środa, 9 września 2026

 

W pzdzierniku br. W Sokołowie Podlaskim znanym wśród tysięcy podobnych miast w Polsce z działalności kulturalnej i.. parówek .odbędzie się jubileusz 60lecia  Domu Kultury.Zasługi w szeroko rozumianej kulturze mieszkańcy miasta zawdzięczają Sokołowskiemu Ośrodkowi Kultury,,  który od ponad pól wieku dba  o kulturę i kondycję społeczną Sokołowian, zaś o  dobą żywność / słynne sokołowskie parówki/ Zakłady Mięsne zbudowane za Gierka przez firmę EPSTAIN z Chicago w 1974 roku.     Po wymianie poglądów pomiędzy   pierwszym i aktualnym dyrektorem tej zasłużonej instytucji kultury w Sokołowie przyjęto koncepcję,że 60lecie Domu Kultury w Sokołowie ze względów oszczędnościowych przebiegać będzie pod  hasłem  “OD WACKA DO JACKA”  Pierwszym zwiastunem    tych obchodów będzie okolicznościowy plakat  ukazujący w czarno -białej tonacji działalność domu kultury w czasach PRL-u i w drugiej połówce  czasy dokonań kolejnych dyrektorów. Szanując wspomnienia i sokołowskie tradycje kulturalne  dyrektor p. Jacek Drążkiewicz zaproponował  sympatyczną kameralną imprezę przypominającą słynną Schadzkę u Wacka/   "czyli pogwarki  Sokołowian o kulturze  dawniej i dziś.  Spotkanie nawiązuję do tradycji imprez towarzyskich w Powiatowym domu kultury w latach siedemdziesiątych .Oprawę muzyczną i adekwatne do tematu schadzki piosenki tworzyli Roman  Brochocki  i Piotr Jankowski instruktorzy muzyki w POK. Czasy beztroskich zabaw i normalnych stosunków między ludzkich minęły, to podejmijmy  próbę oceny co w sokołowskiej kulturze było dobre i warte zapamiętania a co wspólnie odrzuciliśmy jako szkodliwe społecznie. Niech okazją do nieskrepowanej wymiany poglądów będzie jubileusz Sokołowskiego Ośrodka Kultury. Instytucji ,która od ponad półwiecza dba o kulturę mieszkańców miasta i powiatu. Wymianę poglądów ułatwią  pierwszy /Wacław Kruszewski /  i   aktualny /Jacek Drążkiewicz/ dyrektorzy tej instytucji . oraz pokaz zdjęć i nagrań z historii działalności kulturalnej Ochotniczej   Straży Pożarnej, Zespołu Pieśni i Tańca PZGS ,   spektakli teatralnych  Zakonu Salezjanów   aż po czasy współczesne. Warto o tym opowiedzieć by  uświadomić niedowiarkom że mądra kontynuacja prowadzi do sukcesu  a  na sukcesy kultury sokołowskiej pracowali od pokoleń tacy ludzie jak  Leokadia Tyburowa -organizatorka teatru OSP, Aleksander i Wiktor Langowscy, pierwszy  organista a drugi kapelmistrz orkiestry  dętej,    Michał Wożniak-organizator Zespołu Pieśni Tańca PZGS i lider „czwórki rewelersów, „ksiądz Walaszek twórca teatru  zakonu Salezjanów, Janina Tenderenda-choreograf i kierownik Zespołu Pieśni i Tańca Ligi Przyjaciół Żołnierza. T o dzięki  nim  warszawscy decydenci doszli do słusznego wniosku .,że  Sokołów zasługuje na budowę domu kultury jednej z dwóch  w 1955 r, państwowych inwestycji kulturalnych, w Polsce .Drugi o podobnej architekturze i  rozmiarze W Mrągowie .Pokażemy  na spotkaniu  fragment Polskiej Kroniki Filmowej z 1973 roku o działalności klubów i zespołów domu kultury. Filmowa taśma tej kroniki zaginęła ale zachował się fragment zapisu w Internecie. Zainteresowani historią kultury sokołowskiej zapewne poznają siebie tańczących i recytujących w teatrzyku dziecięcym  Halinki Kędziory,filmowców Kuby Pietrzykowskiego i Leszka Piećki przedstawionych w kronice jako konkurencja ich roboty, czy   chłopaków z radioklubu Andrzeja Sosnowskiego prowadzących rozmowy z podobnymi do nich z całego świata. Zainteresowanych kulturą Sokołowian zapraszamy do śledzenia i komentowania informacji  o tych wydarzeniach na stronach Sokołowskiego Ośrodka Kultury i “ Łączy nas kultura i Sokołów “ Wacława Kruszewskiego.

 

Mieczysława Ćwiklińska

Z bardzo wielu imprez, jakie miałem przyjemność organizować razem z pracownikami domu kultury w latach, jak mówią teraz „słusznie minionych” w mojej pamięci pozostało ledwie kilkanaście spośród nich. Zastanawiam się, jak to się dzieje, że nie pamiętam np.koncertu Czesława Niemena, a dobrze pamiętam występy bułgarskich piosenkarek Krasymiry Minewy i Margaret Nikołowej. Niewiele pamiętam ze wspaniałego koncertu orkiestry jazzowej Gustawa Broma z solistami HelenąVondraczkovą i Karolem Gottem a dobrze pamiętam, że chór filharmoników z Nowosybirska wystąpił w Sokołowie w czarnych garniturach i jasnych, brązowych pantoflach hurtem zakupionych w Warszawie. Pamiętam również „Trubadurów”, bo w czasie występu tuż za ich plecami runęła spod stropu na scenę metalowa sztanga z maskującą kurtyną. Pamiętam, jak Jacek Fedorowicz po słowachja jestem gotów stanąć na głowie, by państwa rozbawićzeskoczył ze sceny i przed panią Jadzią Maraskową stanął na rękach a następnie przedefilował w ten sposób przed pierwszym rzędem widzów. Pamiętam dyskusję pana Mirka Zalewskiego z Jerzym Ofierskim. Zalewskiemu, wówczas pracownikowi Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Morszkowie nie podobała się prześmiewcza krytyka sołtysa Kierdziołka pod adresem rolników, więc wszedł na scenę i obsobaczył popularnego w Polsce artystę. Dostał burzliwe brawa od widzów i podziękowania od władz powiatowych Doskonale pamiętam interwencję dyrektora Zbigniewa Koprowskiego śpieszącego z lekarską pomocą omdlałej na scenie Mieczysławie Ćwiklińskiej. Pani Miecia zbliżała się do setki, a w znakomitej sztuce hiszpańskiego dramaturga AlejandroCasony „Drzewa umierają stojąc” miała tańczyć ze swoim scenicznym partnerem upojne tango. W trosce o zdrowie znakomitej ale i wiekowej artystki uprosiłem dyrektora szpitala o przysłanie lekarza na wieczorne przestawienie. Dyrektor przyszedł osobiście, dając tym dowód troski i zaangażowania w sprawy kultury. Kiedy na scenie pani Miecia wyzwoliła się z objęć partnera i osunęła się teatralnie na fotel, cała widownia zamarła. Doktor Koprowski z podręczną apteczką wbiegł na scenę, by po chwili jednak stwierdzić, że to nie zawał a znakomita gra aktorska. Szarmancko podał sędziwej aktorce ramię, a ona wstając w fotela podziękowała lekarzowi i widzom swoim niezapomnianym uśmiechem. Brawom nie było końca.

Proszą mnie znajomi, bym utrwalił swoje wspomnienia zanim dopadnie mnie jakiś Alzheimer.Będę więc sam pisał i zachęcał ludzi z mojego pokolenia, by także oni pozostawili po sobie trwały i prawdziwy ślad naszej wspólnej historii. Niebawem uzbieram tych tekstów tyle, by stworzyć książkę i kiedy znajdę sponsorów wydam ją by, jak się teraz ładnie mówi: dać świadectwo prawdzie.



 

