Wacław Kruszewski
piątek, 9 października 2026
środa, 7 października 2026
Tak było! Poprosił mnie pan Stanisław Oleksiak - brat legendarnego „Wichury”, bym pojechał na spotkanie kombatantów AK do Sterdyni. Spotkanie, któremu przewodniczył i gościny udzielił wójt Gminy Sterdyń pan Marian Zalewski, poświęcone było formie i miejscu upamiętnienia akcji „Burza” - zbrojnemu wystąpieniu AK przeciwko okupantowi. Z książki Jana Gozdawy-Gołębiowskiego: Obszar warszawski Armii Krajowej: „Na terenie powiatu sokołowskiego koncentracja oddziałów AK obwodu „Proso” rozpoczęła się 24 lipca 1944 roku w trzech rejonach:
I. W lasach sterdyńskich koło leśniczówki smolarnia dla ośrodków Sterdyń, Kosów Lacki, Olszew, Chruszczewka i część Sabni.
II. W lasach repkowskich koło bażantarni dla ośrodków Repki, Wyrozęby, Korczew, Jabłonna i druga część Sabni.
III. W lasach rucheńskich dla reszty obwodu.
Komendantami poszczególnych rejonów koncentracji byli: w Smolarni major Czesław Majewski ps. „Moro”, „Mieszko”. Zastępcą był porucznik Lucjan Gawryś ps. „Ryś”.
W Bażantarni komendantem był rotmistrz Jan Buraczewski ps. „Zych”. Zastępcą porucznik Wacław Piekarski ps. „Jastrzębiec”.
Na Smolarnię przybyły oddziały leśne podporucznika Tadeusza Ruszczyńskiego ps. „Sokół” - 70 ludzi, plutonowego Jana Jenscha ps. „Stojan” - 80 ludzi, oddział porucznika Lucjana Gawrysia ps. „Ryś” - 50 ludzi, obwodowy odział dywersyjny podporucznika Aleksandra Tomaszewicza ps. „Jagoda” - 35 ludzi, 19 osobowy pluton łączności z radiostacją pod dowództwem podporucznika rezerwy Antoniego Popowskiego ps.”Zenon”, oraz zwiad konny w sile 17 kawalerzystów z podporucznikiem rezerwy inż. Jerzym Łozińskim ps. „Podkowa”. Na koncentrację przybył również Delegat Rządu na powiat sokołowski - sędzia Franciszek Krysiak.
Wszystkie oddziały były uzbrojone i umundurowane. Ponadto dotarły tu cztery patrole sanitarne (po trzy sanitariuszki) wystawione przez Wojskową Służbę Kobiet pod dowództwem Kazimierza De Larsac. Szpital polowy w pałacu hrabiów Krasińskich w Sterdyni zorganizował docent Jan Krysiak ps.”Wenet” Poza wymienionymi oddziałami na Smolarnię przybyło około tysiąc nieuzbrojonych żołnierzy AK i ochotników.
27 lipca 1944 roku o godz. 700 na Smolarnię przybył major J. Sasin. Na zwołanej naradzie oficerskiej przedstawił aktualną sytuację Armii Krajowej w obwodzie. Silny nalot samolotów radzieckich na Sokołów wieczorem i w nocy 26 lipca 1944 roku, uniemożliwił koncentrację oddziałów w lasach rucheńskich, bowiem duża część żołnierzy, która miała się tam zebrać, pochodziła z Sokołowa. W wyniku nalotu, centrum miasta zostało całkowicie zniszczone, zginęło 450 osób, rannych było ok. 1000. W tym czasie pozostawały w mieście konspiracyjne władze polskie. Między innymi profesor Nikodem Księżopolski ps. „Kiejstut” - jako komendant miasta, podporucznik rezerwy Henryk Giergielewicz ps. „Łącki”, Edward Kupski ps. „Andrzej”, Janina Księżopolska ps. „Nina”, dr Antoni Perłowski ps. „Korybut” oraz kilka sanitariuszek. Komendant miasta posiadał do swojej dyspozycji radiostację odbiorczą, ulokowaną w domu przy ul. Kościuszki 12, za pomocą której otrzymywał dyspozycję z komendy podokręgu wschodniego, przekazywane następnie przez łączniczki do miejsca postoju majora J. Sasina.
