wtorek, 2 czerwca 2026

 

Albośmy to jacy tacy – My Sokołowiacy

Pod takim tytułem będę opisywał życie i kariery zawodowe naszych rodaków, tych powszechnie znanych ,którzy zasłużenie patronują naszym ulicom ,szkołom i instytucjom publicznym jak i tych ,mniej znanych, żyjących tu i teraz, których dokonania w pracy zawodowej ,sukcesy w polityce ,w kulturze i sporcie warte są upowszechnienia, szczególnie wśród młodego pokolenia. Dla niego stanowić bowiem mogą wzorce i inspiracje do nauki i pracy niezbędnej dla osiągnięcia sukcesu .Bohaterami moich artykułów będą Ci Sokołowianie , którzy pozostawili trwały ślad na sokołowskiej ziemi, w Polsce, a być może i w Europie. Takich postaci trzeba będzie szukać w odległej historii. To poszukajmy razem. Moim kandydatem jest np. Ludwik Górski ,właściciel Ceranowa i Sterdyni. Najlepszą rekomendację dla Niego dał Henryk Sienkiewicz .który z okazji jubileuszu 60-lecia pracy obywatelskiej Ludwika Górskiego zamieścił w swojej redakcji taki tekst. :”Na wszystkich polach społecznej roboty byłeś zawsze obecny. A także Życie Twoje było ,jak łza czyste. Że świecisz przykładem żywej wiary, poczucia obowiązku, wytrwania woli, siły charakteru i cnoty, przeto wręczamy Ci ten wieniec obywatelski ze czci ,miłości i wdzięczności narodu uwity .Dożyłeś sędziwych lat życia.w nieprzerwanej i owocnej pracy dla Ojczyzny i społecznego dobra Gdy zwątpienie wdzierało się w dusze ludzkie, nie przestawałeś nigdy głosić, że naród jest odrębną i nieśmiertelną myślą Bożą… Wierzyłeś niezłomnie ,że chyba taki naród zginąć może, który sam dobrowolnie uchyli się od włożonego nań posłannictwa. Umiłowałeś dzieje przeszłe nasze i wielkość ich przepełnia cię poczuciem dumy i narodowej godności, o której nie zapomniałeś nigdy. Umiłowałeś wreszcie młode pokolenia….Albowiem wiara i miłość zrodziły w Tobie niemniej silną i niemniej niezłomną nadzieję,że komu nie zabraknie pod stopami ziemi ten przy pracy i woli zdoła zawsze odbudować dom zrujnowany ”Uroczysty jubileusz odbył się w 1902 roku w Katedrze św, Jana w Warszawie. Prorocze to słowa naszego Noblisty

Więcej o życiu i działalności Ludwika Górskiego można dowiedzieć się z pracy magisterskiej pani Jadwigi Ostromeckiej którą można wypożyczyć z Biblioteki Pedagogicznej w Sokołowie .lub w siedzibie Towarzystwa Miłośników Ziemi Sterdyńskiej –organizatorze sesji popularno–naukowej w 2003 roku Do panteonu zasłużonych Sokołowian, obok Ludwika Górskiego trzeba zaliczyć i właściciela Grochowa –Władysława Rawicza z którym los zetknął go w jednej celi siedleckiego więzienia. Stało się to po zamachu na carskiego generała policji barona Budberga .Konspiratorzy rzucili pod pojazd „oberpolicmajstra ”bombę z okna pałacu Zamojskiego w którym przebywał w tym czasie Ludwik Górski. Pod zarzutem udziału w spisku został wraz z innymi aresztowany i uwięziony w Siedlcach, gdzie czekał na egzekucję Władysław Rawicz-naczelnik cywilny województwa podlaskiego w powstaniu styczniowym 1863 roku. Postać Władysława Rawicza jest powszechnie znana. Dodam więc tylko małą ale pouczającą informację ,ze o Jego ratowanie przed stryczkiem słała listy do cara księżna Golicyna ze Starej Wsi k/ Węgrowa. Car zamienił wcześniej wydany wyrok śmierci na katorgę, ale zanim carski ukaz dotarł do naczelnika siedleckiego więzienia naszego rodaka 21 listopada 1863 roku publicznie powieszono. Zawiodła technika komunikacji pomiędzy Petersburgiem a Warszawą. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz.

