poniedziałek, 14 września 2026

    Znałem Go gdyż całe lata pracowałem razem nad cywilizacyjnym rozwojem mieszkańców Podlasia i wschodniego Mazowsza . On w Warszawie w Ministerstwie Kultury i Sztuki ja 100 kilometrów od stolicy na wschodnich kresach Rzeczpospolitej Razem walczyliśmy z cenzurą i biurokracją ograniczającą ludzkie inicjatywy. Janusz jak niewielu ówczesnych urzędników szczebla centralnego rozumiał i wspierał kulturę na polskiej prowincji, na wsi i w małych miasteczkach.. Tam gdzie była uboga i bardzo potrzebna.. Potrafił wprowadzić do planów gospodarczych Polski budowę nowego kina w Mińsku Mazowieckim i Szkołę Muzyczną w Siedlcach. Szczególną troską otaczał program remontów zabytkowych dworów ,i pałaców a w nich organizację bibliotek ,muzeów i domów kultury Pomnikowymi dziełami Dyrektora Janusza Nowickiego pozostaną na wieki zabytkowy ratusz w Maciejowicach ocalony i zaadaptowany na muzeum T Kościuszki ,biblioteka w Węgrowie w zabytkowym domu kupców Gdańskich i Dom Pracy Twórczej Reymontówka w Chlewiskach. Jako nauczyciel z zawodu dbał o rozwój ciągłe doskonalenie kadry animatorów kultury stwarzając im szansę studiowania na uczelniach artystycznych i uniwersytetach. Przy tym wszystkim był niezwykle życzliwy na ludzkie potrzeby. W tamtych czasach  których zbyt dużą rolę widziano w propagandzie kultury wielkomiejskiej Janusz dostrzegał wartości jakie wnoszą do kultury narodowej twórcy ludowi,, muzycy orkiestr OSP, członkowie amatorskich zespołów artystycznych .Takich działaczy kultury dziś nie zobaczysz i dlatego to wielka strata dla nas wszystkich ludzi myślących i społecznie wrażliwych jak śp Janusz Nowicki. Pozostanie w naszej pamięci a Jego dzieła będą pielęgnowane i wzbogacane przez następców

 

Dlaczego obraz El Greco nie trafił do Sokołowskiego Ośrodka Kultury

 

Rok 2014 ogłoszony został Rokiem El Greco. Jedyny obraz tego artysty w Polsce, „Ekstaza św. Franciszka”, eksponowany obecnie w Muzeum Diecezjalnym w Siedlcach, odnaleziono 50 lat temu w Kosowie Lackim. Ciekawy epizod związany z tym dziełem wspomina Wacław Kruszewski, wieloletni dyrektor ośrodka kultury w Sokołowie Podlaskim. Obraz, jak się dopiero później okazało El Greco, proboszcz kosowskiej parafii, ks. Władysław Stępień chciał podarować domowi kultury, jeśli dostanie asygnatę na zakup czterech ton blachy potrzebnej na pokrycie dachu; „Pod ciężarem cementowej dachówki gną się konstrukcje dachu zabytkowego kościoła i grozi mu katastrofa budowlana. Panu, jako człowiekowi zajmującego się kulturą, powinno na tym zależeć”, przekonywał proboszcz z Kosowa dyrektora Wacława Kruszewskiego i zaprosił go na plebanię, by pokazać mu stary obraz odnaleziony na strychu kościoła. Nie bez obaw, gnany ciekawością i chęcią zobaczeniem starego obrazu pojechałem do Kosowa. Tam wstąpiłem do sklepu pana Janusza Dmowskiego, któremu pomagałem dotacjami na budowę remizy strażackiej, by poradzić się, jak mam się zachować na plebanii, gdyż z księżmi jeszcze nie miałem kontaktów służbowych; wspomina Wacław Kruszewski. Pan Janusz rozwiał moje obawy i doradzał, by wszystkie prośby księdza władze powiatowe spełniły, co mieszkańcy Kosowa uznają za dobry gest, łagodzący ich oburzenie z powodu rozwiązania orkiestry dętej za udział i grę na mszy rezurekcyjnej. Jak pamiętam, orkiestra ta prowadzona przez miejscowego księdza, grała też na pochodach pierwszomajowych i jej członków żadna klątwa kościelna nie spotkała. Byłem pozytywnie urobiony przez pana Janusza i, oglądając się za siebie, ruszyłem na plebanię. Tam przy herbatce z konfiturami ks. Władysław dołożył do swojego wniosku o asygnatę na blachę jeszcze zgodę na zagospodarowanie granitowych odpadów z pomnika upamiętniającego były nazistowski obóz zagłady Żydów w Treblince. Rozmawiał już z kierownikiem budowy, ale on uzależnił swoją decyzję od zgody powiatu i wskazał na mnie, jako na urzędnika mogącego pomóc w takiej sprawie. Sterty gruzu z ociosywanych 17 000 głazów w Treblince pomogły księdzu Władysławowi zbudować trwałe ogrodzenie powiększonego kosowskiego cmentarza, zaś kierownikowi uprzątnąć plac budowy i bez dodatkowych kosztów przygotować Mauzoleum Walki i Męczeństwa w Treblince do uroczystego otwarcia 10 maja 1964 roku, wyjaśnia Wacław Kruszewski. Z asygnatą umożliwiającą zakup blachy szło jednak gorzej. Po wizycie u pani Zofii Jazurkowej dowiedziałem się, że blacha jest tylko na obróbki blacharskie i rynny; kontynuuje. Ale jako osoba wierząca, chciałabym pomóc proboszczowi z Kosowa. Więc jeśli i mnie zależy na ratowaniu zabytkowego kościoła, powinienem udać się do przewodniczącego i uzyskać jego pismo o zwiększenie przydziału dla naszego powiatu i jeśli uda się dostać zwiększenie limitu, chętnie wniosek księdza załatwimy pozytywnie. Przewodniczący  Stanisław Zambroń odpowiedział krótko: „radzę wam kierowniku zająć się domem kultury, a nie świętymi obrazami i kontaktami z klerem. Z tego mogą być tylko kłopoty, a ja też chcę doczekać emerytury. Żadnego pisma nie będzie i nie zawracajcie mi głowy”. Wróciłem do biura i napisałem pismo o Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, Wacława Kochanowskiego informujące o wiszącym na plebanii w Kosowie starym obrazie. Niebawem przyjechały do ks. Stępnia panie konserwatorki Izabella Galicka i Hanna Sygietyńska. Obejrzały obraz poczerniały od dymów ze świec i zrobiły raport. Dalsze losy obrazu są znane choćby z ciekawej książki Artura Ziontka, kończy wspomnienia Wacław Kruszewski. Od tamtych chwil mija właśnie 50 lat...

środa, 9 września 2026

 