Wykonując dyspozycję komendy podokręgu wschodniego i Londynu, major J. Sasin wyznaczył dwie grupy do nawiązania kontaktu z Armią Czerwoną. Jedna miała przeprawić się przez Bug. Zadanie to zlecono podporucznikowi Piotrowi Wodzińskiemu ps. „Wicher” i docentowi Kazimierzowi Roszkowskiemu ps. „Judym”. Nocą z 4 na 5 sierpnia 1944 roku żołnierz AK Stefan Kazik, mieszkający we Frankopolu, przeprawił delegatów, których we wsi Tonkiele przyjął radziecki generał Władymirow. Generał odrzucił postulat dalszej walki batalionu AK u boku Armii Czerwonej i zażądał, by wszystkie oddziały zebrały się w „Bażantarni” i tam oczekiwały nadejścia Armii Czerwonej. Zaznaczył ponadto, by osobno zgrupować oficerów i osobno szeregowców.
Druga grupa z sędzią Krysiakiem dotarła do Grochowa, gdzie nawiązała łączność z oddziałem podporucznika Mariana Solnickiego ps. „Dzik”. Pluton podporucznika Solnickiego, idąc przez Patrykozy oraz wsie Czajki i Ginia, natknął się na wojska węgierskie, które bez żadnych przeszkód przepuściły Polaków przez linię frontu, gdzie spotkali się z grupą radzieckich oficerów. Podczas przyjęcia radzieccy oficerowie radzili, by żołnierze AK nie przyłączali się do Armii Czerwonej. Otwarcie oświadczyli, że oddziały AK zostaną rozbrojone, a żołnierze wywiezieni w głąb Rosji.
Podporucznik „Dzik” natychmiast przekazał te informacje sędziemu Krysiakowi. 6 sierpnia na naradzie w majątku Grodzisk, major J. Sasin. z uwagi na jednoznaczne stanowisko władz radzieckich zmierzające do rozbrojenia i internowania żołnierzy AK, według wzorców zastosowanych w Wilnie, rozkazał rozwiązać wszystkie odziały w obwodzie, broń ukryć, łączność zaś utrzymać na istniejącej sieci.
Z chwilą wkroczenia Armii Czerwonej do Sokołowa major J. Sasin wraz ze swoim sztabem ujawnił się przed władzami radzieckimi. Wszyscy zostali aresztowani.”
W czasie akcji „Burza” doszło do kilku potyczek z Niemcami i Własowcami, a nawet otwartej bitwy pod wsią Jagodnik, stoczonej w obronie uwięzionych rolników ze wsi Rytele. W bitwie tej poległo dwudziestu niemieckich żołnierzy. Po stronie polskiej było dwóch rannych, w tym podchorąży „Halban”. Zakładników uwolniono. Represji nie było. Dodatkowym efektem bitew było przerwanie przez Niemców prac fortyfikacyjnych w tym rejonie.
Dziś w miejscu tej udanej akcji stoi pomnik zbudowany staraniem żyjących jeszcze żołnierzy obwodu „Proso” .
Dwóch z nich przybyło na spotkanie do Sterdyni, by w imieniu towarzyszy broni upamiętnić wydarzenia, jakie miały miejsce w pobliskich lasach sterdyńskich i ceranowskich 60 lat temu. By przypomnieć i utrwalić w pamięci na spiżowych tablicach i polnych kamieniach historię Polski Walczącej, by przekazać następnym pokoleniom fenomen Polskiego Państwa Podziemnego, jedynego państwa w okupowanej wówczas Europie, mającego swoje konstytucyjne władze cywilne i wojskowe. Trzeba to przypominać i pielęgnować w nowej zjednoczonej Europie, by nie stracić niczego, co z takim trudem wywalczyli nasi ojcowie. Właśnie w tym roku 17 pażdziernika obchodzić będziemy 60 rocznicę powstania Polskiego Państwa Podziemnego.Niestrudzony strażnik pamięci akowskiej pan Stanisław Oleksiak- nasz rodak piastujący zaszczytną funkcję przewodniczącego Zarządu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej zamierza w dniu 3 października upamiętnić tablicą udaną akcję spalenia dokumentów niemieckiego urzędu pracy mieszczącego się w dzisiejszej siedzibie Ariol banku przy ulicy Wolności .Dzięki tej akcji wykonanej w bezpośrednim sąsiedztwie żandarmerii/budynek d.Podlasianki/ tysiące młodych Polaków uratowano przed wywózkami na roboty do Niemiec