Z wdową po baronie Budbergu ożenił się w dalekiej Odessie nasz rodak, bodaj najbogatszy w historii sokołowianin -Adolf Lorsch. Barwne losy tego utracjusza , rzadcy majątków w Grodzisku i Kupientynie opisała Helena Mniszek w powieści „Panicz” Pisaliśmy o Nim w numerze 22 Życia Siedleckiego z dnia 28 listopada 2014 Nasz artykuł zamieścił dla Polaków zamieszkałych na Ukrainie. Kurier Galicyjski. Rządcy majątków Grodzisk i Kupientyn, wdowa po baronie wniosła w wianie miasto Grożny i pola naftowe w Czeczenii. Za dzierżawę amerykanom tych pól naftowych wynoszacą 110 000 dolarów rocznie Lorsch jako prezes Towarzystwa Kaułkazkiego zbudował kurort w Kisłowodzku oraz dla swojej siostry okazały hotel w Warszawie. Aresztowany przez Gestapo pod zarzutem pracy dla angielskiego wywiadu ,zginął w publicznej egzekucji polskich patriotów w Palmirach 21 czerwca 1940 roku wraz z Maciejem Ratajem –Marszałkiem Sejmu i olimpijczykiem Januszem Kusocińskim. Czytelników zainteresowanych barwnymi losami „Panicza”odsyłamy do książki Heleny Mniszek-panienki z sabniowskiego dworu której talent pisarski odkrył mistrz prozy i reportażu Bolesław Prus- absolwent siedleckiego gimnazjum i artykułu w Kurierze Galicyjskim ukazującym się dla Polaków zamieszkałych na Ukrainie.

W następnym tygodniu zamieścimy artykuł o generale Stanisławie Trębickim – właścicielu majątku Kurowice- komendancie Szkoły Rycerskiej skąd podchorążacy wbrew woli swego przełożonego ruszyli na Belweder po znienawidzonego namiestnika cara W.K.Konstatego, dając sygnał do kolejnego powstania, powstania listopadowego 1831 roku

Wacław Kruszewski




 

Znany fotografik Michał Kurc przesłał mi zdjęcia z pleneru fotograficznego jaki w Gródku 1977 roku organizowało Centrum Kultury i Sztuki woj. siedleckiego z siedzibą w Sokołowie.Nie zorjentowanym wyjaśniam, że Siedlce nie miały wówczas lokali by przejąć z Sokołowa doskonale zorganizowaną ,\ i wyposażoną instytucje twórczości i upowszechniania kultury szczebla wojewódzkiego.Na zdjęciach czarno – białych piękne obrazki z życia wsi i jej mieszkańców. nadbużańskie pejzaże ,wianki puszczane na rzekę w czasie legendarnej „Kupalnocki”,śpiewy i tańce przy ogniskach wykonaniu” Chodowiaków”Orgia świateł z reflektorów, ognisk i lampionów rzucających refleksy na wodzie i cienie od drzew i ludzi na plaży.Zaciekawione twarze utrudzonych rolników oglądających siebie w „Galeri i u Franka” czyli na zdjęciach rozmieszczonych na ogrodzeniu przydomowego ogródka p … Franciszka Mikołajczuka - gospodarza Ośrodka Wypoczynkowego w Gródku nad Bugiem.Znani aktorzy z serialu Czarne chmury” ”pułkownik Dowgird –Leonard Pietraszak i wachmistrz Kacper – Ryszard Pietruski z emitowanego przez czarno-białą telewizję na spotkaniu z członkami Dyskusyjnego Klubu Filmowego „Zbyszek” i mieszkancy Gródka podczas sobotnich Weekendów z filmem. Były to projekcje z udziałem aktorów i krytyków filmowych pod gołym niebem.na parkingu.Powiatowy Ośrodek Kultury swoja działalność przenosił na lato do Gródka ku zadowoleniu mieszkańców Sokołowa spragnionych dla swoich rodzin obcowania z kulturą, sportem i rozrywką na łonie natury.Zakłady pracy budowały z czego się dało domki a rady zakładowe związków zawodowych dokładały się finansowo do wczasów swoich pracowników i licznych imprez. Gródek tętnił życiem.W Bugu można było złowić taaaką rybę,wypić kielicha z dyrektorem czy sekretarzem,pogadać z kumplami,potańczyć wieczorem z żoną lub przyjaciółką żony a rano w pobliskim zabytkowym kosciólku na mszy świętej prosić Boga o odpuszczenie grzechów ,których w Gródku, nie dało się uniknąć.