W pzdzierniku br. W Sokołowie Podlaskim znanym wśród tysięcy podobnych miast w Polsce z działalności kulturalnej i.. parówek .odbędzie się jubileusz 60lecia  Domu Kultury.Zasługi w szeroko rozumianej kulturze mieszkańcy miasta zawdzięczają Sokołowskiemu Ośrodkowi Kultury,,  który od ponad pól wieku dba  o kulturę i kondycję społeczną Sokołowian, zaś o  dobą żywność / słynne sokołowskie parówki/ Zakłady Mięsne zbudowane za Gierka przez firmę EPSTAIN z Chicago w 1974 roku.     Po wymianie poglądów pomiędzy   pierwszym i aktualnym dyrektorem tej zasłużonej instytucji kultury w Sokołowie przyjęto koncepcję,że 60lecie Domu Kultury w Sokołowie ze względów oszczędnościowych przebiegać będzie pod  hasłem  “OD WACKA DO JACKA”  Pierwszym zwiastunem    tych obchodów będzie okolicznościowy plakat  ukazujący w czarno -białej tonacji działalność domu kultury w czasach PRL-u i w drugiej połówce  czasy dokonań kolejnych dyrektorów. Szanując wspomnienia i sokołowskie tradycje kulturalne  dyrektor p. Jacek Drążkiewicz zaproponował  sympatyczną kameralną imprezę przypominającą słynną Schadzkę u Wacka/   "czyli pogwarki  Sokołowian o kulturze  dawniej i dziś.  Spotkanie nawiązuję do tradycji imprez towarzyskich w Powiatowym domu kultury w latach siedemdziesiątych .Oprawę muzyczną i adekwatne do tematu schadzki piosenki tworzyli Roman  Brochocki  i Piotr Jankowski instruktorzy muzyki w POK. Czasy beztroskich zabaw i normalnych stosunków między ludzkich minęły, to podejmijmy  próbę oceny co w sokołowskiej kulturze było dobre i warte zapamiętania a co wspólnie odrzuciliśmy jako szkodliwe społecznie. Niech okazją do nieskrepowanej wymiany poglądów będzie jubileusz Sokołowskiego Ośrodka Kultury. Instytucji ,która od ponad półwiecza dba o kulturę mieszkańców miasta i powiatu. Wymianę poglądów ułatwią  pierwszy /Wacław Kruszewski /  i   aktualny /Jacek Drążkiewicz/ dyrektorzy tej instytucji . oraz pokaz zdjęć i nagrań z historii działalności kulturalnej Ochotniczej   Straży Pożarnej, Zespołu Pieśni i Tańca PZGS ,   spektakli teatralnych  Zakonu Salezjanów   aż po czasy współczesne. Warto o tym opowiedzieć by  uświadomić niedowiarkom że mądra kontynuacja prowadzi do sukcesu  a  na sukcesy kultury sokołowskiej pracowali od pokoleń tacy ludzie jak  Leokadia Tyburowa -organizatorka teatru OSP, Aleksander i Wiktor Langowscy, pierwszy  organista a drugi kapelmistrz orkiestry  dętej,    Michał Wożniak-organizator Zespołu Pieśni Tańca PZGS i lider „czwórki rewelersów, „ksiądz Walaszek twórca teatru  zakonu Salezjanów, Janina Tenderenda-choreograf i kierownik Zespołu Pieśni i Tańca Ligi Przyjaciół Żołnierza. T o dzięki  nim  warszawscy decydenci doszli do słusznego wniosku .,że  Sokołów zasługuje na budowę domu kultury jednej z dwóch  w 1955 r, państwowych inwestycji kulturalnych, w Polsce .Drugi o podobnej architekturze i  rozmiarze W Mrągowie .Pokażemy  na spotkaniu  fragment Polskiej Kroniki Filmowej z 1973 roku o działalności klubów i zespołów domu kultury. Filmowa taśma tej kroniki zaginęła ale zachował się fragment zapisu w Internecie. Zainteresowani historią kultury sokołowskiej zapewne poznają siebie tańczących i recytujących w teatrzyku dziecięcym  Halinki Kędziory,filmowców Kuby Pietrzykowskiego i Leszka Piećki przedstawionych w kronice jako konkurencja ich roboty, czy   chłopaków z radioklubu Andrzeja Sosnowskiego prowadzących rozmowy z podobnymi do nich z całego świata. Zainteresowanych kulturą Sokołowian zapraszamy do śledzenia i komentowania informacji  o tych wydarzeniach na stronach Sokołowskiego Ośrodka Kultury i “ Łączy nas kultura i Sokołów “ Wacława Kruszewskiego.

 

Mieczysława Ćwiklińska

Z bardzo wielu imprez, jakie miałem przyjemność organizować razem z pracownikami domu kultury w latach, jak mówią teraz „słusznie minionych” w mojej pamięci pozostało ledwie kilkanaście spośród nich. Zastanawiam się, jak to się dzieje, że nie pamiętam np.koncertu Czesława Niemena, a dobrze pamiętam występy bułgarskich piosenkarek Krasymiry Minewy i Margaret Nikołowej. Niewiele pamiętam ze wspaniałego koncertu orkiestry jazzowej Gustawa Broma z solistami HelenąVondraczkovą i Karolem Gottem a dobrze pamiętam, że chór filharmoników z Nowosybirska wystąpił w Sokołowie w czarnych garniturach i jasnych, brązowych pantoflach hurtem zakupionych w Warszawie. Pamiętam również „Trubadurów”, bo w czasie występu tuż za ich plecami runęła spod stropu na scenę metalowa sztanga z maskującą kurtyną. Pamiętam, jak Jacek Fedorowicz po słowachja jestem gotów stanąć na głowie, by państwa rozbawićzeskoczył ze sceny i przed panią Jadzią Maraskową stanął na rękach a następnie przedefilował w ten sposób przed pierwszym rzędem widzów. Pamiętam dyskusję pana Mirka Zalewskiego z Jerzym Ofierskim. Zalewskiemu, wówczas pracownikowi Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Morszkowie nie podobała się prześmiewcza krytyka sołtysa Kierdziołka pod adresem rolników, więc wszedł na scenę i obsobaczył popularnego w Polsce artystę. Dostał burzliwe brawa od widzów i podziękowania od władz powiatowych Doskonale pamiętam interwencję dyrektora Zbigniewa Koprowskiego śpieszącego z lekarską pomocą omdlałej na scenie Mieczysławie Ćwiklińskiej. Pani Miecia zbliżała się do setki, a w znakomitej sztuce hiszpańskiego dramaturga AlejandroCasony „Drzewa umierają stojąc” miała tańczyć ze swoim scenicznym partnerem upojne tango. W trosce o zdrowie znakomitej ale i wiekowej artystki uprosiłem dyrektora szpitala o przysłanie lekarza na wieczorne przestawienie. Dyrektor przyszedł osobiście, dając tym dowód troski i zaangażowania w sprawy kultury. Kiedy na scenie pani Miecia wyzwoliła się z objęć partnera i osunęła się teatralnie na fotel, cała widownia zamarła. Doktor Koprowski z podręczną apteczką wbiegł na scenę, by po chwili jednak stwierdzić, że to nie zawał a znakomita gra aktorska. Szarmancko podał sędziwej aktorce ramię, a ona wstając w fotela podziękowała lekarzowi i widzom swoim niezapomnianym uśmiechem. Brawom nie było końca.

Proszą mnie znajomi, bym utrwalił swoje wspomnienia zanim dopadnie mnie jakiś Alzheimer.Będę więc sam pisał i zachęcał ludzi z mojego pokolenia, by także oni pozostawili po sobie trwały i prawdziwy ślad naszej wspólnej historii. Niebawem uzbieram tych tekstów tyle, by stworzyć książkę i kiedy znajdę sponsorów wydam ją by, jak się teraz ładnie mówi: dać świadectwo prawdzie.



 