poniedziałek, 5 października 2026
Dlaczego obraz El Greco nie trafił do Sokołowskiego Ośrodka Kultury
Rok 2014 ogłoszony został Rokiem El Greco. Jedyny obraz tego artysty w Polsce, „Ekstaza św. Franciszka”, eksponowany obecnie w Muzeum Diecezjalnym w Siedlcach, odnaleziono 50 lat temu w Kosowie Lackim. Ciekawy epizod związany z tym dziełem wspomina Wacław Kruszewski, wieloletni dyrektor ośrodka kultury w Sokołowie Podlaskim. Obraz, jak się dopiero później okazało El Greco, proboszcz kosowskiej parafii, ks. Władysław Stępień chciał podarować domowi kultury, jeśli dostanie asygnatę na zakup czterech ton blachy potrzebnej na pokrycie dachu; „Pod ciężarem cementowej dachówki gną się konstrukcje dachu zabytkowego kościoła i grozi mu katastrofa budowlana. Panu, jako człowiekowi zajmującego się kulturą, powinno na tym zależeć”, przekonywał proboszcz z Kosowa dyrektora Wacława Kruszewskiego i zaprosił go na plebanię, by pokazać mu stary obraz odnaleziony na strychu kościoła. Nie bez obaw, gnany ciekawością i chęcią zobaczeniem starego obrazu pojechałem do Kosowa. Tam wstąpiłem do sklepu pana Janusza Dmowskiego, któremu pomagałem dotacjami na budowę remizy strażackiej, by poradzić się, jak mam się zachować na plebanii, gdyż z księżmi jeszcze nie miałem kontaktów służbowych; wspomina Wacław Kruszewski. Pan Janusz rozwiał moje obawy i doradzał, by wszystkie prośby księdza władze powiatowe spełniły, co mieszkańcy Kosowa uznają za dobry gest, łagodzący ich oburzenie z powodu rozwiązania orkiestry dętej za udział i grę na mszy rezurekcyjnej. Jak pamiętam, orkiestra ta prowadzona przez miejscowego księdza, grała też na pochodach pierwszomajowych i jej członków żadna klątwa kościelna nie spotkała. Byłem pozytywnie urobiony przez pana Janusza i, oglądając się za siebie, ruszyłem na plebanię. Tam przy herbatce z konfiturami ks. Władysław dołożył do swojego wniosku o asygnatę na blachę jeszcze zgodę na zagospodarowanie granitowych odpadów z pomnika upamiętniającego były nazistowski obóz zagłady Żydów w Treblince. Rozmawiał już z kierownikiem budowy, ale on uzależnił swoją decyzję od zgody powiatu i wskazał na mnie, jako na urzędnika mogącego pomóc w takiej sprawie. Sterty gruzu z ociosywanych 17 000 głazów w Treblince pomogły księdzu Władysławowi zbudować trwałe ogrodzenie powiększonego kosowskiego cmentarza, zaś kierownikowi uprzątnąć plac budowy i bez dodatkowych kosztów przygotować Mauzoleum Walki i Męczeństwa w Treblince do uroczystego otwarcia 10 maja 1964 roku, wyjaśnia Wacław Kruszewski. Z asygnatą umożliwiającą zakup blachy szło jednak gorzej. Po wizycie u pani Zofii Jazurkowej dowiedziałem się, że blacha jest tylko na obróbki blacharskie i rynny; kontynuuje. Ale jako osoba wierząca, chciałabym pomóc proboszczowi z Kosowa. Więc jeśli i mnie zależy na ratowaniu zabytkowego kościoła, powinienem udać się do przewodniczącego i uzyskać jego pismo o zwiększenie przydziału dla naszego powiatu i jeśli uda się dostać zwiększenie limitu, chętnie wniosek księdza załatwimy pozytywnie. Przewodniczący Stanisław Zambroń odpowiedział krótko: „radzę wam kierowniku zająć się domem kultury, a nie świętymi obrazami i kontaktami z klerem. Z tego mogą być tylko kłopoty, a ja też chcę doczekać emerytury. Żadnego pisma nie będzie i nie zawracajcie mi głowy”. Wróciłem do biura i napisałem pismo o Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, Wacława Kochanowskiego informujące o wiszącym na plebanii w Kosowie starym obrazie. Niebawem przyjechały do ks. Stępnia panie konserwatorki Izabella Galicka i Hanna Sygietyńska. Obejrzały obraz poczerniały od dymów ze świec i zrobiły raport. Dalsze losy obrazu są znane choćby z ciekawej książki Artura Ziontka, kończy wspomnienia Wacław Kruszewski. Od tamtych chwil mija właśnie 50
środa, 30 września 2026
| czw., 24 wrz, 16:25 (6 dni temu) | |||
| ||||
|
wtorek, 29 września 2026
Mieczysława Ćwiklińska
Z bardzo wielu imprez, jakie miałem przyjemność organizować razem z pracownikami domu kultury w latach, jak mówią teraz „słusznie minionych” w mojej pamięci pozostało ledwie kilkanaście spośród nich. Zastanawiam się, jak to się dzieje, że nie pamiętam np.koncertu Czesława Niemena, a dobrze pamiętam występy bułgarskich piosenkarek Krasymiry Minewy i Margaret Nikołowej. Niewiele pamiętam ze wspaniałego koncertu orkiestry jazzowej Gustawa Broma z solistami HelenąVondraczkovą i Karolem Gottem a dobrze pamiętam, że chór filharmoników z Nowosybirska wystąpił w Sokołowie w czarnych garniturach i jasnych, brązowych pantoflach hurtem zakupionych w Warszawie. Pamiętam również „Trubadurów”, bo w czasie występu tuż za ich plecami runęła spod stropu na scenę metalowa sztanga z maskującą kurtyną. Pamiętam, jak Jacek Fedorowicz po słowach „ja jestem gotów stanąć na głowie, by państwa rozbawić” zeskoczył ze sceny i przed panią Jadzią Maraskową stanął na rękach a następnie przedefilował w ten sposób przed pierwszym rzędem widzów. Pamiętam dyskusję pana Mirka Zalewskiego z Jerzym Ofierskim. Zalewskiemu, wówczas pracownikowi Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Morszkowie nie podobała się prześmiewcza krytyka sołtysa Kierdziołka pod adresem rolników, więc wszedł na scenę i obsobaczył popularnego w Polsce artystę. Dostał burzliwe brawa od widzów i podziękowania od władz powiatowych Doskonale pamiętam interwencję dyrektora Zbigniewa Koprowskiego śpieszącego z lekarską pomocą „omdlałej” na scenie Mieczysławie Ćwiklińskiej. Pani Miecia zbliżała się do setki, a w znakomitej sztuce hiszpańskiego dramaturga AlejandroCasony „Drzewa umierają stojąc” miała tańczyć ze swoim scenicznym partnerem upojne tango. W trosce o zdrowie znakomitej ale i wiekowej artystki uprosiłem dyrektora szpitala o przysłanie lekarza na wieczorne przestawienie. Dyrektor przyszedł osobiście, dając tym dowód troski i zaangażowania w sprawy kultury. Kiedy na scenie pani Miecia wyzwoliła się z objęć partnera i osunęła się teatralnie na fotel, cała widownia zamarła. Doktor Koprowski z podręczną apteczką wbiegł na scenę, by po chwili jednak stwierdzić, że to nie zawał a znakomita gra aktorska. Szarmancko podał sędziwej aktorce ramię, a ona wstając w fotela podziękowała lekarzowi i widzom swoim niezapomnianym uśmiechem. Brawom nie było końca.
Proszą mnie znajomi, bym utrwalił swoje wspomnienia zanim dopadnie mnie jakiś Alzheimer.Będę więc sam pisał i zachęcał ludzi z mojego pokolenia, by także oni pozostawili po sobie trwały i prawdziwy ślad naszej wspólnej historii. Niebawem uzbieram tych tekstów tyle, by stworzyć książkę i kiedy znajdę sponsorów wydam ją by, jak się teraz ładnie mówi: dać świadectwo prawdzie.
Wielka radość sprawiła mi wiadomość o odnalezieniu archiwum fotograficznego Powiatowego Domu Kultury w Sokołowie. Archiwum to powstało w 1964 roku wraz z powstaniem Powiatowego Domu Kultury i zawierało zdjęcia z imprez oraz wszystkich ważniejszych wydarzeń jakie miały miejsce w naszym mieście i powiecie. Od budowy i otwarcia ważnych inwestycji – szpitala ,poczty, zakładów mięsnych, pawilonów handlowych, uroczystości odsłonięcia pomników Mauzoleum Walki i Męczeństwa w Treblince po dewizowy odłów zajęcy, pożary we wsiach Ceranów i Bielany, obchody świąt państwowych i religijnych. Są też utrwalone przez fotoreporterów domu kultury wizyty partyjnych i państwowych dostojników Edwarda Gierka w Sterdyni i Wicepremiera Józefa Tejchmy w Powiatowym Ośrodku Kultury. Autorami zdjęć byli instruktorzy i członkowie klubu fotograficznego Powiatowego Domu Kultury a później Powiatowego Ośrodka Kultury: Leszek Piećko, Wojtek Paczuski , Kuba Pietrzykowski , Henryk Rudaś ,Michał Kurc , Grzegorz Piaskowski i Henryk Rosochacki. Klub posiadał doskonałe jak na tamte czasy aparaty fotograficzne z bogatym wyposażeniem w wymienne obiektywy ,lampy błyskowe, światłomierze, statywy, powiększalniki, suszarki bębnowe itp. Instruktorzy dysponowali aparatami na format 6x6(Pentacon six i, Practisix i Kijew prod NRD i ZSRR oraz małoobrazkowymi lustrzankami Exacta Varex i Laica i Minolta.Taki sprzęt oraz materiały niemieckiego Kodaka i ,angielskiego Ilforda zdobywane od profesjonalnych fotoreporterów z CAF-u w połączeniu z umiejętnościami ciągłym doskonaleniem instruktorów przynosiły chlubę miastu i domowi kultury. Warto przypomnieć ,że w corocznych konkursach fotograficznych organizowanych w woj. Warszawskim zwykle zajmowaliśmy pierwsze miejsca. Po nas był Płock i Wołomin. Miło słyszeć,że nasz specjalista od fotoreportaży z koncertów gwiazd -Kuba Pietrzykowski z sukcesami prowadzi w USA zakład fotograficzny w którym zatrudnia kilku Japończyków robiących zdjęcia chicagowskim Vipom Na stronach internetowych można podziwiać przepiękne zdjęcia współczesnego Sokołowa wykonane przez Michała Kurca –członka Stowarzyszenia Fotografików Polskich.- laureata wielu konkursów i wystaw fotograficznych a przede wszystkim bacznego obserwatora zmieniającego się obok nas i z nami – świata.
Pani dyrektor Sokołowskiego Ośrodka Kultury Maria Koc doceniając historyczną wartość odnalezionych zdjęć zleciła specjalistom ich cyfrowe utrwalenie .Mamy więc na trwałych nośnikach elektronicznych zapisaną historię Sokołowa , powiatu sokołowskiego i jego mieszkańców z czasów PRL-u. Ufając mojej pamięci poprosiła mnie o opisanie tych zdjęć .Podjąłem się tej benedyktyńskiej pracy z wielką przyjemnością i jak zawsze bezinteresownie gdy chodzi o sprawy społeczne Następnie Sokołowski Ośrodek Kultury przygotuję wielką wystawę fotograficzną, która będzie wydarzeniem roku. Nasza redakcja już od dzisiaj , co tydzień będzie publikowała zdjęcia z archiwum domu kultury prosząc czytelników wzbogacenie informacji o rozpoznanych postaciach, obiektach, czasie i ewentualnie autorze fotografii. Archiwum zawiera bowiem reprodukcje starych zdjęć pozyskanych od mieszkańców i Centralne Archiwum Fotograficzne na różne wystawy dokumentalne. Na początek dwa z nich. Pierwsze ukazuję władze Państwa podczas składania wieńca na uroczystościach otwarcia Mauzoleum Walki I Męczeństwa w Treblince 10 maja 1964 roku. Przedstawiciele władz są powszechnie znani ,nas interesują dwie harcerki dźwigające okazały wieniec .Może ktoś je rozpozna? Drugie zdjęcie przedstawia członków chóru parafialnego na wycieczce do lasu po jagody Na tym zdjęciu odnalazłem swoją szkolną sympatię – Lilkę Banaszczukówną. Zatem zdjęcie pochodzi z lat pięćdziesiątych lub pierwszych lat sześćdziesiątych. Autorem zdjęcia mógł być pan Michał Matysiak późniejszy kierownik Wydziału Finansowego Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Sokołowie. Uzasadnia ten wybór jego zamiłowanie do fotografii i śpiewu .Był obok Michała Wożniaka, Tadeusza Jastrzębskiego, Aleksandra Zadrożnego członkiem popularnego zespołu śpiewaczego Czwórki Rewelersów Dobrze byłoby poznać historie tego chóru w którym śpiewali zacni mieszkańcy Sokołowa.
| pon., 21 wrz, 19:03 (8 dni temu) | |||
| ||||
-
Przejrzałem ostatnio sterty pieczołowicie zachowanych plansz dokumentujących działalność domu kultury z lat mojej aktywności w sokołowsk...
-
Jak widać moje teksty nie pasują pani do portalu Życia Sokołowa . Naiwnie sądziłem, że od zdolnej i wykształconej na katolickiej uczelni...
-
Jest w orkiestrach dętych jakaś siła Zdjęcie z archiwum Wacława Kruszewskiego Śpiewała tak m.in. na koncercie Estrady warszawskiej w Powiat...