Zawdzięczamy Ośrodek w Gródku dwóm ludziom Alkowi Gryglasowi i Henrykowi Domańskiemu. Pierwszy był Kierownikiem Powiatowego Komitetu kultury Fizycznej i Sportu w Powiatowej Radzie Narodowej. Przekonał decydentów o potrzebie budowy właśnie w Gródku Ośrodka wczasowo-wypoczynkowego dla świata pracy z hotelem ,stołówką, plażą i kąpieliskiem W tamtych siermiężnych czasach była to decyzja odważna i dalekowzroczna. Jej fizyczną realizację wziął na siebie H. Domański-szef Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji Był rok1969 .Jak pisze na swoim bloogu autor zdjęć początki były takie :” 

Nieoficjalne otwarcie "Gródka" odbyło się w maju 1969 roku. Młodzi entuzjaści motocykli, animatorzy kultury skupieni w Klubie Pracownika Cukrowni, pewnego majowego dnia postanowili zaspokoić swoją ciekawość i pojechać do nowo powstającego Ośrodka Wypoczynkowego w Gródku nad Bugiem. Po przybyciu zastaliśmy jeden domek campingowy i małe pole namiotowe wyznaczone siatką ogrodzeniową. Było jeszcze nieczynne, dlatego postanowiliśmy przy tym ogrodzeniu postawić dwa namioty, przy nich motocykle - miałem Jawę CZ. Nastał chłodny wieczór. Pierwsze ognisko, pierwsze kiełbaski na patyku i coś wysokokalorycznego - ogrzewało i rozgrzewało nas. Humory dopisywały. W drugim dniu... - powitał nas słoneczny poranek. Piękne krajobrazy  i to "coś" wprost zachęcało do ponownego odwiedzenia tego miejsca. I tak to się zaczęło.

Tak było ! A jak jest po zmianach ,które miały poprawić wszystko po rządach znienawidzonej komuny. Gródek sprywatyzowano ,hotel adoptowano na sale szkolne,  bez nadziei na ich wypełnienie uczniami,plaża zarosła chwastami Nawet malownicza skarpa, po której biegła jedyna droga na pola rolników, nie wytrzymała zmian i zsuneła się do rzeki.

 

W 1973 Uniwerstytet Warszawski chciał zbadać potrzeby kulturalne młodzieży wiejskiej. i mozliwości ich zaspokajania przez placówki kultury. Zgodziłem się na udział domu kultury w tych naukowych badaniach i ze wzgledów praktycznych zaproponowałem by je przeprowadzić w gminie Jabłonna Lacka a studentów zakwaterować w Ośrodku Wypoczynkowym w Gródku nad Bugiem zaś kierownictwo w hotelu Cukrowni. Staraliśmy się jako gospodarze ułatwiaćkontakty ankieterom i spotkania studentów z młodzieżą wiejską ,organizować wspólne imprezy kulturalne i sportowe..Zapraszaliśmy studentów na koncerty jazzowe i dyskoteki do domu kultury w Sokolowie. I raz jeden mogło to się przykro skończyć dla studentów i ich młodych asystentów-dzisiaj profesorów Antoniego Kamińskiego i Piotra Chmielewskiego. Po tańcach w domu kultury studencka braćwyszła zaczerpnąć świeżego powietrza do parku A, Mickiewicza przy kościele księży Salezjanów. Chcąc popisać się swoją tajną wiedzą studenci wmawiali koleżankom ,że odblaski księżyca na miedzianej blasze dachu kościoła dowodzą ,że Salezjanie prowadzą właśnie radiową transmisję z Watykanem. Dla ubowców ystarczyło ! Sprowadzono samochody z aparaturą pelengacyjną i doszło do kompromitacji Urzędu Bezpieczeństwa , Odtąd za studentami chodzili ORMOWCY i zapisywali teksty nowych utworów Szpotańskiego z których refren brzmiał mniej więcej tak "A że była to wielka świnia dali mu order Lenina"..Tego już obrońcy władzy nie mogli darować. Opiekunom studentów zgrożono interwencją u rektorora UW co mogło oznaczać złamaniem ich karier naukowych a studentom wydaleniem ze studiów. Oberwałoby się i mnie gdyby nie odważna postawa oficera milicji Adama Kruzla., członka zespołu muzycznego AMIGO grajacego w domu kultury na akordeonie. O Adamie jeszcze napiszę bo warto.

poniedziałek, 1 czerwca 2026



 

Skwer im. Franciszka Ząbeckiego




Inspiracją do napisania tych wspomnień był wiersz pana Zygmunta Kusiaka Pociąg do Treblinki, zasłyszany w jego sklepiku na rogu ulic Marii Skłodowskiej-Curie i Krzysztofa Baczyńskiego. Wstąpiłem tam, by podziękować mu za inny wiersz napisany dla mnie.




Kiedy rozmawialiśmy o problemach z wydaniem tomiku poezji „Z nadbużańskiej ziemi”,poprosiłem autora o kilka wybranych utworów, by poznać bliżej jego twórczość i wówczas usłyszałem ten utwór, który wywarł na mnie wielkie wrażenie. Jestem przekonany, że i moim Czytelnikom nie będzie on obojętny. W prostych, przejmujących słowach zawarł Kusiak całą perfidię hitlerowskiej polityki wobec narodu żydowskiego w czasach okupacji. „Jedziemy tam, gdzie lepiej będzie…” – tak tłumaczy swojemu synkowi matka, przechowująca zapewne adres i zdjęcie domu, gdzie miała zamieszkać z rodziną, wierząc niemieckiej propagandzie. Zanim przejdę do wspomnień, zacytuję tutaj ten poruszający wiersz.


Pamięci pomordowanym Żydom, naszym starszym braciom w wierze:


Zygmunt Kusiak

Pociąg do Treblinki


Śródleśną ciszę przerywa gwizd…

Pociąg bydlęce wagony toczy…

Mame, no nie płacz! Powiedz mi,

gdzie jedziemy?! Otrzyj oczy!


Mosze! Mój synku, powiem Ci:

Jedziemy tam, gdzie lepiej będzie…

Spójrz! Jak pięknie słońce w szparze lśni,

jaka na dworze zieleń wszędzie!


Twój tate będzie miał tam duży sklep,

nie będzie chodził już z walizką.

A w nim koszerne mięso, chleb…

Teraz stać będzie nas na wszystko.


Pociąg zakończył już swój bieg…

Otwarto wrota przeznaczenia…

Twarzyczka Mosze jak ten śnieg…

Słychać rozkazy zniewolenia….


Mame! A co te Niemce od nas chcą!?

Czemu tak na nas psy szczekają!?

Dlaczego wszystkich „Schneller” zwą!?

Czemu nas rozdzielają!?


Tate już poszedł sklep zobaczyć.

A my… musimy zdjąć ubranie!

Kapo Treblinki nam zaznaczył,

że mamy umyć się przed spaniem!


Synku! Bóg Jahwe jest tu z nami.

Na pewno wszystko dobrze będzie.

Jest babcia, nie jesteśmy sami.

O popatrz!… Tu naszych pełno wszędzie.


Zamknięto wkrótce łaźni drzwi!

Słychać w natryskach wody szum?!

Lecz to nie woda, gaz w nich tkwi

i spada na bezbronny tłum!…


Dzień po dniu, na stację kolejową w obozie zagłady Żydów w Treblince przyjeżdżały pociągi z tysiącami ludzi. Ocenia się, że od pierwszego transportu Żydów z warszawskiego getta z 22 lipca 1942 roku do pamiętnego buntu więźniów i spalenia obozu 2 sierpnia 1943 roku, w Treblince zamordowano około 920 tysięcy Żydów z Austrii, Belgii, Bułgarii, Czechosłowacji, Francji, Grecji, Jugosławii, Niemiec, Polski i ZSRR. Wśród nich znajdował się także Janusz Korczak, jego współpracownicy i podopieczni. W trzynastu komorach gazowych uśmiercano dziennie około siedemnastu tysięcy osób: tyle, ilu mieszkańców jeszcze do niedawna liczył sobie Sokołów.

Te szacunki przyjęli badacze zbrodni hitlerowskich na podstawie ukrytych i ujawnionych po wojnie kolejowych dokumentów przewozowych. Zostały one ocalone dla przyszłości z narażeniem życia przez por. Franciszka Ząbeckiego ps. „Dawny” zakonspirowanemu na stacji kolejowej Treblinka, żołnierzowi VIII kompanii kolejowej AK, działającej na odcinku od Siedlec do Małkini.

Film o Ząbeckim nakręciła Wytwórnia Filmowa Wojska Polskiego „Czołówka” i pewnie leży on nadal w magazynach na Chełmskiej w Warszawie. Pamiętam kadry z tego filmu, przedstawiające proces przed sądami RFN przeciwko komendantowi Treblinki Franzowi Stanglowi i presję jaką wywierały jego „papugi” na świadku oskarżenia, kolejarzu z Treblinki Franciszku Ząbeckim, z obietnicami dostatniego życia na Zachodzie włącznie. Na nic jednak zdały się sztuczki niemieckich adwokatów, komendant obozu kierujący zagładą Żydów zwany „Białą Śmiercią” poniósł zasłużoną karę.

Z filmem tym i jego bohaterem wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia. Kierownik szkoły w Kosowie Lackim pan Zdzisław Nowak podpadł władzom partyjnym powiatu za gloryfikowanie działalności AK-owskiej, polegającą m.in. na organizowaniu spotkań z byłymi żołnierzami AK: Franciszkiem Ząbeckim i Marianem Jakubikiem ps. „Jaśmin”, zakonspirowanym na posterunku żandarmerii niemieckiej w Kosowie Lackim.

Spotkania te odbywały się w szkolnej Izbie Pamięci. Im większym cieszyły się uznaniem mieszkańców miasteczka, tym większą frustrację powodowały w Komitecie Powiatowym PZPR. Kiedy sprawa zaczynała być dla losów kierownika groźna, razem z Gieniem Łukasiukiem, nowym sekretarzem ds. propagandy postanowiliśmy zgłosić Izbę Pamięci w Kosowie do nagrody w wojewódzkim konkursie szkolnych izb pamięci. W ślad za tym poszły prace nad nową aranżacją plastyczną izby, bogatszą dokumentacją uwzględniającą pobliską Treblinkę i starania o zwiększenie ilości eksponatów. Zabiegi te i kilka pozytywnych informacji zamieszczonych w „Trybunie Mazowieckiej” spowodowały, że Izba Pamięci w Kosowie wygrała konkurs. Kierownika szkoły słusznie nagrodzono a powiatowi stróże jedynie słusznej linii musieli uznać swoją porażkę.

środa, 27 maja 2026



 Byłem wczoraj na jubileuszu 60 lecia  Towarzystwa

Społeczno-kulturalnego Ziemi sokołowskiej. Było uroczyście i na bogato
! Zasłużyli na to przede wszystkim wydawnictwami utrwalającymi po wsze
czasy historię naszej małej ojczyzny i  Sokołowian którzy w tej
historii pozostawili trwałe ślady. Zabrakło prawdy ,chociażby
wspomnienia ,o poprzednikach Wandy Wierzchowskiej, Krysi Matysiak czy
obecnej prezes pani Barbary Mosiej. Żyję już tak długo, że pamiętam
czasy słusznie minione a w nich działalność  w stowarzyszeniu Michała
Wozniaka, Eugeniusza Łukasiuka, Waldka Iwaniaka, Witka Brzozowskiego,
Mariana Stecia Henryka Rucińskiego, Henryka  Domańskiego ,Jadzi
Witkowskiej i wielu ,wielu innych społeczników. Zgoda nie było w
tamtych latach tak spektakularnych wydawnictw, bo papier na nie był
ściśle reglamentowany a cenzura paraliżowała każdą inicjatywę. Ale
ukazała się pierwsza monografia Sokołowa pod red. J Kazimierskiego ,a
prof. Doroszewski rozpoczął badania nad gwarą podlaską, której
kontynuację zapewniła jego ówczesna asystentka prof. Falińska. Na
sławne spotkania z ciekawymi ludźmi  w kawiarni Niespodzianka,
Eugeniusz Łukasiuk zaprosił Jana Marię Rokitę-lidera Ruchu Młodej
Polski  z odległego Krakowa. Frekwencja była mizerna, bo Ci co teraz
tak głośno krzyczą „Precz z komuną „ nie byli zainteresowani” co ma do
powiedzenia przeciwnik ówczesnej władzy. Piszę sobie i muzom bo mam
taką  potrzebę przywoływać prawdę o zdarzeniach w których brałem
udział. Oczywiście jest to moja prawda. Jaka jest Wasza ? Piszcie i
posyłajcie do Pracowni Dziejów Miasta naszej wspaniałej biblioteki.
Oby to nie była gówno prawda jak mawiał ks. Tischer.



Wacław Kruszewski
https://waclawkruszewski.blogspot.com/
mail: waclawkruszewski@gmail.com
tel: 516 134 365

  Z cyklu "Tak było"

Stare porzekadło, mówiące o tym, że podróże kształcą znalazło swoje potwierdzenie w niedawnej wycieczce jaką zorganizowali liderzy sokołowskiego oddziału Stowarzyszenia Diabetyków. Wygodnym autokarem po mistrzowsku prowadzonym przez eleganckiego kierowcę po krętych i wąskich drogach Warmii i Mazur 50 osobowa grupa członków stowarzyszenia o 7 rano z parkingu domu kultury ruszyła w Polskę. Dokładniej na północno-wschodnie rubieże. Po drodze mijaliśmy kolorowe,ukwiecone wsie i miasteczka. Podziwialiśmy stare zadbane domy i nowe pseudo- pałacowe budownictwo jak rozległy pałac ślubów przy rondzie w Czyżewie oferujący szeroki zakres usług dla młodych par .Było tam wszystko oprócz” nocy poślubnej”Ale kto wie czy przebojowi właściciele pałacu ślubów niebawem nie wzbogacą swojej oferty.W Zambrowie w dawnych carskich koszarach,kunsztownie zbudowanych z czerwonej cegły mieszkają teraz cywile. Wszędzie przy drogach natrętne reklamy a większości dróg roboty modernizacyjne. W Łomży podobało się nam rondo Hanki Bielickiej stylizowane na jeden ze sławnych kapeluszy aktorki urodzonej w tym mieście. Na pytanie pani Sylwii -uroczej przewodniczki wycieczki z czym kojarzy się panom Łomża odpowiedź była jednoznaczna Mnie ponieważ nie pijam piwa Łomża kojarzy się z nazwiskiem kolegi śp .inż.Franciszka Łomży – wielce zasłużonego dla sokołowskiego budownictwa,autora wielu projektów budowlanych, wieloletniego kierownika Wydziału Architektury i Budownictwa Powiatowej Rady Narodowej w Sokołowie. W odpowiedzi na pytanie przypomniałem znaną niektórym anegdotkę opartą o autentyczne fakty. Mieszkający w Sokołowie przy ulicy Wolności w jednorodzinnym domku p. Franciszek Łomża zlecił w przedsiębiorstwie robót komunalnych wywiezienie szamba. Dyspozytor natychmiast polecił kierowcy wozu asenizacyjnego Jedż szybko do Łomży na ulicę Wolności i załatw sprawę,bo z tym gościem nie możemy pogrywać .Po kilku godzinach dyspozytor dostaje telefon. Panie kierowniku w Łomży nie ma ulicy Wolności ,co mam robić? Wracaj baranie do Sokołowa niezbyt uprzejmie zakończył rozmowę kierownik. Za Łomżą wjechaliśmy na jeden z przydrożnych parkingów by dowiedzieć się,że gospodarze parkingu na widok podjeżdżającego autokaru w pośpiechu wywieszają na toaletach tabliczki „chwilowo nie czynne”Czynne będą jak odjedziemy. Większy postój połączony ze zwiedzaniem parku dzikich zwierząt zaliczyliśmy w Kadzidłowie. Kierowca częstował nas kawą, tojki dawały ulgę pęcherzom a miłośnicy fotografowali znudzone stada saren i jeleni. Jeszcze podziwiamy przepiękne mazurskie krajobrazy,jeszcze nabieramy w płuca nieskażone powietrze a już trzeba ruszać w dalszą drogę do św. Lipki gdzie czeka nas koncert organowy i zwiedzanie Sanktuarium Maryjnego .Podjeżdżamy pod barokowy klasztor z zieloną, wykutą w kształtach liści akantu- bramą nad którą mistrz kowalstwa Jan Schwarc z Reszla pracował 3 lata. Robi wrażenie i pobudza do refleksji nad talentem i pracowitością dawnych rzemieślników. Fachowa przewodniczka oprowadza nas po świątyni opisując barwnie jej historię oraz przykłady iluzjonistycznego malarstwa ściennego dającego złudzenie widoków okien ,krużganków i balkonów na płaskich ścianach .Nagle ze tysięcy piszczałek lipskich organów odzywa się muzyka Jana Sebastiana Bacha. Złote figurki aniołów i świętych umieszczone na unikatowym instrumencie poruszają się. Ze zdumieniem i ciarkami na plecach ,jak dzieci, zadzieramy głowy obserwując i słuchając niesamowitego spektaklu. Organy mają obecnie 40 głosów i 4000 piszczałek .Po Bachu i Schumanie ,przyszedł czas na utwór znany wszystkim Polakom „Polonez Pożegnanie Ojczyzny” Poloneza M.K. Ogińskiego słuchałem wiele razy i w różnych wykonaniach Ale na 40 głosowych organach wspomaganych 4 tysiącami piszczałek w barokowej świątyni o doskonałej akustyce jeszcze nigdy. Nie wytrzymałem i podszedłem do przeora podziękować za niesamowite organowe wykonanie utworu, złożyć ofiarę na konserwację organów ale też prosić by ksiądz opowiadając o kompozytorze- Michale Kleofasie Ogińskim nie zapominał dodawać,że był on właścicielem Sokołowa , którego strażnikiem pamięci jest dziś dyrektor Sokołowskiego Ośrodka Kultury. Organizujący w książęcym parku ciekawe imprezy dla Sokołowian.

piątek, 22 maja 2026

 

Sześćdziesięciolecie domu kultury w Sokołowie przynosi wspomnienia. Dobre i mniej dobre. Warto je przywołać,chociażby dlatego by poznać naszą historię i ludzi,którzy w niej uczestniczyli a nawet mieli wpływ na jej tworzenie. Dziś pragnę opowiedzieć o p.por. Franciszku Ząbeckim – kolejarzu zakonspirowanym na posterunku kolejowym w Treblince. Jako żołnierz z 8 kompanii kolejowej AK obejmującej odcinek Siedlce – Małkinia posługiwał się pseudonimami „Dawny” i „Józuba” Poznałem jego okupacyjne dzieje dzięki św. Pamięci Marianowi Jakubikowi- twórcy i wieloletniemu kierownikowi Muzeum Zbrojowni w Liwie a w czasach wojny też żołnierzowi Armii Krajowej ośrodka „Łasica „obejmującego gminy–Kosów lacki.Chruszczewka, Olszew.  Marian Jakubik pseudonim „Jaśmin” prowadził działalność wywiadowczą doglądając koni na posterunku niemieckiej żandarmerii w Kosowie Lackim.Z jego inspiracji zaprosiłem Ząbeckiego do Sokołowa na bardzo cenione przez bywalców domu kultury „Wieczory przy świecach” w kawiarni Niespodzianka. Pan Franciszek przyjechał ze swoją, świeżo wydaną książką pt.” Wspomnienia Dawne i Nowe” oraz filmem dokumentalnym z procesu komendanta Treblinki Franca Stangla na którym skromny kolejarz z zagubionej wśród pól i lasów podlaskiej wsi raz jeszcze stanął oko w oko z jednym z największych zbrodniarzy hitlerowskich ,zwanych w Treblince „białą śmiercią’ Było to w Dissendorfie w 1970 roku .Na nic zdały się prawnicze sztuczki niemieckich adwokatów.Na nic obietnice dostatniego życia w Republice Federalnej Niemiec, zeznania Ząbeckiego i dowody w postaci listów przewozowych niemieckich kolei,które z zaminowanego posterunku kolejowego w Treblince Ząbecki wyniósł i przechował pogrążyły zbrodniarza. Dostał najwyższy wówczas wymiar kary -dożywotnie więzienie.. Niebawem,przy okazji otwarcia Szkolnej Izby Pamięci w Kosowie o takie spotkanie i projekcję filmu o niezwykłym kolejarzu upomniał się kierownik szkoły pan Zdzisław Nowak.I zaczęły się kłopoty. O częstych spotkaniach mieszkańców Kosowa z akowcami dowiedziano się w komitecie powiatowym. Nad kierownikiem szkoły,organizatorem tych spotkań poczęły gromadzić się czarne c hmury. Na szczęście w komitecie pracowali już ludzie z nowego naboru. Sekretarzem Propagandy był Eugeniusz Łukasiuk-nauczyciel pełniący wcześniej stanowisko kierownika wydziału Oświaty i Kultury w Powiatowej Radzie Narodowej. Sekretarz polecił mi zgłosić Szkolną Izbę Pamięci Narodowej w Kosowie do konkursu dla takich Izb organizowanego przez Kuratorium Oświaty w województwie warszawskim. Dom kultury miał udzielić wszelkiej pomocy w uporządkowaniu i wzbogaceniu zbiorów, opracować nowy wystrój plastyczny, zapewnić skuteczną i atrakcyjną informację dla turystów zwiedzających Treblinkę Zadanie wykonaliśmy i Kosowska Izba wygrała konkurs a kierownik szkoły dostał nagrodę Kuratora Oświaty. W tej sytuacji powiatowi stróże „jedynie słusznej linii "musieli uznać swoja porażkę.

Wacław Kruszewski

  Albośmy to jacy tacy – My Sokołowiacy Pod takim tytułem będę opisywał życie i kariery zawodowe naszych rodaków, tych powszechnie znanyc...