Trwające do dziś, moje przyjazne związki z Kosowem i Kosowianami sięgają początków lat pięćdziesiątych, czasów szkolnej edukacji z Mietkiem Harasimem, Włodkiem Supłem ,Andrzejem Kowalczykiem. Oni mieszkali w internacie na ulicy Olszewskiego a ja w jego sąsiedztwie na ulicy Siedleckiej. Za wspólne odrabianie lekcji ,które w internacie były ściśle przestrzeganą zasadą zapewniałem moim kolegom bezpieczeństwo na spacerach z najładniejszymi sokołowiankami Wandą Lewandowską i Basią Tenderendą. Po maturach nasze kontakty zanikły. Każdy poszedł własną drogą. Ja starałem się dostać na studia do Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Siostra studiująca dziennikarstwo zapewniła mi fachową pomoc w interpretacji „Sonetów Krymskich „ ze strony koleżanek- przyszłych aktorek mieszkających razem w Nowej Dziekance na Krakowskim Przedmieściu. Była wśród nich Lidia Korsakówna pózniej znana aktorka filmowa i teatralna .Jeżdziłem do biednych studentek z wałówkami od mamy pełnymi kiełbas. kaszanek i baleronów a one częstowały mnie kubkiem malinowego kisielu i uzupełniały moją skromną wiedzę o genialnym reformatorze radzieckiego teatru Stanisławskim. Egzamin oblałem z pantomimy. Miałem zagrać sabotażystę podpalającego stogi zboża na kołchozowych polach. Wyszło blado. Nie dlatego -jak sobie tłumaczę- że nie byłem zaangażowany ale dla tego że prawą rękę miałem w gipsie. Kilka dni przed egzaminem graliśmy mecz piłki nożnej na piaszczystym boisku przy szkole w Kosowie gdzie doznałem kontuzji w zderzeniu z rosłym obrońcą ”Kosowianki”. Pózniej moje kontakty z Kosowem nasiliły się dzięki szeroko rozumianej kulturze. Prowadzona przez panią Wandę Lenczewską świetlica Gminnej Spółdzielni w Kosowie promieniowała na cały powiat sokołowski. Na wieczorki taneczne do Kosowa jeździli koleją chłopcy z Sokołowa gdzie pani Wanda i choreograf pan Lach uczyli ich nie tylko modnych tańców ale też dobrych manier i kulturalnego zachowania .Przy świetlicy zorganizowano Zespól Pieśni i Tańca dający występy na wszystkich ważnych uroczystościach w całym powiecie sokołowskim. Była też orkiestra dęta prowadzona przez proboszcza ks. Władysława Stępnia. Kiedy w 1964 roku ks. Władysław zaprosił mnie jako urzędnika powiatowej kultury na rozmowę w sprawie dachu kościoła, którego konstrukcja groziła zawaleniem pod ciężarem cementowej dachówki po drodze wstąpiłem do sklepu pana Janusza Dmowskiego. Chciałem się poradzić jak mam zachować się na plebanii, co też ksiądz proboszcz chce od władz powiatu oprócz asygnaty na 4 tony blachy umożliwiającej zakup nowego pokrycia dachu kościoła. Pan Janusz poradził mi ,żebym wszystkie postulaty księdza przedstawił władzom powiatu do zrealizowania co złagodzi gniew Kosowian spowodowany rozwiązaniem orkiestry dętej za granie na mszy rezurekcyjnej. Jak uzasadniał pan Janusz orkiestra grała też na pochodach pierwszomajowych i różnych akademiach i ksiądz nie ukarał swoich orkiestrantów. Ani nie zabrał im nut Międzynarodówki a powiat zabrał instrumenty. Przy herbatce z konfiturami ks. Władysław do asygnaty na zakup 4 ton blachy dorzucił zagospodarowanie granitowych odpadów z ociosywanych pomników w byłym obozie zagłady Żydów w Treblince. Rozmawiał już z kierownikiem budowy ale ten uzależnił swoją decyzję od zgody powiatu i wskazał na mnie jako urzędnika ,który taką zgodę może załatwić. Sterty granitowego gruzu zalegały cały teren budowanego upamiętnienia Treblinki. Pozbycie się tych odpadów ułatwi kierownikowi przygotowanie do uroczystości otwarcia Mauzoleum Walki i Męczeństwa w Treblince zaplanowane na 10 maja 1964 roku, zaś księdzu pozwoli dokończyć budowę trwałego ogrodzenia powiększanego Kosowskiego cmentarza. Pełen pozytywnych wrażeń i ważności swojego urzędu skoro znany i ceniony ksiądz proboszcz