Rak
telewizyjny, czyli dlaczego kultura choruje? Brak bezpośrednich kontaktów
międzyludzkich, jakie oferują placówki kultury, ma decydujące znaczenie dla
jakości życia i dla rozumienia problemów świata Czytelnicy zainteresowani
sprawami kultury pamiętają, że 29 maja, na kolejnym, szóstym już spotkaniu
animatorów kultury w Domu Pracy Twórczej” Reymontówka” w Chlewiskach ogłoszono
apel o zmianę systemu finansowania kultury zagrożonej dziś przez zanikający
mecenat państwa nad strefą twórczości i upowszechniania kultury. W
najtrudniejszej sytuacji dziś znalazły się biblioteki i domy kultury na wsi i
małych miastach. Nasz apel kierowaliśmy do liderów partii politycznych, mając
nadzieję, że wzbogacą swoje programy wyborcze o tak potrzebną dzisiaj –
kulturę. Jej braku doświadczamy na każdym kroku, szczególnie wśród
zacietrzewionych polityków, nawet tych z tytułami profesorskimi. Widać to w
programach telewizyjnych, w transmisjach z obrad Sejmu. Nie umiemy ze sobą
rozmawiać bez agresji, pomówień i kłamstw. Nie umiemy pięknie się różnić w
sprawach, co do których mamy różne poglądy. Moim zdaniem przyczyną jest zanik
kultury przede wszystkim wśród tych, którzy za nią odpowiadają. A
odpowiedzialność ta należy do elity społecznej, do liderów środowisk w których
żyją i działają. Zasłużenie czy nie, uchodzę za takiego lokalnego lidera w
środowisku pracowników kultury, z którymi pracowałem w Sokołowie i Siedlcach
przez 42 lata mojej aktywności zawodowej. Dlatego ,w miarę swoich skromnych
możliwości, staram się by doceniano pracę bibliotek, domów kultury, świetlic i
klubów szczególnie tych najmniejszych działających na wsi. W latach
sześćdziesiątych założyliśmy ich ze Zdzisławem Lechem – przewodniczącym Zarządu
Powiatowego Związku Młodzieży Wiejskiej 46 w powiecie sokołowskim. Po połowie –
Klubów Rolnika, utrzymywanych przez Gminne Spółdzielnie i Klubów Ruch –
koncernu RSW Prasa Książka „Ruch” Nie ostał się żaden. Zmarła niedawno śp.
Lucyna Maksimiak doprowadziła Wiejski Klub Rolnika w Hołowienkach do pierwszego
miejsca w Polsce. Do dziś mieszkańcy wsi i aktorzy Teatru Ziemi Mazowieckiej z
sentymentem wspominają wzajemne przyjacielskie kontakty zapoczątkowane
realizacją konkursu „Wieś bliżej teatru” Brak takich bezpośrednich ludzkich
kontaktów mieszkańców wsi z artystami, pisarzami, dziennikarzami dodatkowo
zubaża intelektualną kondycje wiejskiego elektoratu, ulegającego wszelkiej
demagogicznej manipulacji przed wyborami. Kto pamięta pobyty w
sokołowsko-podlaskich wsiach pisarzy: Jana Gerharda, Wojciecha Żukrowskiego,
Cezarego Chlebowskiego, Edwarda Redlińskiego; aktorów: Stanisława Mikulskiego,
Wacława Kowalskiego, Leonarda Pietraszaka, Ryszarda Pietruskiego, Ryszarda
Filipskiego i wielu, wielu innych w organizowanych przez biblioteki i kluby
kultury spotkaniach literackich pod nazwą „Niedziel na wsi”, ten wie, jaka była
przyjazna atmosfera tych spotkań, jaka wzajemnie wartościowa wymiana poglądów.
Z nastaniem nowego modelu upowszechniania kultury zmieniły się metody kontaktów
społecznych. Pamiętam, jak na jednej z narad w sprawie braku pieniędzy na
kontynuację budowy domu kultury w Sokołowie, przewodniczący Warszawskiej
Wojewódzkiej Rady Narodowej inż. Mierzwiński, wyraźnie rozeźlony moimi
wypowiedziami oświadczył: „jeśli chcecie mieć dostęp do kultury w Sokołowie, to
zaprenumerujcie każdemu mieszkańcowi miasta „Trybunę Ludu”. Będzie taniej i
skuteczniej”. Z propozycji nie skorzystaliśmy i dom kultury, chociaż po 14
latach, został zbudowany. Mam nieodparte wrażenie, że koncepcja inż.
Mierzwińskiego znalazła naśladowców. Wielu samorządowców myśli podobnie. Po co
utrzymywać domy kultury na wsi, skoro każdy prawie mieszkaniec ma telewizor, a
nawet komputer z dostępem do Internetu. Przecież to nic nie kosztuje naszej
gminy. Dostęp do kultury jest bardzo bogaty. Kto ma taka potrzebę, może
dowolnie wybierać pomiędzy serialami, filmami, poradnikami gotowania, debatami
polityków, itp. itd. Pomińmy tu jakość programów telewizyjnych, na które
widzowie nie mają żadnego wpływu. O wszystkim dziś decydują politycy. To jednak
nikt nie zaprzeczy, że brak bezpośrednich kontaktów międzyludzkich, jakie
oferują placówki kultury, ma decydujące znaczenie dla jakości życia i dla
rozumienia problemów świata. W 1975 roku studenci Uniwersytetu Warszawskiego
prowadzili badania naukowe na temat potrzeb kulturalnych młodzieży w gminie
Jabłonna Lacka. Z badań tych wynikało, że młodzież chodzi do kina przede
wszystkim dlatego, by spotkać się ze swoimi rówieśnikami, porozmawiać, a przy
tej okazji obejrzeć film w kinie, które jeszcze funkcjonowało we wsi zanim
zlikwidował je wszechogarniający rak telewizyjny. Teraz wystarczy browarek
,kanapa i pilot do telewizora. Na rozmowę z drugim człowiekiem ,na przeczytanie
książki szkoda czasu.