Tym starym tekstem pragnę zapowiedzieć swoją autorską, kameralną imprezę wydobywającą ludzi i ich dzieła z zapomnienia. Już w maju odbędzie się pierwsze takie spotkanie z synem sokołowskiego przedsiębiorcy Michałem Jachem, Jego ojciec w trudnych powojennych latach adoptował wojskowe ciężarówki na autobusy i uruchomił pierwszą w tej części kraju publiczną komunikacje samochodową na trasie Warszawa - Siemiatycze. W pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta zdobyto zdjęcia parkujących na sokołowskim rynku autobusów i pracowników firmy Jacha. Jednym z konduktorów był pan Piotr Kazimierczuk późniejszy burmistrz naszego miasta Warto rozpoznać pozostałych. Kolejne spotkanie poświęcimy tradycjom teatralnym Sokołowa rozpoczętym w 1917 roku działalnością Z sekcji dramatycznej OSP kierowanej przez panią Leokadię Tyburową Dziś niewielu wierzy ,że z dochodów uzyskanych z przedstawień teatralnych granych w Sokołowie w Węgrowie i Drohiczynie zbudowano budynek OSP przy ulicy Lipowej zapewniający tej organizacji przez lata działalność społeczną.
...." Z bardzo wielu
imprez jakie miałem przyjemność organizować z pracownikami domu kultury w
latach- jak mówią teraz „słusznie minionych” -w mojej pamięci pozostało
ledwie kilkanaście. Zastanawiam się jak to się dzieje, że nie pamiętam
np. koncertu Czesława Niemena a dobrze pamiętam występy bułgarskich piosenkarek
Krasymiry Minewy i Margaret Nikołowej Nie wiele
pamiętam ze wspaniałego koncertu orkiestry jazowej Gustawa Broma z
solistami Heleną Vondraczkovą i Karolem
Gottem a dobrze pamiętam ,ze chór filharmoników z Nowosybirska wystąpił w
Sokołowie w czarnych garniturach i jasnych brązowych pantoflach hurtem
zakupionych w Warszawie. Pamiętam „Trubadurów” ,bo w czasie ich występu tuż za ich plecami runęła z pod stropu sceny
metalowa sztanga z maskującą kurtyną. Pamiętam jak Jacek Fedorowicz po słowach” ja jestem gotów stanąć na głowie
by państwa rozbawić „zeskoczył ze sceny
i przed p. Jadzią Maraskową stanął na rękach a następnie przedefilował w ten sposób przed pierwszym rzędem widzów.
Pamiętam dyskusję p. Mirka Zalewskiego z
Jerzym Ofierskim. Zalewskiemu- wówczas pracownikowi Rolniczej Spółdzielni
Produkcyjnej w Morszkowie -nie podobała się prześmieszna krytyka sołtysa Kierdziołka pod adresem rolników więc wszedł na scenę i
obsobaczył popularnego w Polsce artystę. Dostał burzliwe brawa widzów i podziękowania od władz powiatowych
Doskonale pamiętam interwencję dyrektora
Zbigniewa Koprowskiego śpieszącego z lekarską pomocą omdlałej na scenie
Mieczysławie Ćwiklińskiej Pani Miecia zbliżała się do setki a w
znakomitej sztuce hiszpańskiego
dramaturga Alejandro Casony „Drzewa umierają stojąc” miała tańczyć ze swoim scenicznym partnerem upojne
tango. W trosce o zdrowie znakomitej ale i wiekowej artystki uprosiłem
dyrektora szpitala o przysłanie lekarza
na wieczorne przestawienie. Dyrektor przyszedł osobiście dając dowód
troski i zaangażowania w sprawy kultury. Kiedy pani Miecia wyzwoliła się z objęcia partnera i osunęła się teatralnie na fotel widownia zamarła. Doktor Koprowski z podręczną apteczką wbiegł na
scenę by po chwili stwierdzić ,ż e to nie
zawał a znakomita gra aktorska. Szarmancko podał sędziwej aktorce ramię
a ona wstając w fotela podziękowała lekarzowi i widzom swoim niezapomnianym
uśmiechem. Braw nie było końca.
Proszą mnie znajomi bym pisał swoje wspomnienia zanim
dopadnie mnie jakiś Alzheimer. Będę więc pisał
i zachęcał ludzi mojego pokolenia
by pozostawili po sobie trwały i
prawdziwy ślad w naszej wspólnej historii .Niebawem uzbieram tych tekstów na książkę i jak znajdę
sponsorów wydam ją by – jak się teraz ładnie mówi -dać świadectwo prawdzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz