, że Izba Pamięci w Kosowie wygrała konkurs. Kierownika szkoły słusznie nagrodzono a powiatowi stróże jedynie słusznej linii musieli uznać swoją porażkę.

rsz.


Pamięci pomordowanym Żydom, naszym starszym braciom w wierze:


Zygmunt Kusiak

Pociąg do Treblinki


Śródleśną ciszę przerywa gwizd…

Pociąg bydlęce wagony toczy…

Mame, no nie płacz! Powiedz mi,

gdzie jedziemy?! Otrzyj oczy!


Mosze! Mój synku, powiem Ci:

Jedziemy tam, gdzie lepiej będzie…

Spójrz! Jak pięknie słońce w szparze lśni,

jaka na dworze zieleń wszędzie!


Twój tate będzie miał tam duży sklep,

nie będzie chodził już z walizką.

A w nim koszerne mięso, chleb…

Teraz stać będzie nas na wszystko.


Pociąg zakończył już swój bieg…

Otwarto wrota przeznaczenia…

Twarzyczka Mosze jak ten śnieg…

Słychać rozkazy zniewolenia….


Mame! A co te Niemce od nas chcą!?

Czemu tak na nas psy szczekają!?

Dlaczego wszystkich „Schneller” zwą!?

Czemu nas rozdzielają!?


Tate już poszedł sklep zobaczyć.

A my… musimy zdjąć ubranie!

Kapo Treblinki nam zaznaczył,

że mamy umyć się przed spaniem!


Synku! Bóg Jahwe jest tu z nami.

Na pewno wszystko dobrze będzie.

Jest babcia, nie jesteśmy sami.

O popatrz!… Tu naszych pełno wszędzie.


Zamknięto wkrótce łaźni drzwi!

Słychać w natryskach wody szum?!

Lecz to nie woda, gaz w nich tkwi

i spada na bezbronny tłum!…


Dzień po dniu, na stację kolejową w obozie zagłady Żydów w Treblince przyjeżdżały pociągi z tysiącami ludzi. Ocenia się, że od pierwszego transportu Żydów z warszawskiego getta z 22 lipca 1942 roku do pamiętnego buntu więźniów i spalenia obozu 2 sierpnia 1943 roku, w Treblince zamordowano około 920 tysięcy Żydów z Austrii, Belgii, Bułgarii, Czechosłowacji, Francji, Grecji, Jugosławii, Niemiec, Polski i ZSRR. Wśród nich znajdował się także Janusz Korczak, jego współpracownicy i podopieczni. W trzynastu komorach gazowych uśmiercano dziennie około siedemnastu tysięcy osób: tyle, ilu mieszkańców jeszcze do niedawna liczył sobie Sokołów.

Te szacunki przyjęli badacze zbrodni hitlerowskich na podstawie ukrytych i ujawnionych po wojnie kolejowych dokumentów przewozowych. Zostały one ocalone dla przyszłości z narażeniem życia przez por. Franciszka Ząbeckiego ps. „Dawny” zakonspirowanemu na stacji kolejowej Treblinka, żołnierzowi VIII kompanii kolejowej AK, działającej na odcinku od Siedlec do Małkini.

Film o Ząbeckim nakręciła Wytwórnia Filmowa Wojska Polskiego „Czołówka” i pewnie leży on nadal w magazynach na Chełmskiej w Warszawie. Pamiętam kadry z tego filmu, przedstawiające proces przed sądami RFN przeciwko komendantowi Treblinki Franzowi Stanglowi i presję jaką wywierały jego „papugi” na świadku oskarżenia, kolejarzu z Treblinki Franciszku Ząbeckim, z obietnicami dostatniego życia na Zachodzie włącznie. Na nic jednak zdały się sztuczki niemieckich adwokatów, komendant obozu kierujący zagładą Żydów zwany „Białą Śmiercią” poniósł zasłużoną karę.

Z filmem tym i jego bohaterem wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia. Kierownik szkoły w Kosowie Lackim pan Zdzisław Nowak podpadł władzom partyjnym powiatu za gloryfikowanie działalności AK-owskiej, polegającą m.in. na organizowaniu spotkań z byłymi żołnierzami AK: Franciszkiem Ząbeckim i Marianem Jakubikiem ps. „Jaśmin”, zakonspirowanym na posterunku żandarmerii niemieckiej w Kosowie Lackim.

Spotkania te odbywały się w szkolnej Izbie Pamięci. Im większym cieszyły się uznaniem mieszkańców miasteczka, tym większą frustrację powodowały w Komitecie Powiatowym PZPR. Kiedy sprawa zaczynała być dla losów kierownika groźna, razem z Gieniem Łukasiukiem, nowym sekretarzem ds. propagandy postanowiliśmy zgłosić Izbę Pamięci w Kosowie do nagrody w wojewódzkim konkursie szkolnych izb pamięci. W ślad za tym poszły prace nad nową aranżacją plastyczną izby, bogatszą dokumentacją uwzględniającą pobliską Treblinkę i starania o zwiększenie ilości eksponatów. Zabiegi te i kilka pozytywnych informacji zamieszczonych w „Trybunie Mazowieckiej” spowodowały, że Izba Pamięci w Kosowie wygrała konkurs. Kierownika szkoły słusznie nagrodzono a powiatowi stróże jedynie słusznej linii musieli uznać swoją porażkę.

  Zdecydowałem upublicznić ten tekst dotyczący historii Domu Kultury i proszę internautów o poparcie starań w sprawie zasłużonego jubileuszu tej instytucji w naszym mieście.

.W 1964 roku Powiatowy Dom Kultury w całym okazałym budynku miał do swojej dyspozycji dwa pokoje biurowe i jedna salę klubową . Razem jakieś 80 m2 Tak zaczynaliśmy nasze boje o kulturę w Sokołowie .Żeby nie ciekło nam na głowy postanowiłem zmienić pokrycie dachowe z dachówki na eternit – jedyny w miarę dostępny materiał na dachy .Dopilnowaliśmy by wykonawca zdjął dachówkę starannie , bez uszkodzeń i odsprzedaliśmy ją rolnikowi na pokrycie obory..Za uzyskane pieniądze przełożono parkiet w sali klubowej i na zdobytym z Wojewódzkiego Zarządu Kin projektorze 16 M/M rozpoczęliśmy projekcje filmów krajoznawczych pod nazwą „Wędrujemy bez wiz i paszportów”Filmy te nieodpłatnie wypożyczaliśmy z ambasady USA co było powodem niezbyt przyjemnych wizyt w miejscowym Urzędzie Bezpieczeństwa .W IPN czytałem pracowite donosy szefa Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego majora Feliksa CH. na siebie jako agenta ambasady amerykańskiej. Było tak. Wojtek Paczuski po krótkiej pracy w domu kultury dostał się na studia politechniczne w Warszawie. Tam działał w znanym klubie studentów „Stodoła „Od niego dowiedziałem się że studenci Politechniki dostają za darmo z ambasady USA ciekawe filmy dokumentalne przyrodnicze i muzyczne .Wystarczy napisać list a dostaniemy katalog z którego można wybrać dowolne filmy i je wyświetlać bez żadnych kosztów. Napisałem do 7 ambasad 3 zachodnich i 4 naszego obozu. Z naszych odpowiedzieli tylko Węgrzy .Z ambasady amerykańskiej przysłali katalog zawierający ponad 100 filmów od podboju kosmosu, festiwali jazzowych w New Port ,filmów przyrodniczych z Yellowstone Park po biografie słynnych muzyków Benny Goudmana ,Kida Ory i innych. Wystarczy wybrać sobie, przyjechać do ambasady i odebrać. Służbowym Junakiem z koszem ruszyłem w Aleje Ujazdowskie i z fasonem podjechałem pod budkę milicjanta pilnującego by nikomu z Jankesów nie zrobiono krzywdy w Warszawie. Załadowałem kilka pudeł z filmami i ile koni w „Junaku” pognałem do Sokołowa . Zanim jednak zdecydowałem się na publiczną projekcję czujnie postanowiłem obejrzeć filmy komisyjnie. Zaprosiłem do domu kultury przedstawicieli komitetu powiatowego PZPR i Prezydium Powiatowej Rady Narodowej .Po projekcji wszyscy stwierdzili ,ze są to filmy neutralne pod względem politycznym i można je publicznie pokazać Sokołowianom. Na drugi dzień wezwano mnie na komendę Milicji Obywatelskiej na przesłuchanie .Zarzuty współpracy z ambasadą amerykańską postawił mi ,dobroduszny o fizjonomii i posturze biskupa ,sam szef miejscowego urzędu bezpieczeństwa major Feliks CH. Najbardziej interesowało go ile dostaję dolarów za współprace. Oczywiście zaprzeczyłem i przyznałem się ,że poczęstowano mnie tylko jakimś ciemnym słodkim i gazowanym płynem ,który wypiłem bo był upał. Niedobrze, b niedobrze towarzyszu kierowniku. Nie powinniście tego amerykańskiego świństwa brać do ust. Nie wiadomo co tam amerykanie wsadzili .Wyjaśniłem ponad to, że przed publiczną projekcją. dokonaliśmy komisyjnego przeglądu amerykańskich filmów pod kątem zgodności z socjalistyczną polityką naszego państwa .Wprawdzie tej zgodności nie było ale też nie było żadnych elementów imperialistycznej propagandy, Komisja ,w której składzie był Przewodniczący Prezydium Powiatowej Rady Narodowej i kierownik Wydziału Propagandy KP. PZPR orzekła ,że filmy można pokazać na publicznej projekcji. Szefa sokołowskiej bezpieki te wyjaśnienia widać nie zadowoliły bo jeszcze przesłuchiwał członków komisji i interweniował w Wydziale Kultury i Sztuki w Warszawie,skąd niebawem wyszło zarządzenie zabraniające kierownikom domów kultury w woj. warszawskim kontaktów z ambasadami obcych państw. Tak wszechwładna wówczas bezpieka rozłożyła popularną i lubiana imprezę domu kultury. Sokołowianie nie mieli prawa nawet wirtualnie wścibiać nosa za żelazną kurtynę. Dziś takie zwyczaje wydają się nieprawdopodobne. Ale tak było zapewnia wk i wie co mówi bo był organizatorem tych projekcji.



 Kupalnocka w Gródku na zdjęciu Michała Kurca