Trwające do dziś, moje przyjazne związki z Kosowem i Kosowianami sięgają początków lat pięćdziesiątych, czasów szkolnej edukacji z Mietkiem Harasimem, Włodkiem Supłem ,Andrzejem Kowalczykiem. Oni mieszkali w internacie na ulicy Olszewskiego a ja w jego sąsiedztwie na ulicy Siedleckiej. Za wspólne odrabianie lekcji ,które w internacie były ściśle przestrzeganą zasadą zapewniałem moim kolegom bezpieczeństwo na spacerach z najładniejszymi sokołowiankami Wandą Lewandowską i Basią Tenderendą. Po maturach nasze kontakty zanikły. Każdy poszedł własną drogą. Ja starałem się dostać na studia do Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Siostra studiująca dziennikarstwo zapewniła mi fachową pomoc w interpretacji „Sonetów Krymskich „ ze strony koleżanek- przyszłych aktorek mieszkających razem w Nowej Dziekance na Krakowskim Przedmieściu. Była wśród nich Lidia Korsakówna pózniej znana aktorka filmowa i teatralna .Jeżdziłem do biednych studentek z wałówkami od mamy pełnymi kiełbas. kaszanek i baleronów a one częstowały mnie kubkiem malinowego kisielu i uzupełniały moją skromną wiedzę o genialnym reformatorze radzieckiego teatru Stanisławskim. Egzamin oblałem z pantomimy. Miałem zagrać sabotażystę podpalającego stogi zboża na kołchozowych polach. Wyszło blado. Nie dlatego -jak sobie tłumaczę- że nie byłem zaangażowany ale dla tego że prawą rękę miałem w gipsie. Kilka dni przed egzaminem graliśmy mecz piłki nożnej na piaszczystym boisku przy szkole w Kosowie gdzie doznałem kontuzji w zderzeniu z rosłym obrońcą ”Kosowianki”. Pózniej moje kontakty z Kosowem nasiliły się dzięki szeroko rozumianej kulturze. Prowadzona przez panią Wandę Lenczewską świetlica Gminnej Spółdzielni w Kosowie promieniowała na cały powiat sokołowski. Na wieczorki taneczne do Kosowa jeździli koleją chłopcy z Sokołowa gdzie pani Wanda i choreograf pan Lach uczyli ich nie tylko modnych tańców ale też dobrych manier i kulturalnego zachowania .Przy świetlicy zorganizowano Zespól Pieśni i Tańca dający występy na wszystkich ważnych uroczystościach w całym powiecie sokołowskim. Była też orkiestra dęta prowadzona przez proboszcza ks. Władysława Stępnia. Kiedy w 1964 roku ks. Władysław zaprosił mnie jako urzędnika powiatowej kultury na rozmowę w sprawie dachu kościoła, którego konstrukcja groziła zawaleniem pod ciężarem cementowej dachówki po drodze wstąpiłem do sklepu pana Janusza Dmowskiego. Chciałem się poradzić jak mam zachować się na plebanii, co też ksiądz proboszcz chce od władz powiatu oprócz asygnaty na 4 tony blachy umożliwiającej zakup nowego pokrycia dachu kościoła. Pan Janusz poradził mi ,żebym wszystkie postulaty księdza przedstawił władzom powiatu do zrealizowania co złagodzi gniew Kosowian spowodowany rozwiązaniem orkiestry dętej za granie na mszy rezurekcyjnej. Jak uzasadniał pan Janusz orkiestra grała też na pochodach pierwszomajowych i różnych akademiach i ksiądz nie ukarał swoich orkiestrantów. Ani nie zabrał im nut Międzynarodówki a powiat zabrał instrumenty. Przy herbatce z konfiturami ks. Władysław do asygnaty na zakup 4 ton blachy dorzucił zagospodarowanie granitowych odpadów z ociosywanych pomników w byłym obozie zagłady Żydów w Treblince. Rozmawiał już z kierownikiem budowy ale ten uzależnił swoją decyzję od zgody powiatu i wskazał na mnie jako urzędnika ,który taką zgodę może załatwić. Sterty granitowego gruzu zalegały cały teren budowanego upamiętnienia Treblinki. Pozbycie się tych odpadów ułatwi kierownikowi przygotowanie do uroczystości otwarcia Mauzoleum Walki i Męczeństwa w Treblince zaplanowane na 10 maja 1964 roku, zaś księdzu pozwoli dokończyć budowę trwałego ogrodzenia powiększanego Kosowskiego cmentarza. Pełen pozytywnych wrażeń i ważności swojego urzędu skoro znany i ceniony ksiądz proboszcz z 23 letnim młokosem chce rozwiązywać ważne problemy społeczne i