piątek, 4 kwietnia 2025


 Nie dawno  Tygodnik Siedlecki poprosił mnie bym opowiedział o mojej pracy  w siedleckiej kulturze  w latach 1976 – 1990. Opowiedziałem- bo było o czym. Czytam teraz  ten wywiad i nie mogę się nadziwić  ,dlaczego odarto go z nazwisk , które przytoczyłem  w prawdziwym korzystnym kontekście.  Te nazwiska  to Mieczysław Rakowski- Premier reformator  Zofia Grzebisz – Nowicka Wojewoda Siedlecka  ,Wacław Janas –WICEMINISTER Kultury i Sztuki , Stanisław Lewocik – Przwodniczacy Wojewódzkiej Rady Narodowej Leopold Grzegorek  - przewodniczący Komisji Kultury WRN , Zbigniew Wiedeński –dyrektor Wydziału Finansowego Urzędu Wojewódzkiego w Siedlcach . To dzięki ich zrozumieniu ,inspiracji i konkretnej pomocy mogłem przez 17 lat aktywnie działać w Siedlcach w likwidacji wieloletnich zaniedbań i opóźnień w cywilizacyjnym  i kulturowym rozwoju  miast i wsi Podlasia i Wschodniego Mazowsza .Reformy gospodarcze premiera Rakowskiego ujęte w haśle„ Co nie jest zabronione – Jest dozwolone „ pozwoliły na utworzenie Zakładu Remontowo – Budowlanego Obiektów Kultury przy Wydziale Kultury i Sztuki UW. Rozwiązany został problem wykonawstwa  i budowy  czynami społecznymi Gminnych Ośrodków Kultury i remontów zabytkowych dworów i pałaców na siedziby placówek kultury  .Przywołuję te nazwiska by  im podziękować i ocalić od zapomnienia ludzi i ich pracę w czasach PRL –u . Ostatnio opisuję zdjęcia z archiwum Sokołowskiego Ośrodka Kultury zawierającego 7 000 zdjęć ze wszystkiego co się ruszało w mieście i powiecie sokołowskim od 1964 do 1976 roku Od gospodarczych wizyt Edwarda Gierka w Sterdyni i Józefa Tejchmy w Powiatowym Ośrodku Kultury po dewizowy odłów zajęcy, otwarcie szpitala powiatowego ,różne akademie i imprezy, To archiwum jest dowodem,  że tylko w chorych zaślepionych nienawiścią głowach może się rodzić przekonanie ,że PRL był czarną dziurą w naszej najnowszej historii  Ale  przede wszystkim chciałem dziś podziękować moim koleżankom i kolegom z Wydziału Kultury i Sztuki  którzy ochraniali mnie i wspierali we wszystkich ryzykownych działaniach. Dziękuję Wiesi Wadasowej, kierującej moim biurem i przepraszam za to,  że tyle razy musiała tłumaczyć  Szefom moją nieobecność w biurze oraz szukać mnie w rozległym województwie bym zdążył na pilną naradę u wojewody .lub w komitecie .Dziękuję pracowitym i skrupulatnym księgowym  Teresie Drzewieckiej i Jasi  Grabowskiej pilnujących bym nie popełnił więcej błędów niż popełniałem Dziękuję Eli Kieliszkowej, łączącej urodę z przebojowością i  talentem. Wszystkim moim współpracownikom dziękuję i dzielę się z nimi swoim sukcesem, wreszcie dostrzeżonym, bo wspólnie osiągniętym .Byliśmy ,jesteśmy i będziemy jedną drużyną co potwierdzają  spotkania animatorów kultury w Domu Pracy Twórczej „Reymontółwka „w Chlewiskach .Nie znam środowiska zawodowego ’które jak my ludzie kultury byliby tak zintegrowani .wzajemnie życzliwi i wspierający się. Gdyby tak było  w innych grupach zawodowych ,wśród nowych i starych pracowników różnych instytucji  nasze życie byłoby o wiele przyjemniejsze. Nie umiem wymazać  z pamięci żalu jaki miał śp. Zygmunt Błachnio  do swojego następcy Prezesa Spółdzielni Mleczarskiej w Sokołowie ,który nie zaprosił go na jubileusz tej zasłużonej dla miasta i rolników instytucji. Szkoda., bo może skorzystałby z wiedzy i doświadczenia swojego kolegi i nie doprowadził firmy do upadku.

   Nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał o powodach mojego  odwołania. Czytam artykuły z gazet, protokoły różnych nasyłanych komisji analizuję je i dochodzę do wniosku ,że w mechanizmach niszczenia ludzi aktywnych nic się nie zmieniło. .Wystarczy narazić się jakiemuś bonzie. O n uruchomi pismaków. Wyślę komisje z zadaniem znalezienia jakiś  .uchybień i jesteś  ugotowany. Nikt nie zada sobie trudu obiektywnej oceny twojej pracy ,nikt  Ci  nie pomoże i nikt Cię nie wysłucha W moim przypadku, bolszewicy z „Solidarności pracowników kultury z „ bolszewikam”  z ” białego domu” porozumieli się ,  Pierwsi  chcieli mieć dostęp do dużych pieniędzy które pozyskiwałem dla kultury siedleckiej i dysponować tymi pieniędzmi ,bez stosownej wiedzy ,pozostawiając mnie odpowiedzialność za nie swoje decyzje. Tym drugim wydawało się, że jak poświęcą popularnego i nagradzanego dyrektora oddalą od siebie wyroki  rewolucji ustrojowej i zachowają  swoje  wpływy i przywileje. Myślę, że pora o tym rozrachunku z przeszłością pisać co też planuję skoro spotykają mnie tak miłe  gesty jak’ Złoty Jacek ”wręczony  z a byłe zasługi  dla Siedlec i województwa siedleckiego. Piszę teraz  do lokalnych gazet felietony pod tytułem „TAK BYŁO” w których w lekkiej satyrycznej formie ukazuje absurdy pracy i życia w Polsce Ludowej. Czasami mi zamieszczają ale obwąchują z każdej strony by nie narazić się ukrytym wydawcom. Zapomnieli  o przykazaniu Wielkiego Polaka że” prawda Was wyzwoli” Tak więc mam już pokaźny zbiorek takich felietoników i teraz odkładam z emerytury na ich wydanie. Marzy mi się też poważniejsza książka opisująca dziesięciolecie  kultury siedleckiej z lat 1976-1986.Tu potrzebne jest jednak większe zaangażowanie byłych pracowników instytucji i placówek kultury byłego województwa siedleckiego. .Będę o to prosił moje koleżanki i moich kolegów i wierzę, że mi nie odmówią. Tymi książkami podziękuję kapitule Złotego Jacka kierowanej przez profesora Piotra Matusaka za tę  sympatyczną nagrodę  .

                                                          Wacław Kruszewski

 

wtorek, 25 marca 2025

 Czy Tak Było ?  

Mało kto wie i pamięta, że najbogatszy w dziejach Sokołowianin Adolf Lortsch był przed laty właścicielem stolicy Czeczeni miasta Grożny i pól naftowych w tym dalekim kraju. Niezwykłe losy rządcy majątków Grodzisk i Kupientyn barwnie opisała Helena Mniszek w powieści „Panicz”  gdzie Adolf Lorstch to powieściowy Ryszard Denhoff, który powrócił ze szkół do Polski w 1905 roku .by po śmierci ojca przejąć majątek Grodzisk.W powieści nazwany Wodzewo.Tutaj poznał Helenę Mniszek z nieodległego majątku Sabnie.W powieści Wodzewo.Całą historię tej znajomości mamy opisaną w „Paniczu” Kończy ją listem z Ukrainy gdzie Denhoff marzy o powrocie i zapewnia,ze pokutując tam ciężką pracą i twardym obowiązkiem dąży do odzyskania zagonu wodzewskiego który wcześniej przehulał i przegrał w karty.Dla pań ,miłośniczek powieści Mniszkównej pragnę dodać ,że w” Paniczu” Irena to Helena Mniszek, Ziuta to jej siostra Józefa Moniuszko. Mąż pani Ziuty,powieściowy Rymsza-to Lucjan Moniuszko wieloletni  sokołowski sędzia.Jego grób tak jak grób pisarki , jej ojca i brata znajdują się na cmentarzu w Zembrowie na przeciw kościoła.Wiejski cichy cmentarzyk na miejsce spoczynku wybrał wcześniej ojciec Heleny –Michał Mniszek Tchurznicki. On to zanim podjął ryzyko wydania za własne pieniądze pierwszej powieści 19 -letniej panienki z sabniowskiego dworu wysłał córkę po opinie do Bolesława Prusa.Ocena wielkiego pisarza była decydująca dla dalszej pracy .Kolejno powstawały i znajdowały nabywców powieści „Tredowata” „Ordynat Michorowski”,”Zaszumiały pióra”’Panicz”,” Książęta boru”.”Prymicja”,”Gehenna”,”Czciciele szatana”,Verte”,”Pustelnik i Persefona”,”Prawa ludzi”,”Sfinks”,Królowa Gizela”,”Dziedzictwo”,”Z ziemi łez i krwi”, „Kwiat magnolii”,”Powojenni”,”Magnesy serc”oraz „Słońce”Ostatnia książka –zrekonstruowana według rekopisu przez wnuczkę Marię Darkiewicz i wydana po raz pierwszy w 1993 roku.                          Prasa literacka potraktowała twórczość Helen Mniszek życzliwie i zupełnie serio.Recezje jej powiesci drukowały poważne pisma;”Kraj”,”Biesiada Literacka”,,”Bluszcz”,’Przegląqd Powszechny”.Przypomnijmy tu fragment recenzji dla tych ,którzy nie mają najlepszego zdania o walorach literackich dzieł naszej rodaczki.

