Tak było !
Zaprosił mnie Bogdan Czerkas na otwarcie szkólki piłkarskiej
na boisku” Orlika”przy moim dawnym liceum przy ulicy Kupienyńskiej.
Drogę z Lipowej do szkoły jak przed 60 z górą laty przebyłem
z sąsiadem pieszo.Starałem się dotrzymać kroku zaprawionemu w marszach
długonogiemu Edkowi Szymańczukowi chociaż na skwerze przy ul.
Kilińskiego pamiętając o zaleceniach dr
Rębisza chciałem po forsownym marszu
trochę odpocząć. Edek nie dał mi szans.Na miękkich nogach- jak niegdyś po kilku meczach -dotarliśmy na boisko pełne chłopców i dziewcząt.3 trenerów z Adamem
Czerkasem na czele prowadziło zajęcia jak z zawodowymi piłkarzami uwzględniając
oczywiście wiek i możliwości motoryczne przyszłych Lewandowskich
,Piszczków i Błaszczykowskich Były więc zabawy
wspomagające refleks i orientację ,prowadzenie piłki, dryblingi i
strzelanie „jedenastek”.Młodych piłkarzy odwiedził i rozdał dziesiątki
autografów bramkarz Celtiku Glsgow p. Łukasz Załuska.CHłopcy garneli się do
swojego idola tak ,że nie mogłem się dopchać by zrobić zdjęcie .Musiałem
poprosić o pozowanie.
Do szkółki Adama Czerkasa – zawodnika „Podlasia „Siedlce a wcześniej ŁKS-Łódż i Korony Kielce.zapisało się już ponad 80
dzieci w wieku od 4 do 12 lat.Trenują pod okiem
4 instruktorów w 4 grupach wiekowych.Jestem przekonany ,że za parę lat
wyrosną na dobrych sportowców a my kibice nie będziemy musieli się martwić czy
nasza drużyna zakwalifikuję się do
mistrzostw świata,ale je wygra.Warunki
jakie mają na Orliku oraz osobiste zaangażowanie rodziców i dzieci na
treningach pozwalają mieć nadzieję,że niebawem polska piłka nożna będzie lepsza
jak za czasów Kazimierza Górskiego.Pisząc o zaangażowaniu rodziców mam na
uwadze liczne mamy które przywożą swoje pociechy na treningi odrywając je od
komputerów.Jak sięgam pamięcią ,kiedy my –chłoopcy z Siedleckiej ,Rogowskiej i
Repkowskiej uganialiśmy się za” zgórkiem”
za szmaciankami i gąbkówakami,nasze mamy nie były takie
wyrozumiałe.Szmacianki robiło się bowiem kłębków barwnych odpadów tekstylnych
przeznaczonych na kolorowe chodniczki..A my wynosiliśmy je z domu i obszywaliśmy
w grube pończochy i takimi piłkami grało się od rana do wieczora. Później
nastała era gąbkówek pieczołowicie obrabianych z niemieckich czołgów. Pierwszą
prawdziwą piłkę zobaczyliśmy w oknie księgarni pani Sudarowej przy ulicy
Długiej .Kosztowała 96 zł. Miała jajowatą czerwoną dętkę z długim wentylem
chowaną w skórzaną powłokę
sznurowaną rzemieniem. Chodziliśmy
co dzień patrzeć czy piłka jest jeszcze czy nie daj Boże ktoś ją kupił .Była !Aż
pewnego dnia Janek Patejczuk przyniósł informację[W1] [W2] .
Można zarobić na piłkę czyszcząc z zaprawy tynkarskiej cegłę z rozwalonego
przez Niemców Magistratu u zbiegu ulic Siedleckiej Długieji Repkowskiej .Za jedną całą i
oczyszczoną cegłę pan Stefan Głazek zapłaci 50 gr,Sam odbierze, policzy i
wypłaci .Szczęście nasze nie miało granic. W ruch poszły szpadle i
młotki .Pracowaliśmy jak „Stachanowcy”Po tygodniu góra czerwonej cegły zamieniła
się w bilety Narodowego Banku Polskiego.Pan Głazek pochwalił naszą robotę i
wypłacił należność.Pomogliśmy jeszcze załadować cegłę na wóz konny ,którym
odjechał do swojego klienta.Był nim pan Witkowski budujący dom i warsztat naprawy samochodów na terenie
zrujnowanego getta .My zaś w
składzie napastnik„ Cieślik „ -Stefan
Kupisz obrońca” Jan Duda „- Janek Patejczuk
i pomocnik „Parpan”-Wacław
Kruszewski pobiegliśmy do pani Sudarowej po wymarzoną piłkę. Zakup uczciliśmy
butelkami wybornej oranżady z rozlewni
wód gazowanych Stefana Burcharda
zakupionych za resztę w sklepiku pani Nowakowej przy ulicy Długiej.
Odtąd graliśmy już tylko skurzanymi piłkami.Najpierw w
trampkach jako tzw. trampkarze otwierający mecz seniorów ,póżni e j jako juniorzy ąż na koniec w drużynie
seniorów.Graliśmy ze zmiennym szczęściem z drużynami Mińska, Wołomina, Pułtuska
,Nowego Dworu,Góry Kalwarii ,Zegrza,Siedlec
Łukowa , i Warszawy .Nasze pojedynki z „Czarnymi „Węgrów i Cukrownią Sokołów
przeszły do legendy i literatury. Ale w najczarniejszych snach nie sądziłem ,że
sokołowscy piłkarze przegrywają dziś z Jabłonianką 4 do 2. Gratulacje dla
Jabłonianki i kilka niecenzuralnych słów dla kopaczy z Sokołowa,bo trudno
nazawać ich piłkarzami.Nadzieją w tych których miałem okazję poznać na Orliku
mojej dawnej „budy”