gospodarcze mieszkańców Kosowa ,następnego dnia wysłałem do pana Wacława Kochanowskiego- Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Warszawie pismo o wiszącym na plebanii starym obrazie, który możemy dostać dla planowanego muzeum w domu kultury w Sokołowie jeśli załatwimy asygnatę na zakup 4 ton blachy, koniecznej na zmianę pokrycia zabytkowego kościoła. Niebawem do Kosowa przyjechały panie Izabela Galicka i Hanna Sygietyńska. Obejrzały obraz poczerniały od dymu świec i zrobiły raport dla Konserwatora. Dalsze losy obrazu El Greco z Kosowa są znane z publikacji Artura Ziontka.Aktywność Kosowian w tworzeniu i upowszechnianiu kultury była doceniana przez ówczesne władze powiatu. Jednym z dowodów takiej oceny był fakt powołania pani Wandy Lenczewskiej na kierownika Referatu Kultury w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Sokołowie. oraz decyzja o budowie i organizacji Gminnego Ośrodka Kultury. Pierwszej w powiecie sokołowskim inwestycji w dziale Kultura i Sztuka realizowanej wg nowoczesnych ,na tamte czasy, typowych projektów budowlanych. Projet zawierał amfiteatralna salę kinową na 150 miejsc z kabiną projekcyjną, hol wystawowy, kawiarnie ,pomieszczenia dla biblioteki i pokój kierownika. Skromnie jak na potrzeby ówczesnej gminy a już zupełnie za skromnie jak na potrzeby dzisiejszego miasta. Dużym i wydawałoby się nierozwiązywalnym problemem było ogrzewanie. Wiele narad poświęcono tej sprawie aż wreszcie prezes GS –u pan Stanisław Leoniak przekonał swoją Radę by zgodziła się na podłączenie GOK-u do sąsiedniego pawilonu handlowego. Zabiegali o to i Józef Maliszewski organizator jednej z pierwszych w powiecie bogatej w zbiory Izby Pamięci Narodowej w Kosowie i Zdzisław Nowak kierownik Szkoły który póżniej tę Izbę wzbogacił i tchnął w nią życie. W szkolnej teraz Izbie Pamięci Narodowej w Kosowie z inicjatywy Mariana Jakubika pseudonim „Jaśmin „i Franciszka Ząbeckiego pseudonim „Dawny” Kierownik Szkoły organizował często spotkania z byłymi żołnierzami Armii Krajowej obwodu Łasica obejmującego gminy Kosów Lacki, Chruszczewka i Olszew.Kiedy wiedza o tych spotkaniach dotarła do władz powiatowych nad kierownikiem szkoły poczęły gromadzić się czarne chmury. Ale to już były czasy kiedy w partyjnym kierownictwie powiatu byli tacy działacze jak sekretarz propagandy Eugeniusz Łukasiuk ,będący wcześniej kierownikiem Wydziału Oświaty i Kultury Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Sokołowie. Towarzysz sekretarz nie mógł pozwolić by jego koledze – nauczycielowi stała się krzywda. Wezwał nas Witka Grądzkiego i mnie i polecił. Witkowi zgłosić Kosowską Izbę Pamięci do konkursu ogłoszonego przez Kuratorium Oświaty w Warszawie a mnie zadbać o odpowiedni wystrój plastyczny wystawy. Zrobiliśmy swoje i Izba Pamięci Narodowej w Kosowie wygrała konkurs wojewódzki. a kierownik szkoły został nagrodzony. W tej sytuacji stróże” jedynie słusznej linii „musieli uznać swoją porażkę. Podobnie jak w przypadku p. Wojdygi, który kpił sobie z reform min. Hilarego Minca likwidującego w Polsce prywatny handel w latach pięćdziesiątych. Znany nie tylko w Kosowie producent wędlin Wojdyga miał ,o czym w powiecie nie wiedziano, mocne poparcie w KC PZPR. Zawdzięczał je Tow. Skoczylasowej, której uratował życie przeprawiając ją w czasie okupacji przez Bug do Związku Radzieckiego. Skoczylasowa odnalazła swoich wybawców Żebrowskiego z Rytel i Wojdygę z Kosowa zapewniając ,że nie pozwoli ich skrzywdzić. Potwierdzeniem tych deklaracji niech będą zdjęcia jakie wykonałem podczas jej wizyty w Kosowie i nad Bugiem.zaś przede wszystkim koncesja na wrób i sprzedaż wędlin dla prywatnego producenta w czasach prawdziwej bitwy o handel w Polsce.

     Znałem Go gdyż całe lata pracowałem razem nad cywilizacyjnym rozwojem mieszkańców Podlasia i wschodniego Mazowsza . On w Warszawie w ...