„  Zanim jeszcze znalazłem czas na przeczytanie dwóch okazałych voluminów, zaznajomiły się z nimi dwie młode kobiety-„ pisze Wiktor Gomulicki.Każda zwracając mi powieść miała powieki zaczerwienione.U jednej był to skutek bezsenności; ta „Trędowata”to szalenie zajmująca powieść,żem całą noc na czytaniu spędziła” U drugiej czerwoność pochodziła od łez nad książką wylanych.Wiktor Gomulicki chwali autorkę,która „ kreśli piękne obrazy przyrody,umie zręcznie prowadzić dialog a w scenach dramatycznych zdobywa się na siłę”Znajduje też w „Trędowatej”próbę satyry społecznej i moralizowania na temat obowiązku arystokracji. Zaś Antoni Lange nazywa Mniszkównę spadkobierczynią sławy Rodziewiczówny.Warto wiedzieć,ze do 1939 roku powieść:Trędowata” miała16 wydań i dwie ekranizacje,z1926 roku z Jadwigą Smosarską i w 1936 roku z Elżbietą Barszczewską w roli Stefci Rudeckiej.Po wojnie ,w filmie Jerzego Hoffmana, Stefcie grała Elżbieta Starostecka.W prasie dwudziestolecia jest tylko jeden wywiad z popularną pisarką/w „Tygodniku Polskim” / i jedno zdjęcie/w „Kurierze Warszawskim/dworku w Sabniach z podpisem’ ; „tam gdzie tworzyła autorka „Trędowatej

Niewątpliwie ta powieść przyćmiła  następne,których było aż 20..Wróćmy więc do „Panicza” wydanego w 1912 roku a więc po wyjeżdzie,a raczej ucieczce przed wierzycielami Adolfa Lortscha z Grodziska i Kupientyna. Początkowo schronił się u swojej siostry Jadwigi Zambrzyckiej a następnie wyjechał do Kijowa ,gdzie podjął pracę w znanej fabryce maszyn rolniczych  Fowlera. Mieszkał w w pensjonacie Świderskiego, gdzie poznał niezwykle majętną Marię Pietrowną Buik-wdowę po baronie Budbergu komendancie rosyjskiej żandarmerii w Warszawie. Maria Pietrowna,wzruszona losami powieściowego Denhoffa za sprawą właściciela pensjonatu poznała autentycznego bohatera  z

powieści „Panicz”- Adolfa Lortscha i przyjęła jego oświadczyny .Była starsza od Adolfa ale jak mawiał jego bratanek,”złote kajdanki nie ciążą” Tymi złotymi kajdankami były pola naftowe w Czeczenii dzierżawione Amerykanom za 100 000 dolarów rocznie i miasto Grozny.

  Po ślubie” państwo już nie młodzi” wyjechali do Kisłowodzka gdzie Adolf został prezesem Towarzystwa Kałkazkiego. Wszystkie pieniądze z dzierżawy inwestował w budowę tego miasta –kurortu .Jestem ciekaw czy zachował się jakiś materialny ślad tych inwestycji. Uciekając przed bolszewikami w 1917 roku państwo Lortschowie znaleźli się w Nicei ,gdzie Adolf Lortsch pełnił funkcję konsula honorowego Rzeczpospolitej Polskiej. Po śmierci żony w 19934 roku powrócił do Polski i zamieszkał w Hotelu Wiedeńskim swojej siostry Warszawie.  3 maja 1940 roku został aresztowany i oskarżony o współpracę agenturalną z Anglikami. 21 czerwca1940 roku wraz z Maciejem Ratajem,Mieczysławem Niedziałkowskim i Januszem Kusocińskim i wieloma innymi polskimi patriotami został rozstrzelany w Palmirach „Panicz” –Adolf Lortsch.

                 

poniedziałek, 24 marca 2025

  Tak było

Od pani Leokadii Tykockiej ,kierującej siedlecką redakcją Trybuny Mazowieckiej dostałem prestiżowe dla mnie zadanie. Miałem wyszukać i opisać do świątecznego numeru gazety jakiegoś weterana pamiętającego wigilię  Bożego Narodzenia z  czasów wojny i okupacji .Ochoczo wziąłem się za realizację zadania, które mieściło się w moich zainteresowaniach. Z  wielu rozmów z żyjącymi jeszcze Żołnierzami AK i moim zwierzchnikiem Lucjanem Maraskiem- V-ce przewodniczącym prezydium powiatowej rady narodowej w Sokołowie uzyskałem adres i namiary na pana Jankowskiego- leśniczego w Holenderni. gm Sterdyń. Lucjan znał leśnika oraz jego wojenne i okupacyjne dzieje więc ułatwił mi kontakt z człowiekiem ,który o swoich przeżyciach nie z każdym chciał rozmawiać .Przyjął mnie gościnnie, ale już po pierwszym pytaniu zderzyłem się ze skromną wiedzą o naszej historii .Moją ze szkół i Jankowskiego z jego z życia  .  Na pytanie czy pamięta pan wieczerzę  wigilijną z czasów okupacji   odpowiedział pytaniem ; pamiętam ,ale o którą okupację pan pyta ? Urodziłem się w polskiej rodzinie na Litwie i odwołując się do poematu Adama Mickiewicza  „ Litwo Ojczyzno moja przeżyłem 4 okupacje .Encyklopedycznie wymienił wszystkie z datami ,od buntu Gen. Żeligowskiego po niemiecką okupację Wilna o wyzwolenie  którego walczył w szeregach AK   ,by następnie uciekać do Polski przed kolejnym okupantem  wyłapującym sojuszników operacji „Ostra Brama”  Udało się z kilkoma kolegami -leśnikami uciec z transportu na Sybir i ruszyli przez puszczę Rudnicką i Białowieską do  Polski .Żywiąc się pędrakami i roślinami wygłodzeni i zmęczeni długą drogą dotarli w Wigilię Bożego Narodzenia 1944 roku na stację kolejową w Białymstoku. A tu żołnierze radzieccy wprost z wagonów rozdają ludziom chleb. Osłabiony głodem i odurzony zapachem czarnego wojskowego chleba  podszedłem i ja do wagonu wyzwolicieli i wyciągnąłem rękę po upragniony chleb czego do dziś nie mogę sobie darować zakończył powieść leśniczy Jankowski z poleceniem bym napisał jak mówił. Tak zrobiłem i zadowolony pognałem do Siedlec oddając tekst i zdjęcia do redakcji. Zdjęcia zrobiłem przy okazji zaproszony przez leśniczego do przejażdżki dwukółką po lesie w którym trwały prace. W świątecznym magazynie Trybuny Mazowieckiej ilustrowały artykuł o zwalczaniu szkodników leśnych.

                                        Wacław Kruszewski

sobota, 22 marca 2025

 Stulecie ks. Salezjanów w Sokołowie wspominam z uznaniem za ich

działalność  edukacyjną w dziedzinie kultury i wychowania
patriotycznego .Jeszcze  na ulicach Warszawy bili się o wolność i
honor powstańcy a w kościele św. Rocha przy ulicy Kosowskiej odbywała
się msza święta w intencji powstańców. Było to we wrześniu 1944 roku
.Cała nasza szkoła z  „Ruskich dołów” brała w niej udział. Później
wielu moich kolegów ministrantów występowało w sztukach teatralnych
wystawianych w Sali dobudowanej do kościoła pod wezwaniem św Jana
Bosko.  Była to jedyna duża sala kinowo- teatralna w mieście
kompletnie zburzonym przez okupantów. Na końcu tej Sali była świetlica
ZHP wyposażona w  gry stolikowe , harcerskie proporce. I pamiątki z
obozów. Pamiętam jak starałem się  o  rolę powstańca w sztuce
Powstanie Warszawskie którą grał , z prawdziwym karabinem, mój starszy
kolega z ulicy Siedleckiej Adam  Klec .KS. Walasek postawił  warunek
jak podrosnę wyżej od tego karabinu to w następnym przedstawieniu
zagram. Nie udało się postrzelać na powstańczej barykadzie   w
niemieckim hełmie z biało czerwoną opaską, to udała się rola pastuszka
w Jasełkach wystawianych w okolicach Bożego Narodzenia 1946 i 1947
roku.  Zapamiętałem z tego przedstawienia jak Henio Rudaś grający
Jezusa w kołysce poinformował pastuszka  Ryśka Nowaczewskiego o swojej
potrzebie  pilnej ale nie przewidzianej w scenariuszu. Pastuszek Rysio
podbiegł do zakonnicy kreującej rolę Matki  Bożej i  podniecony rolą
wygłosił zbyt głośno  Proszę siostry, proszę siostry „Jezusek  chce
siusiu „   Siostra nie mogła opanować śmiechu  a za nią widzowie z
pierwszych rzędów ławek. wkopanych w piaszczyste podłoże  Sali. Tej
jedynej w Sokołowie gdzie odbywały się wszystkie publiczne imprezy
,akademie, przedstawienia teatralne projekcje filmowe i zebrania aż do
lat pięćdziesiątych ,do otwarcia kina Zdobycz w budynku OSP przy ulicy
Lipowej .W tej nowej Sali z powodzeniem kontynuowała dzieło ks salezjanów
 pani Leokadia Tyburowa-kierownik sekcji
dramatycznej Ochotniczej Straży Pożarnej



--
Z wyrazami szacunku

Wacław Kruszewski
https://waclawkruszewski.blogspot.com/
mail: 
waclawkruszewski@gmail.com
tel: 516 134 365


czwartek, 20 marca 2025

 

halinazaw

śr., 19 mar, 21:51 (11 godzin temu)
do mnie
Dzień Dobry!
Pięknie napisał Pan relację z Dnia Sybiraka w Grodzisku w 2011 r., poświęcenia tablicy pamiątkowej poświęconej Parafianom wywiezionym do łagrów Sybiru za to, że byli Polakami, a także uroczystości przekazania przez Sybiraków, w tym przez mojego Tatę, obrazu Matki Bożej Sybirackiej swej rodzinnej Parafii, jego uroczystego poświęcenia i zawieszenia w nawie głównej po prawej stronie ołtarza głównego na ścianie bocznej.
Mam tylko jedno małe sprostowanie (już tylko ku pamięci). Otóż obraz Matki Bożej Sybirackiej namalował na zlecenie mego Taty Pan Marek Kunkel z Sulejówka, a nie Marek Kołodziejski, jak Pan napisał.
Natomiast Pan Marek Kołodziejski wykonał tablicę z nazwiskami Parafian wywiezionych na Sybir - umieszczoną w przedsionku kościoła w Grodzisku, która była odsłonięta i poświęcona we wspomnianym Dniu Sybiraka. W zwieńczeniu w/w tablicy w dolnej jej części Pan Marek Kołodziejski odcisnął łuskę kuli wydobytą z Figury Jezusa przy obecnej Konkatedrze w Sokołowie Podl., przy której to Figurze (ocalałej z bombardowania przez ruskich w 1944r.) na ruinach ówczesnego kościoła pw św. Michała służby UB rozstrzeliwały Polaków wcześniej maltretowanych w piwnicach UB przy ul. Kilińskiego.

p.s. Gdzie był wydrukowany Pana tekst, w której gazecie?

Pozdrawiam serdecznie
Halina Zawadzka

Dni

wtorek, 11 marca 2025

 


 Ulica Józefa Piłsudskiego !

Od ronda ulicy Wolności na południe aż do ulicy Bartoszowej biegnie ulica nazwana imieniem jednego z największych Polaków-marszałka Józefa Piłsudskiego.Twórcy i komendantowi legionów zawdzięczamy odzyskanie wolności po 125 latach niewoli.Wiedzą o tym wszyscy, nie będę więc opisywał Jego bogatego życia i walki o niepodległość Polski w 1918 roku i o jej zachowanie w 1920.Na szczęście mamy dostęp do bogatych zasobów piśmienniczych traktujących o bohaterze naszej pryncypialnej ulicy. Dlaczego pryncypialnej?Ano dla tego,że tą ulicą miał być skierowany ruch drogowy korkujący centrum miasta i to jeszcze,ze przy tej pięknej ulicy zlokalizowane są ważne dla mieszkańców instytucje  takie jak Zakład Ubezpieczeń Społecznych,Szpital Powiatowy im. Zbigniewa Koprowskiego,który go budował,a później nim kierował,a także instytucje handlowe duże i małe:"Gama" "TOpaz",Sklep z zawsze dobrymi wyrobami mięsnymi z Jabłonny Lackiej,na koniec zaś ważne miejsce do którego wcześniej czy później trafimy-cmentarz przy ulicy Bartoszowej.

  O lokalizację szpitala w Sokołowie zwycięską batalię przeprowadził dyr. Koprowski z władzami Węgrowa, które zabiegały o lokalizację tej inwestycji u siebie. Szpital budowano podobnie jak dom kultury jakieś 12-14 lat, na tyle długo by w sąsiedztwie powstało osiedle domków jednorodzinnych o wdzięcznej nazwie "złodziejowo"  Takie wówczas były realia. Wracajmy jednak do bohatera naszej ulicy znanego nie tylko w Polsce, ale jak się przekonałem także wśród białoruskich kołchoźników.

W 1979 roku prowadziłem badania nad organizacją ,finansowaniem i działalnością wiejskich domów kultury w Związku Radzieckim. Minister  Kultury Aleksandra Furcewa zgodziła się bym pojechał na Białoruś i Ukrainę republiki bliższe mi kulturowo. Wybór padł na dom kultury kołchozu"Czerwony Pażdziernik" znany z dobrej działalności i hojnie finansowany przez bogaty kołchoz.

   Po zwiedzeniu placówki i rozmowach z pracownikami zostałem zaproszony przez gościnnych gospodarzy na przyjęcie przygotowane na scenie sali widowiskowej. Jak to było w zwyczaju toast gonił toast pewnym momencie do mego ucha nachylił się sąsiad-weteran,obwieszony medalami dwóch ostatnich wojen i uważnie patrząc na przewodniczącego kołchozu zapytał szeptem: pan, skażycie mienia marszał Piłsudski żyw jeszczo ili niet?Niet odpowiedziałem,pomierł w 1935 godu. Żałko westchnął sędziwy weteran. Oczeń żałko potwierdziłem i już szykowałem się do wygłoszenia kolejnego toastu. Gdy nagle kurtyna poszła w górę a ja stojąc kieliszkiem w ręku zobaczyłem wypełnioną do ostatniego miejsca widownie. Zdrętwiałem. Przed kompromitacją uratował mnie przewodniczący kołchozu radząc bym powiedział coś po polsku, bo pracownicy znają ten język i ciekawi są co też predsiedatiel bratniej Polszy ma im do powiedzenia. Opanowałem stres ,odstawiłem  stakańczyk i pogratulowałem wszystkim wielkiej troski o zachowanie tradycji w pieśniach tańcach i strojach białoruskich. Coś tam jeszcze plotłem o przyjaźni i braterstwie ale nie byłem ze swojego występu zadowolony chociaż dostałem duże brawa. Pytany później  przewodniczący o zwyczaje bankietowania przy otwartej kurtynie podkreślił z dumą że w jego kołchozie nawet przyjęcia organizowane za państwowe pieniądze otwarte są dla wszystkich. Tyle tylko, że władze jedzą i piją a pracownicy mogą na to patrzeć i bić brawo.Naszych,biesiadujących za państwowe 

  Nie dawno    Tygodnik Siedlecki poprosił mnie bym opowiedział o mojej pracy    w siedleckiej kulturze    w latach 1976 – 1990. Opowiedział...