z 23 letnim młokosem chce rozwiązywać ważne problemy społeczne i gospodarcze mieszkańców Kosowa ,następnego dnia wysłałem do pana Wacława Kochanowskiego- Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Warszawie pismo o wiszącym na plebanii starym obrazie, który możemy dostać dla planowanego muzeum w domu kultury w Sokołowie jeśli załatwimy asygnatę na zakup 4 ton blachy, koniecznej na zmianę pokrycia zabytkowego kościoła. Niebawem do Kosowa przyjechały panie Izabela Galicka i Hanna Sygietyńska. Obejrzały obraz poczerniały od dymu świec i zrobiły raport dla Konserwatora. Dalsze losy obrazu El Greco z Kosowa są znane z publikacji Artura Ziontka.Aktywność Kosowian w tworzeniu i upowszechnianiu kultury była doceniana przez ówczesne władze powiatu. Jednym z dowodów takiej oceny był fakt powołania pani Wandy Lenczewskiej na kierownika Referatu Kultury w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Sokołowie. oraz decyzja o budowie i organizacji Gminnego Ośrodka Kultury. Pierwszej w powiecie sokołowskim inwestycji w dziale Kultura i Sztuka realizowanej wg nowoczesnych ,na tamte czasy, typowych projektów budowlanych. Projet zawierał amfiteatralna salę kinową na 150 miejsc z kabiną projekcyjną, hol wystawowy, kawiarnie ,pomieszczenia dla biblioteki i pokój kierownika. Skromnie jak na potrzeby ówczesnej gminy a już zupełnie za skromnie jak na potrzeby dzisiejszego miasta. Dużym i wydawałoby się nierozwiązywalnym problemem było ogrzewanie. Wiele narad poświęcono tej sprawie aż wreszcie prezes GS –u pan Stanisław Leoniak przekonał swoją Radę by zgodziła się na podłączenie GOK-u do sąsiedniego pawilonu handlowego. Zabiegali o to i Józef Maliszewski organizator jednej z pierwszych w powiecie bogatej w zbiory Izby Pamięci Narodowej w Kosowie i Zdzisław Nowak kierownik Szkoły który póżniej tę Izbę wzbogacił i tchnął w nią życie. W szkolnej teraz Izbie Pamięci Narodowej w Kosowie z inicjatywy Mariana Jakubika pseudonim „Jaśmin „i Franciszka Ząbeckiego pseudonim „Dawny” Kierownik Szkoły organizował często spotkania z byłymi żołnierzami Armii Krajowej obwodu Łasica obejmującego gminy Kosów Lacki, Chruszczewka i Olszew.Kiedy wiedza o tych spotkaniach dotarła do władz powiatowych nad kierownikiem szkoły poczęły gromadzić się czarne chmury. Ale to już były czasy kiedy w partyjnym kierownictwie powiatu byli tacy działacze jak sekretarz propagandy Eugeniusz Łukasiuk ,będący wcześniej kierownikiem Wydziału Oświaty i Kultury Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Sokołowie. Towarzysz sekretarz nie mógł pozwolić by jego koledze – nauczycielowi stała się krzywda. Wezwał nas Witka Grądzkiego i mnie i polecił. Witkowi zgłosić Kosowską Izbę Pamięci do konkursu ogłoszonego przez Kuratorium Oświaty w Warszawie a mnie zadbać o odpowiedni wystrój plastyczny wystawy. Zrobiliśmy swoje i Izba Pamięci Narodowej w Kosowie wygrała konkurs wojewódzki. a kierownik szkoły został nagrodzony. W tej sytuacji stróże” jedynie słusznej linii „musieli uznać swoją porażkę. Podobnie jak w przypadku p. Wojdygi, który kpił sobie z reform min. Hilarego Minca likwidującego w Polsce prywatny handel w latach pięćdziesiątych. Znany nie tylko w Kosowie producent wędlin Wojdyga miał ,o czym w powiecie nie wiedziano, mocne poparcie w KC PZPR. Zawdzięczał je Tow. Skoczylasowej, której uratował życie przeprawiając ją w czasie okupacji przez Bug do Związku Radzieckiego. Skoczylasowa odnalazła swoich wybawców Żebrowskiego z Rytel i Wojdygę z Kosowa zapewniając ,że nie pozwoli ich skrzywdzić. Potwierdzeniem tych deklaracji niech będą zdjęcia jakie wykonałem podczas jej wizyty w Kosowie i nad Bugiem.zaś przede wszystkim koncesja na wrób i sprzedaż wędlin dla prywatnego producenta w czasach prawdziwej bitwy o handel w Polsce.

sobota, 5 września 2026

 W październiku br. W Sokołowie Podlaskim znanym wśród tysięcy podobnych miast w Polsce z działalności kulturalnej i.. parówek .odbędzie się jubileusz 60lecia  Domu Kultury. Zasługi w szeroko rozumianej kulturze mieszkańcy miasta zawdzięczają Sokołowskiemu Ośrodkowi Kultury,,  który od ponad pól wieku dba  o kulturę i kondycję społeczną Sokołowian, zaś o  dobą żywność / słynne sokołowskie parówki/ Zakłady Mięsne zbudowane za Gierka przez firmę EPSTAIN z Chicago w 1974 roku.mu     Po wymianie poglądów pomiędzy   pierwszym i aktualnym dyrektorem tej zasłużonej instytucji kultury w Sokołowie przyjęto koncepcję, że 60lecie Domu Kultury w Sokołowie ze względów oszczędnościowych przebiegać będzie pod  hasłem  “OD WACKA DO JACKA”  Pierwszym zwiastunem    tych obchodów będzie okolicznościowy plakat  ukazujący w czarno -białej tonacji działalność domu kultury w czasach PRL-u i w drugiej połówce  czasy dokonań kolejnych dyrektorów. Szanując wspomnienia i sokołowskie tradycje kulturalne  dyrektor p. Jacek Drążkiewicz zaproponował we wrze sympatyczną kameralną imprezę przypominającą słynną Schadzkę u Wacka/   "czyli pogwarki  Sokołowian o kulturze  dawniej i dziś.  Spotkanie nawiązuję do tradycji imprez towarzyskich w Powiatowym domu kultury w latach siedemdziesiątych .Oprawę muzyczną i adekwatne do tematu schadzki piosenki tworzyli Roman  Brochocki  i Piotr Jankowski instruktorzy muzyki w POK. Czasy beztroskich zabaw i normalnych stosunków między ludzkich minęły, to podejmijmy  próbę oceny co w sokołowskiej kulturze było dobre i warte zapamiętania a co wspólnie odrzuciliśmy jako szkodliwe społecznie. Niech okazją do nieskrepowanej wymiany poglądów będzie jubileusz Sokołowskiego Ośrodka Kultury. Instytucji ,która od ponad półwiecza dba o kulturę mieszkańców miasta i powiatu. Wymianę poglądów ułatwią  pierwszy /Wacław Kruszewski /  i   aktualny /Jacek Drążkiewicz/ dyrektorzy tej instytucji . oraz pokaz zdjęć i nagrań z historii działalności kulturalnej Ochotniczej   Straży Pożarnej, Zespołu Pieśni i Tańca PZGS ,   spektakli teatralnych  Zakonu Salezjanów   aż po czasy współczesne. Warto o tym opowiedzieć by  uświadomić niedowiarkom że mądra kontynuacja prowadzi do sukcesu  a  na sukcesy kultury sokołowskiej pracowali od pokoleń tacy ludzie jak  Leokadia Tyburowa -organizatorka teatru OSP, Aleksander i Wiktor Langowscy, pierwszy  organista a drugi kapelmistrz orkiestry  dętej,    Michał Wożniak-organizator Zespołu Pieśni Tańca PZGS i lider „czwórki rewelersów, „ksiądz Walaszek twórca teatru  zakonu Salezjanów, Janina Tenderenda-choreograf i kierownik Zespołu Pieśni i Tańca Ligi Przyjaciół Żołnierza. T o dzięki  nim  warszawscy decydenci doszli do słusznego wniosku .,że  Sokołów zasługuje na budowę domu kultury jednej z dwóch  w 1955 r, państwowych inwestycji kulturalnych, w Polsce .Drugi o podobnej architekturze i  rozmiarze W Mrągowie .Pokażemy  na spotkaniu  fragment Polskiej Kroniki Filmowej z 1973 roku o działalności klubów i zespołów domu kultury. Filmowa taśma tej kroniki zaginęła ale zachował się fragment zapisu w Internecie. Zainteresowani historią kultury sokołowskiej zapewne poznają siebie tańczących i recytujących w teatrzyku dziecięcym  Halinki Kędziory,filmowców Kuby Pietrzykowskiego i Leszka Piećki przedstawionych w kronice jako konkurencja ich roboty, czy   chłopaków z radioklubu Andrzeja Sosnowskiego prowadzących rozmowy z podobnymi do nich z całego świata. Zainteresowanych kulturą Sokołowian zapraszamy do śledzenia i komentowania informacji  o tych wydarzeniach na stronach Sokołowskiego Ośrodka Kultury i “ Łączy nas kultura i Sokołów “ Wacława Kruszewskiego.

niedziela, 30 sierpnia 2026

zdjęcie Michała Kurca

Ulica Mikołaja Reja

Od ulicy Węgrowskiej, tuż za Urzędem Skarbowym wytyczono małą uliczkę do stadionu
Robotniczego Klubu Sportowego „Cukrownia”. Uliczce tej nadano imię twórcy polskiej
literatury Mikołaja Reja z Nagłowic; tego który pierwszy z naszych literatów napisał prorocze
słowa „Niechaj to narodowie świata wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi iż swój język
mają”.
Na tym stadionie przy Reja, graliśmy niejednokrotnie z różnym szczęściem z drużyną
braci Tadeusza i Witolda Dominiuków, Ryśka Sumińskiego, Zygmunta Metra, Wieśka
Protaziuka, Jasia Pełczyńskiego, Janka Raźniaka. Świetlica obok stadionu, służąca za szatnię
w czasie meczów, pod kierownictwem pana Zbigniewa Trąmpczyńskiego promieniowała
kulturą na cały powiat. Wśród podobnych placówek kultury w branży cukrowników nie miała
sobie równych w Polsce. Chodziło się tu na zabawy, występy artystyczne, zajęcia sportowe i
filmy. Na zabawach, śpiewał pięknym, aksamitnym basem Bogdan Żurowicz, akompaniując
sobie na akordeonie. Tu rozgrywaliśmy turnieje o mistrzostwo powiatu w tenisie stołowym z
Jurkiem Podgórzakiem, Czesiem Macugą reprezentującymi drużynę „melaśników”, jak
złośliwie mówiono o niej po każdym przegranym meczu. W latach nie tak odległych, okazji
do rywalizacji między miastem a Przeździatką było co nie miara. Rywalizowano w sporcie, w
kulturze, w czynach społecznych i produkcyjnych a nawet w polityce kadrowej.
Rywalizowały ze sobą orkiestry strażackie, drużyny piłkarskie, teatry amatorskie. Jako
aktorzy teatru OSP pani Leokadii Tyburowej zazdrościliśmy Zespołowi Teatralnemu
Cukrowni wystawienia w bogatej i pomysłowej scenografii „Masława”; spektaklu w reżyserii
pana H. Iwańskiego opartego na historycznej powieści J. I. Kraszewskiego. Jako uczniowie
Liceum podziwialiśmy swoich kolegów, których do szkoły przy ulicy Kupientyńskiej
przywoził konny tramwaj zwany „Bonanzą”; efekt pomysłowości i troski o dzieci
pracowników cukrowni. Sokołowska Cukrownia – symbol industrializacji kraju, po
zniszczeniach wojennych była oczkiem w głowie ówczesnych władz miasta i powiatu.
Wszyscy jej dyrektorzy mieli zapewniony udział we władzach partyjnych i samorządowych,
miejsca za stołem prezydialnym licznych akademii i trybunach honorowych. Miasto i całe
powiatowe rolnictwo żyło z cukrowni i hołubiło starą fabrykę. Pisano o niej książki, kręcono
kroniki filmowe. Rozpoczęcie kampanii cukrowniczej, jesienią każdego roku stawiały cały

powiat w stan pełnej mobilizacji. Nawet Dom Kultury miał swoją rolę do odegrania. Do
dyspozycji kadrowca cukrowni oddawaliśmy kino ruchome wyposażone w aparaturę
nagłaśniającą z pomocą której pan Czesław Małkus zachęcał rolników z nadbużańskich wsi
do podejmowania pracy w fabryce na czas kampanii cukrowniczej. Do Sokołowa przyjeżdżali
fachowcy-cukrownicy z całej Polski by modernizować fabrykę cukru powstałą jeszcze w
czasach Królestwa Polskiego. To były zalążki elity intelektualnej miasta. Z dziećmi
inżynierów i techników, operatorów różnych maszyn i urządzeń chodziliśmy do szkoły,
graliśmy w piłkę nożną i siatkową, bawiliśmy się na zabawach – słynnych „Sobotynkach” i
występach artystycznych. Mieć za kolegę Podgórzaka, Buchalskiego, Pochylczuka czy
Montkiewicza to był powód do dumy dla chłopaków z „targowicy”, „getta” , czy „balbadery”.
Bywało, że chłopaki z miasta upodobali sobie ładne panienki z cukrowni, ale tylko nieliczni
mieli odwagę odprowadzić swoją partnerkę pod jej dom. Ryzyko utraty zębów było
skutecznym środkiem zakończenia spaceru tuż za torami. Dalej był teren pod kontrolą
„melaśników” o twardych pięściach i nieskorych do ugody. Ale nawiązane kiedyś przyjaźnie
trwają do dziś, chociaż coraz nas mniej w drużynie. Pamiętam jak Janusz Buchalski, kolega z
Przeździatki uratował mi skórę, gdy w lutym 1978 roku dał zgodę jako urzędujący w
Warszawie szef cenzury na wystawienie sztuki „Rozmowy z katem” Kazimierza
Moczarskiego przez Siedlecki Teatr Kameralny. Kim był autor sztuki, starszym czytelnikom
nie muszę tłumaczyć. Młodszym powiem, że Kazimierz Moczarski, oficer Biura Informacji i
Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej został po wojnie skazany na dożywocie za…
zdradę narodu. Z jedenastu lat więzienia, dziewięć miesięcy spędził w jednej celi z katem
warszawskiego getta generałem SS Jurgenem Stroppem. Sztuka Moczarskiego ciesząca się
wielkim zainteresowaniem widowni została zdjęta ze sceny na polecenie sekretarza PZPR w
Siedlcach, którego nazwisko po chrześcijańsku zapomniałem. Ale w Warszawie w samej
jaskini głównego cenzora przy ulicy Mysiej 3, udało się uzyskać pozwolenie na wystawienie
sztuki i druk folderu. Uczeń sokołowskiego liceum magister Janusz Buchalski okazał się
dojrzalszym politykiem niż funkcjonariusz propagandy z Siedlec. Niewątpliwie był to akt
wielkiej odwagi z jego strony. Podobnie jak aktem wielkiej odwagi był krytyczny opis
stosunków panujących na polskiej wsi w XVI wieku przez Mikołaja Reja. Piętnował on
chciwość i nadużycia, których ofiarą padał biedny chłop. Poruszał najbardziej aktualne
problemy polityczne, obyczajowe i religijne takie jak ubieganie się za wszelkimi urzędami,
przekupne sadownictwo, nadużycia ze strony duchownych, brak dobrego systemu obronnego
państwa polskiego, zbyt wysokie czynsze i dziesięciny nałożone na chłopstwo, czy wreszcie
złe zachowanie szlachty, pijaństwo, zbyt wyszukany ubiór i hazard. „Wierę snadź z sejmu

naszego Nie słuchamy nic dobrego Już to kilka Niedziel bają A ni w czym się zgadzają
Podobno jako i łoni Każdy na swe skrzydło goni; Pewnie pospolitej rzeczy Żadny tam nie ma
na pieczy” Tak pisał Mikołaj Rej, zwolennik reformacji i patron małej uliczki na sokołowskiej
Przeździatce, w wydanej w 1543 roku, „Krótkiej rozprawie między panem wójtem a
plebanem”. Minęły wieki a przesłanie ojca literatury polskiej, pana z Nagłowic nie straciło
swej aktualności i chyba jeszcze długo nie straci. Kiedy po latach odwiedziłem stadion przy
ulicy Reja, spotkałem koleżankę ze szkolnej ławy Krysię Protaziuk z bratem Marianem
Podgórzakiem i panią Sulej, z której ojcem grałem w piłkę. Nasłuchałem się wieści o
wzlotach i upadku cukrowni i o bieżących problemach mieszkańców tej ulicy. Najważniejszy
z nich to bezpieczna droga do szkoły dla dzieci i parking dla samochodów petentów Urzędu
Skarbowego. Sprawa ciągnie się od 2009 roku i poza wymianą pism burmistrza z Izbą
Skarbową nic się nie dzieje, aż nie daj Boże stanie się nieszczęście, bo jak wiadomo „Polak
mądry po szkodzie” i to przysłowie towarzyszy nam od czasów patrona tej ulicy.
 Pani Magda Stasiuk dopatrzyła się ,że w  naszej książce  " Patroni naszych ulic " brakuje kilku  a mianowicie -  Reja , Baczyńskiego,Skłodowskiej ,Mniszkówny. Ponieważ  szykuję się do druku kolejnego wydania obiecuję czytelnikom  i ewentualnym nabywcom książki jej wzbogacenie o te ulice Pierwsza z nich już jest.

  W pzdzierniku br. W Sokołowie Podlaskim znanym wśród tysięcy podobnych miast w Polsce z działalności kulturalnej i.. parówek .odbędzie si...